Reklama

Remis ŁKS-u z wiceliderem [FOTO]

03/11/2013 17:59

Remisem 2:2 zakończyło się dzisiejsze spotkanie ŁKS-u 1926 Łomża z zajmującym drugie miejsce w tabeli III ligi Startem Działdowo. Emocjonujący, ciekawy i pełen niespodziewanych zwrotów sytuacji mecz mógł się podobać kibicom i choć obie drużyny czuły niedosyt z powodu takiego wyniku, to trzeba przyznać, że tylko ŁKS, który przez większość czasu był drużyną wyraźnie lepszą, może mówić o straconych dwóch punktach.

Pierwsze pięć minut spotkania to wzajemne badanie się zespołów i gra głównie w środkowej strefie boiska. Obie drużyny próbowały narzucić swój styl gry i trzeba to jasno powiedzieć, że w tej rywalizacji lepszy był ŁKS, który dość szybko opanował sytację na murawie i to on dyktował warunki w spotkaniu. Jako pierwszy sygnał do bardziej zdecydowanych ataków na bramkę Startu dał Robert Speichler, którego uderzenie z 25 metrów było jednak zbyt łatwe dla strzegącego bramki gości Mateusza Leśniewskiego.

Trzy minuty później natomiast bliski pokonania bramkarza Startu był Daniel Lemański, który popisał się ładnym uderzeniem z linii pola karnego tuż przy słupku. I tym razem jednak górą okazał się Leśniewski, choć kosztowało go to dużo więcej wysiłku. Zdołał on jednak odbić piłkę na rzut rożny. Po jego wykonaniu futbolówka trafiła pod nogi stojącego na 18 metrze Speichlera, który kolejny raz spróbował zaskoczyć golkipera przyjezdnych. Tym razem jednak, choć strzelił mocniej, to piłka poszybowała ponad bramką Działdowa.

Reklama

Z przebiegu spotkania w pierwszej połowie ktoś, nie znający miejsc, jakie obie drużyny zajmują w tabeli, bez zastanowienia wskazałby ŁKS jako zespół z czołówki, a Start, który tylko się bronił głównie wybijając piłkę, z pewnością nie wyglądał jak wicelider. Działdowianie zresztą dopiero w 24 minucie oddali pierwszy strzał na bramkę Adriana Jędraszczaka. Był to za to strzał celny, który zmusił łomżyńskiego bramkarza do dość dużego wysiłku.

W 41 minucie zadrżały serca łomżyńskich kibiców zgromadzonych na stadionie, po kiksie jednego z naszych obrońców we własnym polu karnym. Jak wiadomo, po takich lub podobnych błędach ŁKS traci w tym sezonie najwięcej goli. Tym razem jednak z pomocą przyszli koledzy i skończyło się tylko na strachu. Za to cztery minuty później trybuny wybuchły radością. Po ładnej akcji w polu karnym gości ładnym, technicznym uderzeniem z trudnej pozycji popisał się Rafał Maćkowski i piłka znalazła się w siatce bramki przyjezdnych, a ŁKS, na chwilę przed przerwą objął prowadzenie 1:0.

Reklama

Pierwsze minuty po wznowieniu gry wyglądały podobnie jak pierwsza część meczu. ŁKS przeważał, strzelać próbowali Łukasz Tercjak i Maćkowski. Trwało to jednak tylko jakieś 6-7 minut i gra biało-czerwonych zaczęła się psuć. Coraz mniej ruchu było w drugiej linii, coraz mociej zaczęli naciskać rywale i obrońcy ŁKS-u, nauczeni wyprowadzania akcji z własnej połowy podaniami, a nie długą, graną "na aferę" piłką, mieli coraz większe trudności z inicjowaniem akcji.

Nie mając do kogo podać w linii pomocy zaczęli oni wymieniać podania między sobą, wykorzystując również chwilami w tej grze bramkarza. Stwarzało to możliwość założenia większego pressingu przez działdowian. Po jednym z takich podań Roberta Cychola do swojego bramkarza, Jędraszczak, który nie miał blisko wolnego kolegi, zbyt długo zwlekał z wybiciem piłki. W końcu zaatakowany wślizgiem przez Marcina Ogrodowczyka chciał wykopać futbolówkę choćby i na oślep. Ta jednak trafiła w nogi napastnika Startu i odbiła się od nich tak niefortunnie, że odbijając się jeszcze od słupka, wpadła do bramki. Była 55 minuta meczu.

Reklama

Po takim prezencie przyjezdni złapali wiatr w żagle i ruszyli do ataków. Nie trzeba było długo czekać na efekt. Po trzech minutach, jeszcze mający w głowach straconego gola i przyciśnięci przez przeciwników ełkaesiacy zupełnie stracili głowę i za chwilę było już 2:1 dla przyjezdnych. Przez kolejny kwadrans trudno było poznać naszych piłkarzy na boisku. Straciwszy dwa gole oddali również inicjatywę, a ataki Startu stawały się coraz groźniejsze.

Jako pierwszy opanował się młody bramkarz ŁKS-u, który zwycięską ręką wyszedł z pjedynku sam na sam i gra ŁKS-u ponownie zaczęła nabierać płynności. Zespół zdołał się podnieść i pokazał charakter i wolę walki. Pomogła w tym również podwójna zmiana, na jaką zdecydował się trener Krzysztof Przytuła, wprowadzając w miejsce Tercjaka i Artura Bajora, Przemysława Olesińskiego i Mateusza Laskowskiego. Zdejmując z murawy obrońcę i wprowadzając zawodnika ofensywnego dał tym samym sygnał, że nawet ryzykując wyższą porażkę, chce by jego drużyna walczyła przynajmniej o remis.

