Bóbr, który znalazł się w pułapce bez wyjścia miał dużo szczęścia. Przypadkiem zauważył go spacerujący z psem mężczyzna, który wezwał na pomoc strażaków. Ci wyciągnęli wycieńczone zwierzę, przewieźli nad płynącą kilka kilometrów dalej strugę i wypuścili. Po kilku minutach bóbr odzyskał wigor i odpłynął pod prąd, machając na pożegnanie płetwą.
Dziś, późnym popołudniem, w okolicy nieczynnej stacji kolejowej Czerwony Bór, w jednym z nieużywanych od lat, betonowych zbiorników na smołę, spacerujący z psem mężczyzna zauważył bobra. Zbiorniki mają około dwóch metrów głębokości i niemal pionowe ściany co oznaczało, że zwierzę nie ma najmniejszych szans, by samodzielnie wydostać się z tej pułapki i gdyby nie szczęśliwy dla niego przypadek, zapewne zginęłoby z głodu i wycieńczenia.
Na miejsce przyjechali wezwani strażacy z Zambrowa, którzy wyciągnęli bobra ze zbiornika. Ponieważ teren, w jakim znaleziony został bóbr jest suchy, a zwierzę to najlepiej czuje się w wodzie, strażacy przewieźli zwierzę nad strugę płynącą obok wsi Zbrzeźnica, gdzie je wypuścili.
Bóbr początkowo nie był w stanie ani wydostać się samodzielnie z pojemnika, w którym podróżował, ani wypchnięty z niego, przemieścić się około jednego metra do wody. Prawdopodobnie był bardzo zmęczony próbami wydostania się z pułapki, a dodatkowo mocno wystraszony obecnością ludzi. Wkrótce jednak, "zachęcony" delikatnymi popchnięciami przez jednego ze strażaków, przesunął się w stronę wody, a kiedy już ją poczuł, nagle jakby odzyskał cały wigor i błyskawicznie cały się zanurzył, po czym odpłynął machając płetwą na pożegnanie swoim wybawicielom.