Żadna passa nie trwa wiecznie i kiedyś musi się skończyć. Tym razem nastąpiło to już w czwartym meczu za sprawą zespołu Sokoła Ostróda, który wykorzystał kadrowe osłabienia w drużynie biało-czerwonych i strzelając nam dwa gole wywiózł z Łomży trzy punkty.
Zwycięstwa w trzech kolejnych meczach zaostrzyły apetyty kibiców, piłkarzy i działaczy ŁKS-u. Jeśli dodać do tego dość słaby początek sezonu w wykonaniu dzisiejszego rywala ełkaesiaków i fakt, że w meczach u siebie ŁKS dotychczas z Sokołem wygrywał, to w drużynie prowadzonej przez trenera Roberta Speichlera należało upatrywać faworyta. ŁKS jednak także ma swoje problemy. Kontuzja, którą w ostatnim spotkaniu przeciwko Warmii Grajewo odniósł Speichler (złamana piąta kość śródstopia) spowodowała, że ten doświadczony pomocnik nie tylko nie mógł zagrać w dzisiejszym meczu, ale będzie musiał pauzować do końca rundy jesiennej. Kolejnym podstawowym zawodnikiem, który "wypadł" ze składu jest Kevin Ipina, który nabawił się niegroźnej na szczęście kontuzji na treningu. Lewy obrońca ŁKS-u wkrótce powinien jednak wrócić na boisko, choć może jeszcze nie na najbliższy mecz. Jeśli do tych problemów dodamy jeszcze, że Alex Rodier wyraźnie nie może dojść do dyspozycji, jaką prezentował wiosną, a Daniel Lemański wciąż nie może "złapać" formy po kontuzji, sytuacja łomżyńskiej drużyny nie wygląda już tak optymistycznie. Niestety, pokazało to również boisko...
Nieco lepiej rozpoczęli sobotni mecz podopieczni Speichlera. W pierwszych pięciu minutach to biało-czerwoni ruszyli do ataku i zepchnęli nieco przyjezdnych. Nie trwało to jednak zbyt długo. Zespół Sokoła, głośno upominany przez swojego szkoleniowca wkrótce przejął inicjatywę i gra przeniosła się w większej części na połowę łomżan. Optyczna przewaga ostródzian nie przekładał się jednak na dogodne do zdobycia gola sytuacje. Łomżyńscy piłkarze bardzo uważnie w defensywie i nie dopuszczali do groźnych sytuacji pod bramką Adriana Jędraszczaka.
Choć ŁKS grał wyraźnie cofnięty, to właśnie nasza drużyna jako pierwsza stworzyła realne zagrożenie pod bramką gości. W 15 minucie lewą stroną w pole karne przedarł się Mariusz Baranowski, złamał akcję do środka i z dość ostrego kąta uderzył na bramkę. Na posterunku był jednak Kamil Hrynowiecki, który zdołał odbić piłkę. Dobitkę do pustej bramki zablokował nowy nabytek klubu z Ostródy Krzysztof Filipek.
Okres przewagi Sokoła trwał, co nie znaczy, że ŁKS grał słabo. Biało-czerwoni przyjmowali gości na własnej połowie i spokojnie kontrolowali grę wyczekując kolejnych okazji do skontrowania rywali. Szansa nadarzyła się w 32 minucie. Po ładnej, kombinacyjnej akcji naszego zespołu piłkę na 14 metrze dostał Tomasz Brzozowski. Jego strzał o kilkanaście centymetrów ominął poprzeczkę bramki Sokoła, a była to druga, tym razem już stuprocentowa sytuacja bramkowa gospodarzy.
Niestety, niewykorzystana sytuacja sprzed chwili zemściła się bardzo szybko. Już w 34 minucie Jędraszczak musiał wyciągać piłkę z siatki, a piłkarze Sokoła mogli cieszyć się z objęcia prowadzenia. Niezdecydowanie obrońców ŁKS-u i odbicie piłki po strzale z bliskiej odległości przed siebie przez bramkarza wykorzystał Paweł Podhorodecki i strzałem tuż przy słupku umieścił piłkę w siatce.
