Reklama

Podział punktów na Zjeździe [FOTO]

13/09/2014 22:09

Drużyna ŁKS-u 1926 Łomża 2:2 zremisowała na własnym boisku sobotnie spotkanie z Huraganem Morąg. Po dwóch porażkach, w tym wyjątkowo dotkliwej w Korszach (7:0), biało-czerwoni chociaż częściowo zdołali się zrehabilitować. Obydwa gole dla łomżyńskiej jedenastki zdobył Alexander Rodier. Niestety, obraz całości, na którą składała się dobra gra ŁKS-u, popsuły dwa błędy w obronie, które wykorzystali przyjezdni.

ŁKS był w tym meczu drużyną zdecydowanie lepszą od Huraganu. Może poza kilkoma pierwszymi minutami, nie można mieć co do tego wątpliwości. Niestety wynik, jaki wyświetlała tablica po ostatnim gwizdku sędziego, zupełnie nie odzwierciedlał tego, co przez 90 minut działo się na boisku. Być może wynik mógł być lepszy, gyby nie pechowa kontuzja pierwszego bramkarza biało-czerwonych. Adrian Jędraszczak, podczas przedmeczowej rozgrzewki bardzo mocno zbił sobie bok i w bramce od pierwszej minuty musiał zastąpić go debiutujący w ligowym meczu w barwach ŁKS-u Maciej Kowalski. Mamy tu na myśli pierwszego straconego gola, przy którym piłka byłaby zapewne w zasięgu wyższego Jędraszczaka.

Od początku meczu zespół z Morąga rzucił się do ataku, co nieco chyba zaskoczyło łomżyńskich piłkarzy. Efektem był szybko, bo już w 5. minucie, stracony gol. Po wznowieniu gry ze środka, niemal natychmiast zmieniła ona oblicze. Tym razem to biało-czerwoni ruszyli do ataku, spychając do głębokiej momentami defensywy morążan. Apogeum tego okresu przewagi przypadło na minuty od 30. do 35. Wówczas to ŁKS niemal nie wychodził z pola karnego gości i jego okolic, raz za razem stwarzając sobie dogodne do zdobycia gola sytuacje.

Reklama

W 31. minucie strzałem głową próbował zaskoczyć golkipera gości Rodier, ale ten bez problemu złapał piłkę. Jednak kilkanaście sekund później bramkarz przyjezdnych popełnił koszmarny błąd, który zapewne jeszcze długo będzie mu się śnił po nocach. Wypuścił on niechcący piłkę z rąk, a czyhający w pobliżu Amerykanin błyskawicznie do niej dopadł i umieścił pomiędzy słupkami, dając tym samym swojej drużynie wyrównanie.

Wydawało się, że bramkarz Huraganu załamie się i zacznie popełniać błędy, jednak nic bardziej mylnego. Już w kolejnych minutach miał on kilka okazji, by zrehabilitować się za wpadkę z 32. minuty. Najpierw obronił mocny strzał Rodiera z 10. metra, po chwili uderzenie Brzozowskiego niemal w okienko, a jeszcze minutę później uderzenie Baranowskiego z kilkunastu metrów.

Reklama

ŁKS wciąż naciskał, a goście z rzadka wyprowadzali niezbyt groźne kontry. Nie przyniosło to jednak do przerwy żadnej zmiany w wyniku.

W drugiej połowie utrzymywał się obraz gry z większości pierwszej. ŁKS wciąż atakował, chcąc objąć prowadzenie, a Huragan bronił jak mógł dostępu do swojej bramki i strał się grać z kontry. Niestety, w 73. minucie jeden z takich kontrataków przyniósł im powodzenie i przyjezdni ponownie objęli prowadzenie w tym meczu.

Im bliżej było do końca, tym bardzie rozsła nadzieja morążan na to, że po raz pierwszy zdołają wywieźć z Łomży komplet punktów. Tę nadzieję rozwiał jednak Rodier, który w 83 minucie strzałem głową ustalił wynik meczu na 2:2.

Reklama

- Nie ulega wątpliwości kto był dzisiaj lepszym zespołem. Niestety wynik zupełnie tego nie odzwierciedla. Ale cóż, jak się popełnia takie dwa błędy w obronie i nie wykorzystuje stwarzanych sytuacji, to takie są efekty. Dzisiaj chłopcy mieli okazję, by zrehabilitować się za ten wynik z Korszami. Częściowo im się to udało. Była walka, zaangażowanie, zabrakło tylko zwycięstwa - skomentował spotkanie trener Robert Speichler.

ŁKS 1926 Łomża - Huragan Morąg 2:2 (1:1)

Bramki: Alex Rodier (32. i 83.) - Tomasz Śnieżawski (5.), Mateusz Czorniej (73.)

Reklama

ŁKS 1926: Kowalski - Staniórski, Stankiewicz, Sanni, Bajor - Brzozowski (65. Kraska), Maćkowski, Baranowski, Rodier - Marcin Malinowski (46. Vilagomez), Lemński (80. Evans)

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości