Reklama

Pierwsze zwycięstwo ŁKS-u na własnym stadionie [FOTO]

05/10/2013 16:56

Prawie dwa miesiące czekali sympatycy Łomżyńskiego Klubu Sportowego 1926 Łomża na pierwsze zwycięstwo swoich ulubieńców na własnym terenie. Doczekało ledwie około 100 najwierniejszych kibiców, którzy zjawili się w sobotę w pogodne, jesienne popołudnie na stadionie przy ulicy Zjazd 18. W 11. kolejce III ligi ŁKS pokonał beniaminka tych rozgrywek Znicz Biała Piska 2:1.

W bieżącym sezonie młody zespół prowadzony przez trenera Krzysztofa Przytułę od początku imponował ładną dla oka grą. Niestety, w ślad za grą nie szły wyniki. Zaledwie jedna wygrana, trzy remisy i aż sześć porażek spowodowały, że po 10. kolejce biało-czerwoni z sześcioma puktami na koncie zajmowali przedostatnią, 17. pozycję w tabeli III ligi. Zarówno trener jak i działacze przekonywali, że młodej drużynie potrzeba czasu, by dobra gra zaczęła procentować punktami. Najczęściej bowiem bywało tak, że ŁKS otwierał wynik, a nawet prowadził 2:0, by w końcówce przez indywidualne błędy w defensywie tracić głupie gole i w efekcie przegrywać bądź remisować. W sobotnim meczu wyglądało na to, że i tym razem może się tak skończyć. Na szczęście tym razem rywal okazał się zbyt słaby, by odrobić dwubramkowe straty i to ŁKS dopisał sobie trzy punkty.

Przez pierwsze pół godziny gra biało-czerwonych wyglądał tak, jak w wielu wcześniejszych meczach. Łomżyńska drużyna grała dużo piłką, wymieniała wiele podań, prowadziła grę i była stroną przeważającą. Wszystko to, choć ładne dla oka, to jednak nie było wiele warte, ponieważ każda akcja kończyła się przed polem karnym gości. Dopiero w 30 minucie na strał z 20 metrów zdecydował się Daniel Lemański, który raz już pokazał, że z takiej odległości potrafi pokonać bramkarza. Tym razem jednak uderzenie młodego napastnika w niewielkiej odległości minęło słupek bramki dobrze znanego w Łomży Przemysława Masłowskiego.

Reklama

Ledwie minutę później z znakomitej sytuacji znalazł się w polu karnym przyjezdnych Rafał Maćkowski, ale jego strzał trafił wprost w Masłowskiego. Za to w 41 minucie powinno być 1:0 dla gospodarzy. W idealne sytuacji znalazł się Lemański, który miał przed sobą jedynie golkipera gości. Łomżyński zawodnik próbował uderzyć technicznie po długim rogu, strzał jednak nie wyszedł tak, jak chciał napastnik i piłka nie wpadła do siatki.

W pierwszych minutach po przerwie sytuacja na boisku nie uległa zmianie. W dalszym ciągu atakował ŁKS, a goście liczyli na kontry, które jednak nie do końca umieli przeprowadzić. Sygnał do bardziej zdecydowanych ataków dał w 50 minucie Maćkowski, który z 25 metrów uderzył co prawda celnie, ale wprost w bramkarza.

Reklama

W 56 minucie nastąpiła sytuacja, po której ŁKS otworzył wynik sobotniego spotkania. Silnym strzałem z linii pola karnego popisał się bardzo aktywny i wyróżniający się na boisku Marcin Kraska. Obrońcy Znicza zablokowali co prawda ten strzał, ale jeden z nich uderzył piłkę ręką i sędzia bez zastanowienia wskazał na punkt oddalony o 11 metrów od bramki. Minutę później do rzutu karnego podszedł Robert Speichler i bardzo pewnie, lekką, techniczną podcinką, pokonał Masłowskiego.

Ledwie minęły trzy minuty a już było 2:0. Rzut wolny wykonywał Speichler, a w polu karnym najwyżej wyskoczył Robert Cychol, który uderzając głową umieścił piłkę w siatce. Choć ŁKS prowadził dwoma golami, to jednak nauczeni doświadczeniem kibice nie fetowali jeszcze zwycięstwa. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że pół godziny to jeszcze bardzo dużo czasu, a łomżyńska obrona potrafi popełniać głupie błędy. Zdawali sobie chyba z tego sprawę też i piłkarze, którzy nie cofnęli się by bronić wyniku lecz dążyli do strzelenia trzeciej bramki.

Reklama

Znicz jednak w tym momencie zaczął grać nieco agresywniej i spychać biało-czerwonych do defensywy. W 77 minucie w polu karnym gospodarzy powstało duże zamieszanie, w którym jednego z zawodników Znicza sfaulował Maciej Malinowski. Zawodnik został za to ukarany żółtą kartką, a cały zespół rzutem karnym. Krzysztof Myśliński, który przez cały mecz dobrze spisywał się w bramce ŁKS-u tym razem nie miał żadnych szans. Kompletnie zmylony rzucił się w przeciwny róg niż ten, w który piłkę posłał Paweł Adamiec i w 78. minucie zespół z Białej Piskiej zdobył kontaktową bramkę.

W przyjezdnych jakby wstąpiły od tego momentu nowe siły. Poczuli, że są w stanie wywieźć z Łomży choćby punkt i ruszyli do kolejnych ataków. Łomżyńskadefensywa z coraz większą trudnością powstrzymywała rywali. Momentami była to obrona wręcz rozpaczliwa, momentami szczęśliwa. Ważne jednak, że skuteczna i ostatecznie biało-czerwoni zdołali dowieźć korzystny wynik do końcowego gwizdka arbitra.

Reklama

- W końcu przełamaliśmy złą passę, ale to dalej mało. Musimy pójść dalej za ciosem. Na pewno jednak po tym zwycięstwie poprawi się morale zespołu. Wiadomo, że zwycięstwa budują drużynę dlatego miejmy nadzieję, że chłopcy nabiorą więcej pewności i do tej w większości dobrej gry w tej rundzie dojdą jeszcze korzystne wyniki - podsumował spotkanie trener ŁKS-u Marcin Mroczkowski.

ŁKS 1926 Łomża - Znicz Biała Piska 2:1 (0:0)

Bramki: 57" Speichler (k), 60" Cychol - 78" Adamiec (k)

ŁKS: Myśliński - Konopka, Malinowski, Cychol, Bajor - Kraska M., Speichler, Gałązka (86" Tercjak), Maćkowski - Kraska D. (66" Laskowski), Lemański (66" Olesiński)

Reklama

Znicz: Masłowski - Janik, Kierznowski, Zaczkowski, Wyszyński, Kosakowski, Adamiec, Butkiewicz, Melka, Gutowski, Radzikowski

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości