Na razie nie wiadomo ile czasu spędzi jeszcze w szpitalu bramkarz ŁKS-u Piotr Lipka. Jego kolega z formacji obrony Bartłomiej Makowski wrócił już natomiast do domu. Wczoraj został wypisany ze szpitala, a nam udało się z nim chwilę porozmawiać.
- Jeszcze trochę boli mnie ręka, ale ogólnie jest w porządku. Najbardziej cieszę się, że już nie muszę tam leżeć (w szpitalu - red.) - mówi piłkarz, z którym rozmawialiśmy krótko po opuszczeniu przez niego łomżyńskiego szpitala.
Zapytany o sytuację, w której razem z Piotrem Lipką znaleźli się w łomżyńskim lokalu stwierdził, że sam zadaje sobie pytanie, jak to się stało, że zostali zaatakowani. Jak twierdzi ze swojej strony nie dali napastnikowi żadnego pretekstu do takiego zachowania.
- Nie mam pojęcia, dlaczego to akurat my zostaliśmy zaatakowani. Nie mamy pojęcia o co w ogóle poszło. Nie zrobiliśmy nic takiego, o co można byłoby się do nas przyczepić. Nie wiem, co temu człowiekowi strzeliło do głowy. Szkoda tylko, że tak naprawdę, to on chciał nas tam pozabijać. Swoimi ciosami celował w serce, pomylił się raptem o kilka centymetrów - opowiada Makowski.
Jak twierdzi Bartek, jego kolegę uratował strażak, który przebywał w tym czasie również w lokalu. Mężczyzna natychmiast rzucił się z pomocą, uciskał ranę aż do przybycia pogotowia. Nie wiadomo, co mogłoby się stać, gdyby nie jego pomoc. Prawdopodobnie strażak uratował Piotrkowi życie!
Makowskiego czeka teraz długotrwała rehabilitacja, ponieważ oprócz rany kłutej tułowia i poprzecinanych ścięgien dłoni miał także uszkodzony nerw.
- Do poniedziałku nie miałem pewności, czy będę mógł ruszać palcami tej dłoni. Co prawda do gry w piłkę ręka nie jest bardzo potrzebna, ale wolałbym ją jednak mieć sprawną - podkreśla.
Piłkarz będzie leczył obrażenia i rehabilitował się u lekarza zajmującego się na co dzień sportowcami i ma nadzieję, że będzie to wszystko trwało krócej, niż w przypadku zwykłego leczenia u "cywilnego" lekarza. Jak mówi, sportowcy mają dodatkową motywację, by pracować podczas rehabilitacji, bo chcą kontynuować karierę. W jego głosie wyraźnie przebijał determinacja i pewność tego, co zamierza w najbliższym czasie robić. Mamy nadzieję, że Bartka, który tak naprawdę nie zdążył nawet pokazać się łomżyńskim kibicom na boisku, zobaczymy jeszcze w Łomży, w biało-czerwonych barwach. Zawodnik podkreśla bardzo duże zaangażowanie i wsparcie, jakie odczuł ze strony klubu.
- Na tę chwilę mamy bardzo mocne wsparcie ze strony klubu. Prezes przyjeżdżał do nas praktycznie każdego dnia, rozmawiał z nami. Przyszli do nas też kibice, przynieśli czekoladę, banany. Czujemy naprawdę duże wsparcie od wszystkich dookoła związanych z Łomżą. Nawet od zupełnie obcych ludzi z Łomży, nie związanych z klubem - mówi Bartek Makowski.
Jak nam powiedział, zamierzał oglądać wczorajszy mecz ŁKS-u w transmisji prowadzonej przez nasz portal. Zapewne więc widział wspaniałego ducha walki swoich nowych kolegów z drużyny, którzy grali wczoraj dla niego i dla Piotra. Widział też jednak, że jego osoby brakuje w drużynie. Dlatego życzymy Bartkowi szybkiego powrotu do zdrowia i powrotu do Łomży tak, żeby mógł się przekonać, że to, co go w naszym mieście spotkało nie jest tu żadną normą, a tragicznym wyjątkiem.
Jeśli chodzi natomiast o Piotra Lipkę, to wiemy, że jest on jeszcze w ciężkim stanie. Dlatego nawet nie próbowaliśmy na razie z nim nawiązywać kontaktu i namawiać do rozmowy. Poprosimy go jednak o to, jak już będzie to możliwe, oczywiście jeśli tylko wyrazi taką chęć. Piotrek będzie musiał dłużej "odpocząć" od boiska, ale liczymy na to, że jego również zobaczymy jeszcze między słupkami bramki ŁKS-u. Czekamy i życzymy szybkiego powrotu do zdrowia!