Łomżyński Klub Sportowy 1926 Łomża nie zdobędzie po raz czwarty z rzędu Pucharu Polski na szczeblu okręgu. ŁKS nie zagra bowiem w finale OPP po tym, jak we środę na własnym stadionie nie sprostał drużynie Wissy Szczuczyn. Szczuczynianie pokonali biało-czerwonych w półfinale tych rozgrywek i to oni staną przed szansą wywalczenia trofeum.
Środowe spotkanie, można powiedzieć - tradycyjnie, zaczęło się od szybko straconej bramki. W trzeciej minucie Daniel Kacprzyk oddał strzał sprzed pola karnego na bramkę gości, którzy po szybkim wznowieniu przez swojego bramkarza błyskawicznie przedostali się prawym skrzydłem w okolice bramki ŁKS-u. Celne dośrodkowanie, po którym piłka spadła na głowę ustawionego w środku pola karnego Wojciecha Łapińskiego i Łukasz Trochim musiał skapitulować.
Stracony gol nie spowodował żadnej nerwowości ani w szeregach łomżyńskiej drużyny, ani wśród kibiców. Jedni i drudzy zdążyli już przywyknąć do takich scenariuszy. Nie przejęli się zatem zbytnio licząc, że ełkaesiacy wkrótce nie tylko odrobią straty, ale może nawet jeszcze przed przerwą wyjdą na prowadzenie.
Rzeczywistość tym razem okazała się jednak nieco inna, a to za sprawą strzelca pierwszego gola. W 21 minucie Łapiński wyłuskał piłkę w środku boiska i popędził z nią w kierunku bramki
ŁKS-u. W sytuacji sam na sam z Trochimem nie dał szans łomżyńskiemu bramkarzowi i po chwili było już 2:0 dla Wissy.
Po stracie drugiej bramki Wissa cofnęła się komasując obronę a ŁKS, korzystając z tego, że w środku zrobiło się więcej miejsca, zaczął coraz mocniej "dociskać" przyjezdnych. Na przestrzeni pięciu minut, pomiędzy 31 a 36 minutą, łomżyńscy piłkarze oddali kolejno cztery strzały na bramkę gości, ale ani uderzenie Rafała Maćkowskiego z 20 metrów, ani strzał głową z pola karnego Jasona Villagomeza, jak również próba Alexa Rodiera z 25 metrów, nie wspominając o niecelnym uderzeniu Daniela Kacprzyka, nie zdołały pokonać będącego w dobrej formie Rudneva.
W kolejnych minutach ŁKS wciąż przeważał, co raz atakując. Wszystkie akcje kończyły się jednak przed polem karnym gości, którzy całą drużyną bronili dostępu do własnej bramki i nie dopuszczali do stworzenia groźnych dla siebie sytuacji. Wissa uważnie się broniła licząc na kontry i w 44 minucie niewiele brakowało, by taki szybki wypad skończył się utratą przez ŁKS trzeciego gola. Tym razem jednak, w sytuacji sam na sam ze zdobywcą dwóch wcześniejszych bramek, górą był Trochim.
Od początku drugiej połowy ŁKS ruszył do kolejnych ataków, spychając Wissę do głębokiej momentami defensywy. Przyjezdnym jednak taka gra odpowiadała. Kolokwialnie mówiąc, "ustawili
autobus" we własnym polu karnym i liczyli tylko na szybkość swoich napastników, do których przy każdej okazji posyłali długie piłki. Na szczęście dla ŁKS-u, kontry te nie były już tak
skuteczne jak wcześniejsze, choć trzeba przyznać, że stwarzały realne zagrożenie bramki Trochima.
ŁKS natomiast bił głową w mur i ani Tomasz Staniórski strzałem z narożnika pola karnego, ani nawet Łukasz Tercjak, który strzelając z szóstego metra nad poprzeczką zmarnował najlepszą okazję swojej drużyny, nie byli w stanie zdobyć kontaktowego gola, który spowodowałby być może jakąś nerwowość wśród piłkarzy Wissy, co ułatwiłoby doprowadzenie do wyrównania. Mimo całkowitej dominacji ŁKS-u w drugiej połowie spotkania, biało-czerwoni nie byli w stanie strzelić żadnego gola i w efekcie zeszli z boiska pokonani.
