Najmłodszy pasażer busa, który wczoraj roztrzaskał się w tragicznym wypadku pod Wolą Zambrowską, miał zaledwie 24 lata. Najstarszy- 33. Wszyscy jechali do pracy w Warszawie. Zostawili rodziny, małe dzieci i plany, których nigdy już nie zrealizują.
Do rodziny jednego z zabitych mężczyzn dotarła redakcja Super Expressu. 33-letni Bogusław właśnie kończył dom, który postawił dla swojej żony i dziecka. "Nawet nie zdążył się nim pożądnie nacieszyć. Co za tragedia" - mówią gazecie rodzice zabitego mężczyzny.
Wszyscy mężczyźni, którzy jechali wczoraj busem, byli mieszkańcami pow. hajnowskiego. W Hajnówce produkowali elementy mebli. Potem wyjeżdżali w Polskę, by monotwać je u klientów. Tego feralnego dnia mieli zamówiony montaż w Warszawie.
Wyjechali w środku nocy. Tuż przed godziną 5 rano, z ciągle nieustalonych przyczyn (poślizg? koleiny?) kierowca busa, 33-letni Marcin, nie zapanował nad pojazdem. Samochód obróciło w poprzek drogi. Wtedy z ogromną siłą uderzyła w niego ciężarówka Mlekovity. Mężczyźni nie mieli szans przeżycia. Kierowca ciężarówki doznał jedynie urazu ręki.
Policja ciągle jeszcze nie ustaliła tożsamości szóstego mężczyzny, podróżującego do Warszawy. W Hajnówce została ogłoszona dwudniowa żałoba.