Oddaliło się nieco od ŁKS-u 1926 Łomża bezpieczne, 10. miejsce w tabeli, jakie zespołowi, który je zajmie na koniec sezonu da pewne utrzymanie w III lidze. Sobotnie spotkanie, które mogło dać nieco oddechu piłkarzom łomżyńskiej drużyny, nie potoczyło się po ich myśli i teraz to zespół LZS Narewka może powiedzieć, że jest bardzo bliski utrzymania.
ŁKS jako pierwszy objął w tym meczu prowadzenie po strzale głową w 22. minucie Alexa Rodiera, który wykorzystał dokładne dośrodkowanie z rzutu rożnego Roberta Speichlera. Do tego momentu jednak na boisku nie działo się zbyt wiele, jeśli nie liczyć dwóch czerwonych kartek, które już w 13. minucie spotkania obejrzeli dwaj zawodnicy, po jednym w każdej z drużyn.
Po objęciu prowadzenia ŁKS, który wyglądał dość ospale, nieco się ożywił i trochę mocnie zaatakował przyjezdnych. Kilka minut po strzeleniu gola przed kolejną szansą stanął grający trener ełkaesiaków. Speichler, który wykonywał rzut wolny z około 25 metrów, bardzo sprytnie uderzył obok muru, chcąc zmieścić piłkę przy bliższym słupku bramki gości. Pech chciał, że piłka trafił dokładnie w ten właśnie słupek i nie udało się podwyższyć prowadzenia. Na boisku nic specjalnego się nie działo i można nawet powiedzieć, że wiało nudą. Dlatego wymienimy jeszcze celne uderzenie Brzozowskiego obronione przez bramkarza Narewki, o którym normalnie nawet byśmy pewnie nie wspomnieli.
Druga połowa rozpoczęła się podobnie, jak zakończyła pierwsza. Obie drużyny wyglądały, jakby nie bardzo chciało im się biegać przy mocno grzejącym słońcu, przez co tempo meczu było raczej "spacerowe". Przy takiej grze z obu stron, duże znaczenie musiały mieć stałe fragmenty i tak właśnie było w sobotę. Ledwie minęło sześć minut drugiej części meczu, kiedy taki właśnie stały fragment przyniósł gościom gola wyrównującego, a jego autorem był Damian Zubowski.
Strata gola nie podziałała jednak zbyt mobilizująco na biało-czerwonych, którzy w dalszym ciągu sprawiali wrażenie, jakby na boisku znaleźli się za karę. Dopiero po około 10 minutach nieco się ożywili, a sygnał dał Speichler, który w znakomitej sytuacji, choć z ostrego kąta, trafił piłką w boczną siatkę.
Niewykorzystana sytuacja zemściła się zaldwie cztery minuty później. W 65 minucie, po dośrodkowaniu z rzutu wolnego, błąd popełnił Łukasz Trochim, który chciał wyjść do piłki. Kiedy zorientował się, że jej nie dosięgnie i chciał wrócić na linię, było już za późno i piłkę strzałem głową umieścił w siatce znany w Łomży Bartosz Stachelski.
Strata drugiego gola i objęcie przez rywali prowadzenia, były już wystarczającym powodem, by ŁKS zaczął grać bardziej ofensywnie. Kilkakrotnie bramkarza Narewki strzałem z dystansu próbował zaskoczyć Rodier, jednak tego dnia nie był to dobry sposób na strzelenie gola. Lepszą okazję z pewnością miał Amerykanin w 79 minucie, kiedy znalazł się z piłką sam na sam z golkiperem gości. W tej sytuacji jednak to bramkarz przyjezdnych okazał się lepszy i obronił strzał łomżyńskiego napastnika. Warty odnotowania w końcówce meczu jest też kolejny strzał z rzutu wolnego Speichlera, który drugi raz w tym meczu obił słupek bramki rywali, niestety z zewnętrznej strony.
- Narewka pokazała, że potrafi punktować, nie jest to przypadkowy zespół, ale my byliśmy uczuleni na to, co gra Narewka. W pierwszej połowie czekaliśmy na nich, strzeliliśmy bramkę. Wyszliśmy na drugą połowę z myślą, żeby grać podobnie, też poczekać, ale niestety jedno nieodpowiedzialne zachowanie kosztowało nas bramkę, potem następne takie zachowanie kosztowało nas drugą bramkę i goniliśmy wynik. Nie chciało wpaść niestety - żałował po meczu szkoleniowiec ełkaesiaków.
Z pewnością na postawę w tym meczu biało-czerwonych, a pośrednio też na wynik, miała wpływ sytuacja kadrowa łomżyńskiego zespołu. Kilku zawodników jest kontuzjowanych. Jedni bardziej, inni mniej, ci ostatni, jak Artur Bajor czy Robert Speichler grali ze skręconą kostką. Mariusz Baranowski wyszedł w podstawowym składzie mimo, że cały tydzień nie trenował. Cały mecz na ławce przesiedział kontuzjowany Daniel Lemański. Wymieniać można dłużej.
- Dajemy z siebie wszystko, na co nas stać w obecnej dyspozycji - podkreślił Speichler.
Sobotnia porażka nie przekreśla jeszcze szans na zajęcie bezpiecznego i niezagrożonego spadkiem z ligi miejsca. Poważnie jednak te szanse ogranicza. Co prawda możłiwy jest scenariusz, że nawet obecnie zajmowane 12. miejsce może dać utrzymanie, ale pewność daje miejsce 10. lub wyższe. Przed ŁKS-em jeszcze tylko trzy mecze, z czego dwa wyjazdowe i spotkanie u siebie z liderem, Sokołem Ostróda. Za tydzień biało-czerwoni pojadą do Działdowa, gdzie ich przeciwnikiem będzie czwarty w tabeli Start. O punkty może być tam bardzo trudno zwłaszcza, jeśli przynajmniej część z kontuzjowanych zawodników nie wróci do pełni sił. Paradoksalnie jednak gra z silniejszym zespołem może być dla ełkaesiaków łatwiejsza. Nie od dziś wiadomo bowiem, że wolą oni grać z zespołami preferującymi otwarty, ofensywny futbol niż z tymi murującymi swoją bramkę. Kolejne spotkanie, u siebie z Ostródą, to
jeden wielki znak zapytania. Jeśli Sokół będzie miał wówczas już pewne pierwsze miejsce w lidze, to być może zagra nieco słabszym składem lub nie będzie tak zmotywowany na ten mecz. No i spotkanie wyjazdowe z Warmią, z którą zawsze bardzo ciężko nam się gra w Grajewie. Biorąc pod uwagę punkty za walkower z Barkasem Tolkmicko i to, że w najbliższej kolejce zmierzą się ze sobą bezpośredni rywale ŁKS-u w walce o utrzymanie czyli LZS Narewka i Tur Bielsk Podlaski, to w przypadku wygranej w Działdowie i przy remisie w meczu tych dwóch drużyn, już po następnej kolejce możemy znów znaleźć się na bezpiecznym, 10. miejscu. Niestety, sobotnia porażka spowodowała, że już nie wszystko zależy od piłkarzy ŁKS-u. Muszą oni też liczyć na korzystne dla siebie rozstrzygnięcia w meczach rywali.
ŁKS 1926 Łomża - LZS Narewka 1:2 (1:0)
Bramki: Rodier 22" - Zubowski 51", Stachelski 65"