Reklama

Tylko remis ŁKS-u w spotkaniu z Warmią [VIDEO+FOTO]

16/11/2013 23:12

Mecz ostatniej kolejki spotkań rundy jesiennej III ligi pomiędzy ŁKS-em 1926 Łomża a Warmią Grajewo zapowiadał się jak zwykle na wyjątkowo ciekawe widowisko. Tak było zawsze i miało być tym razem. Niestety, kibice zmuszeni byli opuścić łomżyński stadion zawiedzeni. Zarówno wynik, jak też poziom spotkania mocno rozczarowały. Największą atrakcją, szkoda że negatywną, była chyba awaria oświetlenia na stadionie, która nastąpiła w 25 minucie meczu i trwała około 20 minut.

- Jak od dwunastu lat pracuję w klubie, tak nie widziałem jeszcze tak słabego meczu między ŁKS-em a Warmią - przyznał po spotkaniu Janusz Szumowski, sekretarz zarządu Warmii, który w zastępstwie za trenera Leszka Zawadzkiego wziął udział w pomeczowej konferencji prasowej. Wtórował mu trener Krzysztof Przytuła, który chyba po raz pierwszy odkąd pracuje w Łomży, skrytykował niektórych swoich podopiecznych.

Spotkanie rozpoczęło się jednak od ataków ŁKS-u, który już od pierwszych chwil narzucił przeciwnikom swój styl gry i zepchnął ich do defensywy. Biało-czerwoni dominowali na boisku, ale na pierwszy strzał trzeba było poczekać do 11 minuty. Wówczas to Przemysław Olesiński uderzył sprzed pola karnego, posyłając jednak piłkę wysoko ponad bramką Krzysztofa Gieniusza. Minutę później swoich sił spróbował Daniel Lemański, który jak wiemy potrafi czasami zaskoczyć bramkarza strzałem z dystansu. Tym razem piłka po jego uderzeniu minęła słupek bramki gości.

Reklama

Spotkanie, choć rozgrywane pod dyktando biało-czerwonych, nie obfitowało w sytuacje podbramkowe, a piłka rozgrywana była głównie w środku boiska. Wyjątkiem były stałe fragmenty, jak rzuty rożne i wolne, które stwarzały jakieś zagrożenie. I właśnie w 20 minucie rzut wolny wykonywał Robert Speichler. Do dośrodkowanej przez niego w pole karne piłki najwyżej wyskoczył Rafał Maćkowski, który uderzeniem głową wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Pięć minut później większość reflektorów na jupiterach zgasła i piłkarze, po kilkuminutowym oczekiwaniu i decyzji sędziego zeszli do szatni na nieplanowaną, dodatkową przerwę. Awaria oświetlenia trwała niemal dokładnie 20 minut, po czym arbiter spotkania wznowił mecz.

Po powrocie na boisko nieco lepiej zaczęli grać grajewianie, co zaowocowało okazją bramkową. Po zagraniu Dzierzgowskiego, Strzeliński uderzył piłkę z pola karnego, ale minimalnie ominęła ona słupek bramki ŁKS-u i wynik pozostał bez zmian. Kilku minut potrzebował ŁKS by otrząsnąć się z tego zrywu Warmii i ponownie przejąć kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Mimo to jednak do końca tej części meczu nie udało się podwyższyć prowadzenia.

Reklama

Drugą połowę meczu lepiej rozpoczęła Warmia, która już w 48 minucie wypracowała sobie sytuację do wyrównania. W sytuacji sam na sam z Adrianem Jędraszczakiem znalazł się Chyliński, ale szybkie wyjście łomżyńskiego bramkarza zapobiegło utracie gola. Trzy minuty później mogło i powinno być 2:0 dla ŁKS-u. Piłka dośrodkowana z prawej strony w pole karne Warmii trafiła wprost na nogę Olesińskiego, który z kilku metrów huknął jak z armaty i trafił w... poprzeczkę. Gdyby kilka centymetrów niżej, byłoby 2:0, a tak, raptem dwie minuty później szybką kontrą popisała się Warmia i Chyliński, który popędził z piłką prawym skrzydłem, płaskim strzałem w długi róg pokonał Jędraszczaka.

Po stracie bramki ŁKS ruszył do ataku chcąc ponownie objąć prowadzenie. Strzelał z dystansu Lemański, próbował Maćkowski, bardzo ładnie przymierzył wreszcie Tomasz Świderski, ale w każdej z tych sytuacji górą był bramkarz Warmii. Mimo widocznej gołym okiem optycznej przewagi gospodarzy nic z niej nie wynikało i wreszcie arbiter spotkania gwizdkiem ogłosił jego koniec. ŁKS tylko zremisował na własnym stadionie z Warmią Grajewo 1:1, a jako ciekawostkę przypomnijmy, że po raz ostatni remis w pojedynku tych drużyn padł aż ponad osiem lat temu, w sezonie 2004/05. A dokładniej, 16 kwietnia 2005 roku na stadionie w Łomży padł bezbramkowy remis. W każdym późniejszym meczu to jedna, to druga drużyna wygrywała, przy czym, tu kolejna ciekawostka, tylko raz przegrani strzelili gola (dwa lata temu w Grajewie Warmia wygrała 3:1). Wszystkie pozostałe wygrane, obojętnie której z drużyn, były "do zera".

Reklama

- Zagraliśmy beznadziejny mecz. Pod każdym względem. Byliśmy zamuleni, rozkojarzeni, niecierpliwi w graniu czyli wszystkie rzeczy, nad którymi pracujemy... Może popełniłem... znowu zacznę szukać błędów jak zwykle od siebie i proponuję, żeby piłkarze też zaczęli właśnie od siebie, a później skupiali się na rzeczach zewnętrznych. Dzisiaj nie zasłużyliśmy na wygraną i dlatego nie ma tej wygranej. Byliśmy bardzo słabi, tak jak mówię, nie wychodziło nic z tego, nad czym pracujemy. Przykro, bo progres w grze miał być ale go nie ma. Gdyby 20% z treningów przenieść tutaj, to zupełnie inaczej by to wyglądało. I w tabeli, i w grze. Nie potrafimy tego zrobić, jesteśmy usztywnieni, choć widzimy, że ja nie jestem człowiekiem, który z dnia na dzień będzie kogoś kasował, ani kogoś wyzywał, ani kogoś niszczył. Chcemy dać sznasę, ktoś tej szansy nie chce, nie bierze tej szansy, no to ileż można tych szans dawać? Czeka nas naprawdę bardzo dużo pracy, mnóstwo pracy, nie dużo, ale trzeba zacząć od głów, a dopiero później się skupić na tym co jest na boisku. Przykro, ale nie zasłużyliśmy na remis. Przepraszam, dziękuję i gratuluję - zakończył swoją wypowiedź trener Krzysztof Przytuła.

ŁKS 1926 Łomża - Warmia Grajewo 1:1 (1:0)

Reklama

Bramki: Maćkowski 20" - Chyliński 53"

ŁKS 1926: Jędraszczak, Rydzewski, Kacprzak, Marcin Malinowski (80" Tercjak), Bajor, Gałązka, Speichler, Maćkowski (85" Maciej Malinowski), Lemański, Olesiński (70" D.Kraska), Laskowski (70" Świderski)

WARMIA: Gieniusz, Lekenta, Osypiuk, Koszczuk, Randzio, Kozikowski, Chyliński (75" P.Górski), Sypytkowski (85" Baczewski), Strzeliński, Golubiewski (46" Mikucki), Dzierzgowski (85" Gutowski)

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości