Los Łomżyńskiej Fabryki Mebli ciągle stoi pod znakiem zapytania. Jej prezes, Witold Orcholski zapewniał, że upadłość likwidacyjna jest w tej chwili jedynym wyjściem dla Fabryki. Nadzorca sądowy mec. Waldemar Piceluk udowadniał zaś, że spółki nie stać na ogłoszenie upadłości. Dziś na posiedzeniu sądu sędzia Ewa Kłapeć- Kalinowska, przewodnicząca V Wydziału Gospodarczego zadecydowała więc, że los spółki rozstrzygnie się podczas kolejnej rozprawy- tym razem niejawnej.
- Łomżyńska Fabryka Mebli nie ma żadnych możliwości finansowych przeprowadzenia postępowania upadłościowego. Ten koszt wg moich oszacowań wyniesie ok. 1mln 300 tys. złotych, a majątek spółki to głównie maszyny stare, trwale związane z gruntem, który nie należy do spółki. Wartość majątku, który można sprzedać, oszacowałem na ok. 450-500 tys. złotych- udowadniał mec. Waldemar Piceluk, nadzorca sądowy ŁFM. - Ja sam jestem jednocześnie wierzycielem ŁFM i nie liczę na to, że uzyskam wynagrodzenie, podobnie jak inni wierzyciele.
Mecenas wyliczył też koszty wynajmu powierzchni, na której stoi fabryka- to ok. 37 tys. złotych miesięcznie- i koszty wynagrodzenia zatrudnionych tam 77 osób- to ok. 216 tys. zł miesięcznie.
- Postępowanie upadłościowe nie ma na celu przecież tylko uzyskania świadczeń z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, a wygląda na to, że tylko do tego się tu sprowadzało. Pierwszy raz spotkałem się z tym, by tak skrzywdzić pracowników- nie krył mec. Piceluk.
Prezes Witold Orcholski i występujący w imieniu pełnomocnika ŁFM mec. Sebastian Bogusz odpierali zarzuty nadzorcy. Wyjaśniali, że maszyny warte są dużo więcej (właśnie ok. 1,2- 1,3 mln zł- na taką kwotę zostały oszacowane przez Naczelną Organizację Techniczną). Twierdzili też, że do firmy spłynęły oferty zakupu maszyn. Dodatkowo, czynsz za wynajem powierzchni, na której do chwili sprzedania stałby cały majątek firmy, można "zamienić" na 10 proc. udziałów w firmie Home Pine- właściciel gruntu wyraża zgodę na taką zamianę.
Do wniosku o zmianę postępowania z upadłościowego z opcją naprawczą na likwidacyjne, przyczynił się zaś... zwykły pech?
- Kilka dni po ogłoszeniu przez sąd upadłości ŁFM okazało się, że jeden z naszych potencjalnych kontrahentów ogłosił upadłość. (...) Wrocławski kontrahent, z którym mieliśmy zaprezentować się na targach designerskich, zrezygnował z wystawiania się. Oba skrzydła, na których miała podnieść się spółka, zawiodły. Długi fabryki rosną zaś z godziny na godzinę- uzasadniał złożenie wniosku o likwidację prezes ŁFM Witold Orcholski.
Prezes tłumaczył też, że opcję likwidacji działalności rozważali w rozmowach z nim także pracownicy fabryki. Podkreślał, że załoga godzi się na takie rozwiązanie.
Ostatnie słowo w sprawie losu Łomżyńskiej Fabryki Mebli jednak nie zapadło.
Sędzia Ewa Kłapeć- Kalinowska zadecydowała o ponownym posiedzeniu, tym razem jednak niejawnym. To na nim ostatecznie okaże się, czy spółka z 40-letnią tradycją upadła na dobre, a 77 osób musi szukać nowej pracy, czy może istnieją jeszcze jakiekolwiek szanse przełamania wieloletniego impasu firmy. Na to jednak nie ma nadziei ani jej prezes, ani nadzorca.