Reklama

Sygnał przekazany przez szkoleniowca został prawidłowo odebrany przez zespół, który ponownie przejął kontrolę nad meczem i dążył do wyrównania. Najbliżej osiągnięcia tego celu był w 82 minucie Laskowski. Po świetnym podaniu Lamańskiego do wychodzącego na prawym skrzydle Olesińskiego, ten drugi popisał się znakomitym dośrodkowaniem wzdluż linii końcowej. Na pierwszy słupek wbiegał właśnie Laskowski i wystarczyłoby tylko trącić piłkę, by znalazła się ona w siatce. Niestety, napastnikowi biało-czerwonych zabrakło kilkunastu centymerów i piłka w odległości jednego metra od linii przeleciała wzdłu ż całej bramki gości.

W 87 minucie Przytuła pokazał jednak, że ma trenerskiego nosa. W miejsce zdobywcy pierwszej bramki meczu wprowadził on na boisko Daniela Kraskę i to właśnie starszy z braci Kraska, już w doliczonym czasie gry, okazał się tym, który uratował Łomży punkt strzelając wyrównującą bramkę w samej końcówce meczu.

Reklama

ŁKS w dzisiejszym spotkaniu mógł naprawdę cieszyć oko swoją grą, opanowaniem, charakterem o walką do ostatniej minuty. Choć wynik może nie jest zadowalający, sądząc z przebiegu spotkania, to trzeba sobie powiedzieć, że przed meczem każdy z kibiców, biorąc pod uwagę, że do Łomży przyjechał wicelider, wziąłby go "w ciemno". Dziś ełkaesiacy po raz kolejny pokazali, że mają ogromny potencjał i jeśli cierpliwą i ciężką pracą zdołają wyeliminować głupie błędy, po których tracą gole, to III liga może okazać się w przyszłości tylko przystankiem w drodze do awansu. Na ten moment jednak nie może być jeszcze o tym mowy, a czy będzie w przyszłości, zależy od tego jak będzie wyglądał ogólna sytuacja klubu w Łomży. Więcej o swoim spojrzeniu na te sprawy powiedział już po konferencji pomeczowej trener Krzysztof Przytuła. Materiał video z tą wypowiedzią wkrótce będzie dostępny na naszym portalu.

Po spotkaniu obaj szkoleniowcy mieli nieco różnili się w swoich opiniach na temat jego przebiegu.

Reklama

- Krótko mówiąc, trzy punkty nam się wymknęły. Na początku podeszliśmy do meczu trochę bojaźliwie, ale w drugiej połowie zaatakowaliśmy, strzeliliśmy bramkę wyrównującą, bramkę na 2:1 i dalszą konsekwencją naszej gry była sytuacja sam na sam, gdzie myślę, że było to kluczowy moment na 3:1. Tego nie wykorzystaliśmy i w dalszej części meczu gdzieś to się zemściło - przedstawił swój punkt widzenia trener Startu Waldemar Pyracki.

- Zespół (w drugiej połowie - przyp. red.) przestał realizować to, co sobie mówiliśmy. Nikogo z was nie było w szatni, gdzie moje słowa dokładnie brzmiały tak, że teraz wyjdzie charakter, jeżeli chodzi o grę w piłkę. Mam bardzo duże pretensje do drugiej linii. Sposób rozgrywania piłki od tyłu bardzo słaby, bardzo słabe podania, które leciały sześć godzin i drużyna przeciwna mogła się do tego tak ustawić, że padł kuriozalny pierwszy gol, drugi gol również, sami sobie strzeliliśmy praktycznie dzisiaj cztery gole. Każdy oczywiście ma swoją ocenę. Ja też mam swoją i ją wygłoszę. Wydaje mi się, że przez 75 minut to my byliśmy drużyną, która dominowała zdecydowanie w polu, która się utrzymywała przy piłce, która grała w piłkę. Zadecydowało 15 minut w których straciliśmy dwa gole i gdzie była jeszcze oczywiście "setka". Natomiast ja nie mam wątpliwości, kto tutaj był drużyną lepszą jeżeli chodzi o styl gry, o grę w piłkę. Można się kłócić, można się nie kłócić, ale młodzi chłopcy muszą się uczyć grać w piłkę na takim poziomie. Wymieniania piłek, wymienności funkcji na boisku, podań/ Ja chcę w tym kierunku iść, czy to się komuś podoba, czy nie - mówił trener Krzysztof Przytuła.

Reklama

ŁKS 1926 Łomża - Start Działdowo 2:2 (1:0)

Bramki: Rafał Maćkowski 45", Daniel Kraska 90" - Marcin Ogrodowczyk 55", 58"

ŁKS: Jędraszczak - Malinowski Maciej (90+1" Malinowski Marcin), Gałązka, Cychol, Bajor (74" Olesiński) - Kraska Marcin, Rydzewski, Speichler, Maćkowski (87" Kraska Daniel) - Lemański, Tercjak (74" Laskowski)

Start: Leśniewski - Ogrodowczyk, Osika, Łukaszewski, Chrzanowski, Dąbkowski, Rogoziński, Chądzyński, Szymański, Szypulski, Oleszko

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości