Remisem zakończyło się spotkanie dwóch najlepszych ekip tej wiosny w trzeciej lidze, rozegrane w słoneczne, sobotnie popołudnie na łomżyńskim Stadionie Miejskim. Pierwsza połowa należała do gości, którzy otworzyli wynik rywalizacji i mieli kilka dobrych lecz niewykorzystanych sytuacji do jego podwyższenia. W drugiej połowie lepszym zespołem byli gospodarze i mecz zakończył się sprawiedliwym remisem.
Pierwszy kwadrans meczu należał zdecydowanie do drużyny MKS-u Korsze, którzy zdominowali ełkaesiaków przewyższając ich praktycznie w każdym elemencie gry. Przewagę tę udokumentował w 15 minucie Piotr Trafarski, który płaskim strzałem pokonał Łukasza Trochima. Cztery minuty później wydawało się, że będzie 2:0, kiedy po faulu Tomasza Staniórskiego w polu karnym sędzia podyktował rzut karny i ukarał łomżyńskiego obrońcę żółtym kartonikiem. Damian Roksela, który ustawił sobie piłkę na 11 metrze strzelił jednak najgorzej jak mógł - lekko, blisko śrdoka bramki i na najlepszej dla bramkarza wysokości. Dzięki temu Trochim zaliczył udaną obronę karnego i choć po dobitce piłka znalazła się jednak w siatce ŁKS-u, to arbiter nie uznał gola gdyż dopatrzył się przewinienia zawodnika MKS-u.
Po objęciu prowadzenia przyjezdni zaczęli grać spokojniej i nie atakowali już tak dużą liczbą zawodników, licząc bardziej na kontry. Trzeba przyznać, że kilka takich akcji, po stratach w środku pola, mogło przynieść im kolejne gole, jednak albo strzelali niecelnie, albo uderzenia były blokowane, albo wreszcie na posterunku był Łukasz Trochim, który rozgrywał dzisiaj dobre spotkanie.
Za to w 27 minucie przed szansą wyrównania stanął wyraźnie bardziej dzisiaj aktywny w grze ofensywnej Kevin Ipina. Wpadł on z piłką w pole karne ale jego uderzenie zostało zablokowane przez obrońców. W pierwszej części meczu kibice nie zobaczyli już jednak żadnej bramki i pozostało czekać na to, co oba zespoły pokażą po przerwie.
A po przerwie na murawę wyszły jakby dwie zupełnie inne drużyny. Teraz to ŁKS ruszył do zdecydowanych ataków i goście musieli się cofnąć by bronić dostępu do własnej bramki. Zmasowany atak biało-czerwonych przyniósł efekt w 69 minucie. Wtedy to właśnie prawym skrzydłem urwał się Przemysław Olesiński, dośrodkował piłkę w pole karne, gdzie nieczysto trafił w nią jeden z zawodników ŁKS-u. Futbolów nieco szczęśliwie trafiła jednak do Aleksandra Rodiera, który silnym strzałem z pola karnego pokonał Bartosza Milkiewicza.
Do końca spotkania ŁKS rządził i dzielił na całym boisku dążąc do strzelenia zwycięskiej bramki. Ta sztuka podopiecznym Roberta Speichlera jednak się nie udała i ostatecznie mecz zakończyła się sprawiedliwym remisem 1:1.
Biorąc pod uwagę miejsca w tabeli obu drużyn należy chyba uznać wynik tego spotkania za pozytywny. ŁKS raczej zyskał na tym remisie jeden punkt, a nie stracił dwa, bez strat się jednak nie obeszło. Biało-czerwoni prawdopodobnie stracili bowiem na kolejne mecze swojego kapitana Daniela Kacprzyka, który w 51 minucie musiał opuścić boisko z powodu kontuzji, a chwilę po meczu został odwieziony do szpitala na badania z podejrzeniem zerwania mięśnia czterogłowego uda. Róeniż sześć żółtych kartek, jakie obejrzeli ełkaesiacy w tym meczu prędzej czy później będzie miało wpływ na możliwość zestawienia drużyny, a zatem też i uzyskiwane wyniki.
- Spotkały się zespoły, które patrząc na rundę wiosenną były w czołówce i myślę, że to było widać. Staraliśmy się grać w piłkę przede wszystkim i z tego podarowaliśmy przeciwnikom na początku kilka prezentów. Drużyna przeciwna nie stworzyła sobie sama jakichś klarownych sytuacji. To, co mieli, było raczej po naszych błędach. Jeśli chodzi o nas, to nie podłamaliśmy się po stracie gola, pokazaliśmy po raz kolejny charakter grając dalej do przodu i stwarzając sobie kolejne sytuacje. Jeszcze czasami brakuje nam wykończenia akcji, bo sytuacji mieliśmy dziś, szczególnie w drugiej połowie naprawdę dużo. Można powiedzieć, że w drugiej połowie tylko my graliśmy w piłkę, a przeciwnik bronił się. Trzeba szanować ten punkt, bo graliśmy z nie byle jakim przeciwnikiem - podsumował grający trener ŁKS-u Robert Speichler.
- Biorąc pod uwagę naszą dobrą grę i niewykorzystane sytuacje w drugiej połowie i to, że przeciwnik nie strzelił karnego, myślę że ten remis jest sprawiedliwym wynikiem - dodał na koniec.
ŁKS 1926 Łomża - MKS Korsze 1:1 (0:1)
Bramki: Rodier 69" - Trafarski 15"
ŁKS: Trochim - Bajor, Stankiewicz, Staniórski (46 Maćkowski) Ipina - Baranowski, Maciej Malinowski, Kacprzyk (51 Bartliński), Speichler, Olesiński (74 Lemański) - Rodier.
MKS: Milkiewicz - Krajewski, Miłoszewski, Sawicki, Solecki - Miłek (81 Czyrski), Piwiszkis (74 Branicki), Roksela (85 Fedczak), Kozłowski - Trafarski, Miller