Objęcie prowadzenia nie uśpiło wcale piłkarzy Sokoła, a właściwie nie pozwolił na to ich trener, którzy przez cały czas stał na skraju wyznaczonej dla niego strefy i pokrzykiwał na swoich podopiecznych. Mimo wciąż trwającej przewagi optycznej gości, nie byli oni w stanie stworzyć sobie żadnej dogodnej sytuacji, natomiast ŁKS stworzył w końcówce pierwszej połowy jeszcze dwie. Niestety, żadnej nie wykorzystał. Pierwsza przypominała nieco akcję z 32 minuty, ale tym razem piłkarzem, który dostał futbolówkę wycofaną prawie z końcowej linii był Michael Sanni. Nigeryjczyk będąc na szóstym metrze posłał jednak piłkę wysoko ponad bramką. W doliczonym czasie przed szansą na wyrównanie stanął Alex Rodier, który do końca naciskał interweniującego bramkarza gości, odebrał mu piłkę i z niemal zerowego kąta próbował umieścić ją w siatce. Na jego nieszczęście znany z występów w ŁKS-ie Paweł Sędrowski zdołał wrócić i zablokować strzał Amerykanina. Po rzucie rożnym, z którego nic nie wynikło, sędzia gwizdkiem ogłosił przerwę.
W pierwszej połowie zatem ŁKS, choć grał nieco cofnięty i mniej czasu spędził przy piłce, stworzył sobie cztery dogodne sytuacje do zdobycia gola. Niestety, żadnej z nich nie wykorzystał. Sokół natomiast, choć przeważał w polu, nie był w stanie poważniej zagrozić bramce biało-czerwonych. Wykorzystał on jednak jedyną okazję, którą sprezentowali mu ełkaesiacy i strzelił gola.
Drugą połowę lepiej rozpoczęli przyjezdni, którzy najwyraźniej nie zamierzali bronić niepewnego, jednobramkowego prowadzenia. Dogodną okazję do podwyższenia wyniku mieli w 61 minucie, ale Jędraszczak nie miał problemu z obroną strzału, po którym piłka sama wpadła mu w ręce. W tym okresie gry zarysowała się wyraźna przewaga ostródzian i ŁKS już nie potrafił tak groźnie kontrować jak to robił przed przerwą. Wydawało się, że bliżej jest raczej do drugiej bramki dla gości niż do wyrównania stanu gry przez gospodarzy. Tak się też stało. W 73 minucie, po rzucie rożnym, niepewną interwencję jednego z łomżyńskich obrońców wykorzystał Łukasz Gwiazda i z pięciu metrów spokojnie umieścił piłkę w siatce obok bezradnego w tej sytuacji Jędraszczaka.
Po strzeleniu drugiego gola piłkarze Sokoła nie forsowali już tempa gry i spokojnie kontrolowali sytuację na boisku. ŁKS, mimo kolejnych zmian personalnych, wyraźnie nie był w stanie zrobić krzywdy rywalom i koniec meczu nieubłaganie zaczął się coraz bardziej przybliżać. Biało-czerwoni znani są jednak z tego, że grają do końca i właśnie tuż przed końcowym gwizdkiem, w trzeciej i ostatniej, doliczonej minucie, przed szansą pokonania Hrynowieckiego stanął Daniel Lemański. Uderzoną przez naszego napastnika z dość ostrego kąta piłkę bardzo niepewnie odbił ostródzki golkiper i "Leman" nie zdołał zaliczyć honorowego trafienia. Wkrótce sędzia po raz ostatni gwizdnął w tym meczu i piłkarzez z Ostródy odtańczyli na środku boiska taniec zwycięstwa.
- Spotkały się dziś zespoły, które widać, że chcą grać w piłkę i że prezentują ciekawy futbol. Szczególnie w pierwszej połowie jestem naprawdę zadowolony z chłopaków mimo tego, że przegrywaliśmy ten mecz, bo przeprowadzane akcje były naprawdę bardzo fajne. Myślę, że piłkarsko w pierwszej połowie byliśmy zdecydowanie lepszym zespołem, ale to jednak nie wystarczyło. Mieliśmy trzy czy cztery sytuacje w pierwszej połowie, z których przynajmniej dwie powinniśmy zamienić na bramki. Natomiast zespół z Ostródy stworzył sobie chyba tylko jedną sytuację..., przepraszam - my stworzyliśmy im jedną sytuację, w której strzelili bramkę. W drugiej połowie było widać, że zespół z Ostródy, po ostatnich niepowodzeniach, troszeczkę był pod presją i chciał za wszelką cenę utrzymać ten wynik - podsumował spotkanie trener Robert Speichler.
ŁKS 1926 Łomża - Sokół Ostróda 0:2 (0:1)
Bramki: Podhorodecki 32", Gwiazda 73"
ŁKS: Jędraszczak - Staniórski, Stankiewicz, Maciej Malinowski (68" Bajor), Kacprzyk, Sanni, Brzozowski (68" Lemański), Marcin Malinowski (80" Kraska), Maćkowski (60" Vilagomez), Rodier, Baranowski
Sokół: Hrynowiecki- Żukiewicz, Sędrowski, Słowicki, Wypniewski, Podhorodecki, Gwiazda, Łysiak, Jankowski, Filipek, Figurski