Większość łomżyńskich warzywniaków wprowadziła już tabliczki informujące, skąd pochodzą sprzedawane warzywa. Stoiska, które nie zdecydowały się jeszcze na poinformowanie klientów o kraju pochodzenia warzyw, notują straty.
-Klienci pytają przede wszystkim o ogórki, ale patrzą ostrożniej też na inne warzywa- przyznaje jedna ze sprzedawczyń w osiedlowym markecie przy ul. Kazańskiej w Łomży.
Sprzedawcy twierdzą, że "wzięcie" mają polskie warzywa. Na te sprowadzane patrzymy podejrzliwie i coraz częściej rezygnuemy z zakupów.
- Dopóki cała afera ze śmiercionośną bakterią się nie uspokoi, wolę zrezygnować z warzyw i owoców sprowadzanych. Są polskie pomidory i truskawki, kilka tygodni moża przeczekać- mówi Elżbieta Sarnacka z Łomży.
Dodatkowe kontrole na targowisku i stoiskach z warzywami rozpoczęli inspektorzy Powiatowej Stacji Sanitarno- Epidemiologicznej w Łomży. Zalecenia takie we wtorek przekazał stacjom Główny Inspektorat Sanitarny. Jak do tej pory, bakteria escherichia coli u nas się nie pojawiła. Pracownicy sanepidu radzą jednak, by warzywa i owoce dobrze umyć pod bieżącą wodą. Można też obrać je ze skórki.