Wczoraj spotkałam kolegę, który od lat mieszka i pracuje za granicą. Zwiedził z pół świata- w poszukiwaniu pracy. Mieszkał w kilku krajach i z mocą powtarzał, że niestety wszędzie podobało mu się bardziej, niż w ojczyźnie. Spokojniejsi ludzie, praca lżejsza, a jeśli akurat ciężka- to za konkretne pieniądze. Nie boli cię głowa na myśl o utrzymaniu żony czy dziecka...W końcu powiedział jednak, że... Polacy i tak narzekają. "Nam zawsze za mało, za ciężko, źle...".
Prawie każdy łomżyniak narzeka na miejsce, w którym żyje. Padają sztandarowe argumenty: mało imprez, nic dla młodych ludzi, zero rozrywki.
Na tegorocznej "Walizce" pojawiali się jednak głównie koneserzy (pomijając wieczorne, darmowe spektakle na Starym Rynku). Nie tak dawno, w maju, zawody Strongmenów na muszli koncertowej przyciągnęły zaledwie garstkę publiczności, która zresztą szybko topniała.
Każdy wernisaż, czy to w Galerii pod Arkadami, czy w Galerii Sztuki Współczesnej, ma stałą "obstawę"- dziennikarzy zajmujących się kulturą i samego autora prac, z rodziną i przyjaciółmi. W jedynym, działającym w Łomży kinie filmy czasem nie są pokazywane, bo nie zebrała się grupa trzech osób, dla których opłaca się otworzyć kino.
Nie bez znaczenia są też informacje o tym, że miasto do utrzymania nowego basenu przy PG nr 1, będzie musiało dopłacać rocznie 1,5 mln zł, bo wpływy z biletów to niespełna połowa pieniędzy potrzebnych na utrzymanie pływalni.
Nie jestem pewna, czy nasz marazm i stagnacja, w którą popadliśmy, wynika tylko z takiego powodu, że w większych miastach widzieliśmy więcej, lepsze, nowocześniejsze- więc łomżyńskie atrakcje wcale nie są dla nas atrakcyjne. Że niby jak na szpilkach czekamy na nowe centrum kultury, kino i część rozrywkową, które znajdą się w galeriach handlowych... i jak już doczekamy, to dopiero zaczniemy prowadzić życie kulturalno- rozrywkowe! Może nam, jak ujął to wspomniany już kolega, "zawsze za mało, za ciężko i źle"? Oby nie!