Reklama

Prezenty kontra stałe fragmenty [FOTO i VIDEO]

15/03/2014 20:03

Z jednej strony prezenty sprawiane gościom przez piłkarzy ŁKS-u, a z drugiej skutecznie wykonywane fragmenty gry przez łomżyński zespół. Tak można w skrócie opisać sobotni mecz ŁKS-u z Wissą Szczuczyn zakończony remisem i podziałem punktów. Wynik ten jednak nie statysfakcjnuje żadnej z drużyn, gdyż każda potrzebuje punktów jak powietrza.

- Zarówno ŁKS jak i my jedziemy na tym samym wózku, jeśli chodzi o utrzymanie w lidze - stwierdził po spotkaniu trener przyjezdnych Dzidosław Żuberek i miał całkowitą rację, bowiem oba zespoły sąsiadują w tabeli różnicą jednego punktu.

Widoczne to było w ich grze, ponieważ obu drużynom zależało na zdobyciu kompletu punktów w tym meczu. Stąd duże zaangażowanie i walka na boisku z obu stron, co mogło podobać się kibicom. Niestety, jeśli chodzi o poziom sportowy, to tu już do podobania się było dużo mniej. Pod tym względem widoczne było miejsce w ogonie ligowej tabeli obydwu drużyn. Wynik zatem należy uznać za sprawiedliwy, choć jest on "zasługą" głównie biało-czerwonych, którzy najpierw sprawiali gościom prezenty, by później odrabiać straty po stałych fragmentach.

Reklama

- Popełnialiśmy dzisiaj fatalne błędy w obronie i całe szczęście, że Wissa wykorzystała tylko dwa takie prezenty - przyznał po meczu grający trener ŁKS-u Robert Speichler.

Pierwszy z prezentów, z którego skorzystali goście, przytrafił się w 13 minucie, a błąd obrony ŁKS-u na gola zamienił Wojciech Łapiński. Wissa cieszyła się jednak prowadzeniem zaledwie 10 minut. W 23 minucie, po "firmowym" dośrodkowaniu z rzutu wolnego Roberta Speichlera, do siatki gości trafił Daniel Lemański. W dalszej części pierwszej połowy to ŁKS miał nieco więcej z gry, nie przekładało się to jednak na klarowne sytuacje podbramkowe i na przerwę piłkarze zeszli przy stanie 1:1.

Reklama

Po powrocie na boisko gra ŁKS-u wyglądała tak, jakby zawodnicy jeszcze w połowie byli w szatni. Aż 15 minut potrzebowali oni, żeby się przebudzić, przerwać bezładną "kopaninę" w środkowej strefie boiska i wyjść w końcu z akcją ofensywną. Niestety, wtedy prztrafił się kolejny "klops". Na lewej stronie defensywy przedarł się jeden z zawodników Wissy i zdołał dośrodkować piłkę w pole karne. Tam trafiła ona do Kamila Trembeckiego który mocnym strzałem z bliskiej odległości pokonał Łukasza Trochima. Gol dla gości padł na szczęście dość wcześnie i ełkaesiacy mieli jeszcze ponad pół godziny na to, by przynajmniej wyrównać stan meczu. Bardzo blisko tego celu był Jason Villagomez, który po ładnej, kombinacyjnej akcji znalazł się w dogodnej pozycji do strzelenia gola. Piłka przez niego uderzona trafiła jednak tylko w słupek. Co niepowiodło się w tej akcji, udało się w 82 minucie po niemal bliźniaczym zagraniu Speichlera do tego, po którym w pierwszej połowie padł gol dla gospodarzy. Tym razem jednak piłka dośrodkowana przez grającego trenera ŁKS-u skierowana została w światło bramki i zapewne Pavel Rudneu zdołałby obronić to uderzenie, gdyby było ono bezpośrednim strzałem na bramkę. Było to jednak dość mylące dośrodkowanie, a bramkarzowi Wissy przeszkodził dodatkowo Villagomez, który przebiegł w poprzek pola karnego przeskakując nad zmierzającą do bramki piłką dzięki czemu, nie dotykając futbolówki, miał swój bardzo duży udział przy tym golu.

Końcówka spotkania to dążenie ŁKS-u za wszelką ceną do strzelenia zwycięskiego gola. Ta sztuka podopiecznym Speichlera jednak się nie udała i spotkanie zakończyło się wynikiem 2:2 i podziałem punktów.

Reklama

ŁKS 1926 Łomża - Wissa Szczuczyn 2:2 (1:1)

Bramki: Lemański 24", Speichler 82" - Łapiński 12", Trembecki 60"

ŁKS: Trochim - Kacprzyk, Stankiewicz, Brzozowski, Bajor, Baranowski, Ipina, Villagomez, Speichler, Kraska, Lemański (Malinowski, Olesiński, Rodier)

Wissa: Rudneu - Guzowski, Koźlik, Marcinkiewicz, Kiljańczyk, Dzienis, Kurcewicz, Rydzewski, Zalewski, Zambrowski, Łapiński

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości