– Jesteśmy najlepszym boysbandem na świecie! Byli inni, ale nie przetrwali. Tymi słowami, z szerokim uśmiechem, Marcin Miller – lider legendarnej grupy Boys – porwał tłumy zgromadzone przy łomżyńskiej muszli koncertowej. Nawiązując do imponującej historii zespołu koncertującego nieprzerwanie od 1990 roku, puszczał oko w stronę publiczności. Zapewne miał na myśli słynne światowe i polskie formacje, takie jak NSYNC (w której karierę zaczynał Justin Timberlake), Boyzone czy rodzimy Just 5, które dawno przeszły do historii. Tymczasem Boys wciąż jest na fali, co udowodnił sobotni wieczór.
Wczoraj muszla koncertowa przy ul. Zjazd stała się areną drugiego dnia hucznych obchodów Dni Łomży. Tym razem przestrzeń w pobliżu Narwi wypełniła się energicznymi rytmami muzyki disco polo oraz dance. Wydarzenie miało wyjątkowo familijny wymiar. Pomimo kapryśnej, deszczowej pogody, pod sceną bawiły się całe pokolenia łomżan – od najmłodszych dzieci, przez rodziców, aż po seniorów. Wspólny śpiew i taniec zjednoczyły tysiące mieszkańców oraz przyjezdnych gości.
Wokalistka Megi otworzyła wieczór swoimi melodyjnymi, nowoczesnymi aranżacjami, błyskawicznie rozgrzewając zgromadzony tłum. Dla artystki był to powrót niezwykle emocjonalny. Zdradziła publiczności, że dokładnie 20 lat temu stała w tym samym miejscu jako fanka na koncercie Maryli Rodowicz i marzyła, by kiedyś zaśpiewać na tej scenie – to marzenie właśnie się spełniło. Megi zapowiedziała również wielką niespodziankę: premierę swojego pierwszego w życiu duetu.
Tuż po niej formacja Verdis zaserwowała zestaw swoich największych hitów, w tym słynną „Jagódkę”. Choć zespół istnieje i koncertuje na rynku muzyki tanecznej już od 20 lat, w Łomży... wystąpił po raz pierwszy w historii! Kontakt z publicznością był jednak natychmiastowy, a chwytliwe refreny porwały tłum do wspólnego śpiewu.
Na scenie niespodziewanie zaprezentowała się także młoda grupa Pewniaki spod Nowogrodu. Muzycy, którzy swoją popularność zaczęli budować dynamicznie na Instagramie i TikToku , wykonali w Łomży swoją debiutancką piosenkę. Jak sami przyznali, towarzyszyły im ogromne emocje, ale stres minął wraz z pierwszym wyśpiewanym słowem.
Prawdziwą eksplozję entuzjazmu wywołało pojawienie się zespołu Piękni i Młodzi. Muzycy, którzy są silnie związani z Łomżą, podkreślali na każdym kroku dumę ze swoich korzeni. Ppubliczność zgotowała swoim krajanom niesamowite przywitanie. Choć na pół godziny przed koncertem lał deszcz, fani zmobilizowali się, opuścili parasolki i tłumnie ruszyli pod barierki, gdy tylko mocne światła uderzyły w scenę.
- Czekaliśmy na ten koncert. Graliśmy tutaj ostatnio też w takim samym składzie razem z Marcinem Millerem. Pamiętam to doskonale. Więc my kochamy, jak tu wracamy w nasze tereny. Uważam, że za mało tu gramy, bo jak widać, ta publiczność też nas tutaj potrzebuje - zdradziła nam Magdalena Narożna.
Reklama
Mimo początkowego stresu, czy zostaną przyjęci jak „swojacy”, integracja z łomżanami była perfekcyjna, a cały koncert minął piosenkarce tak szybko, jakby był tylko jednym utworem.
Finał sobotniej nocy należał do absolutnej instytucji polskiej muzyki rozrywkowej – zespołu Boys. Muzycy przyjechali do Łomży już o godzinie 16:00, z niepokojem obserwując deszczowe chmury, jednak pogoda idealnie dopasowała się do nastroju imprezy.
Ponadczasowe szlagiery grupy porwały do tańca absolutnie wszystkich, łącząc starszych i młodszych fanów. Lider zespołu nie szczędził pochwał dla łomżyńskiej publiczności, podkreślając fantastyczną, pełną energii obecność młodego pokolenia.
Najwierniejsi fani formacji natychmiast dostrzegli wyjątkowe akcenty personalne na scenie. Oprócz Rafa Shafranka (Rafała Kamińskiego), na co dzień tańczącego w zespole, przed łomżyńską publicznością wystąpił łomżyński tancerz Jeremiasz Cieniewicz. Na scenie doszło do pięknego, międzypokoleniowego momentu – tata Jeremiasza, Janek Cieniewicz, występuje jako tancerz w zespole Boys od poczatku. Łomżanie mieli więc okazję podziwiać dwa pokolenia artystów z jednej rodziny w tym samym zespole.