- Szkoda, bo chcieliśmy wygrać ten puchar, aczkolwiek jak się popełnia takie karygodne błędy, to się przegrywa. Zespół przeciwny nastawił się tylko i wyłącznie na kontry. Uczulałem chłopaków na to, mówiłem jak mają się zachowywać, niestety, nie realizowali tego. Nie wiem, gdzie byli myślami, chyba gdzie indziej. Wyciągniemy konsekwencje. Mówiłem chłopakom, że ten mecz jest tak samo ważny, jak mecz ligowy. Niestety, dzisiaj nie możemy być zadowoleni z tego meczu, po prostu go zawaliliśmy. Być może było to częściowo spowodowane też tym, że niektórzy zawodnicy nie grali ze względu na kontuzje. Ja też nie chciałem nadmiernie forsować chłopaków, żeby nie nadwerężać ich zdrowia. Niektórzy dzisiaj odpoczęli, niektórzy mieli trening wyrównawczy przed tym meczem i zobaczymy. Czekamy aż się zagoją te urazy, które są i mam nadzieję, że do soboty się to uda - powiedział "złapany" przez nas bezpośrednio po zejściu z murawy grający trener ełkaesiaków Robert Speichler.
Na koniec dodajmy jeszcze, że w finale, który rozegrany zostanie 18 czerwca w Suwałkach, Wissa Szczuczyn zmierzy się z Promieniem Mońki, który pokonał 1:0 w Siemiatyczach IV-ligową Cresovię.
Komentarz:
ŁKS-owi pozostało już tylko skupić się na walce o utrzymanie w lidze i trudno oprzeć się wrażeniu, że może podświadomie, ale piłkarze nie dali z siebie w tym meczu wszystkiego. Nie widać było tak dużego zaangażowania, prawdziwego "gryzienia trawy", jakie obserwujemy od początku rundy wiosennej w meczach ligowych.
Z jednej strony trudno się dziwić, bo wiadomo, że bezwzględnym priorytetem i najważniejszym celem postawionym przed tą drużyną jest uchronienie się przed spadkiem. Chcąc zatem zatrzeć niezbyt dobre wrażenie, jakie pozostało po tym meczu, należy koniecznie wygrać, najlepiej z przekonującym stylem i wynikiem, najbliższy mecz ligowy.
Z drugiej strony jednak, z pewnością szkoda straconej szansy na czwarty z rzędu puchar, a w perspektywie możliwość konfrontacji z drużyną z wyższej niż trzecioligowa półki. Piłkarze pozbawili się również swego rodzaju alibi na sobotnie spotkanie ligowe, gdzie przy ewentualnej słabszej postawie mogliby powiedzieć "daliśmy z siebie wszystko w pucharze i awansowaliśmy do finału". Takiej możliwości już nie ma, dlatego w sobotę oczekujemy tego samego, co ci z kibiców, którzy skandują na meczach "walczyć, grać, zap...". I tego się panowie trzymajcie w sobotę.
ŁKS 1926 Łomża - Wissa Szczuczyn 0:2 (0:2)
Bramki: Łapiński 4", 21"
ŁKS: Trochim - Staniórski, Stankiewicz, Kacprzyk (85" Godlewski), Speichler, Ipina, Villagomez (75" Tercjak), Maciej Malinowski, Marcin Malinowski, (46" Lemański), Maćkowski, Rodier
Wissa: Rudnev - Dzienis, Doliwa, Nikitin, Berezowskyj, Kurcewicz, Gałązka, (89" Żuberek), Dąbrowski (70" Waszkiewicz), Łapiński (46" Kiljańczyk), Trambecki (76" K. Marcinkiewicz),
Zambrowski.