Doroczny Dzień Uchodźcy, to okazja do tego, by ludzie, których sytuacja w ich kraju zmusiła do wyjazdu mogli spotkać się, porozawiać, ale także zaprezentować nam Polakom to, co mają najlepszego. Do żyjącej od kilku lat w Łomży i ośrodku w Czerwonym Borze grupy uchodźców z Czeczenii w ciągu ostatniego roku dołączyli też Ukraińcy z rejonu Donbasu.
W naszej relacji video z sobotnich obchodów Dnia Uchodźcy, które zorganizowane zostały na łomżyńskich bulwarach przez Fundację "Ocalenie", zapytaliśmy tych ludzi o ich historie, ale także o plany na przyszłość.
- Obchodzimy już tutaj w Łomży po raz piąty Dzień Uchodźcy. Jest to dla nas taka akcja, gdzie się co roku uchodźcy spotykają, z Łomży i okolic, oczywiście mamy tutaj także dużo gości z Ośrodka dla Cudzoziemców w Czerwonym Borze. Jesto święto uchodźców, dla uchodźców, ale nie tylko. Zapraszamy każdego mieszkańca Łomży i okolic, przyjść, spotkać się, porozmawiać, poznać sytuację i przy okazji się pobawić - zachęca Piotr Olędzki, koordynator Fundacji "Ocalenie".
Podczas Dnia Uchodźcy tradycyjnie już można było spróbować specjałów kuchni krajów, z których przybyli uchodźcy. W tym roku również kuchni ukraińskiej. Wśród atrakcji przygotowanych przez organizatorów i samych uchodźców były także występy artystyczne, zabawy dla dzieci i wiele innych. Jako, że uchodźcy z Czeczenii w dużej mierze stali się już częścią łomżyńskiego "krajobrazu", skupiliśmy się w większości na rozmowach z przedstawicielami najnowszej grupy, która od niedawna gości w Polsce czyli uchodźców z ogarniętej wojną wschodniej Ukrainy.
Swój pierwszy publiczny występ zaliczyły przebywające w Polsce od pięciu miesięcy siostry z Ukrainy Wiola i Alona Krokhmalowe.
- Chciałabym już tutaj zostać. Na Ukrainę pojechać na miesiąc, dwa tygodnie, ale wolę mieszkać tutaj - mówi starsza z sióstr.
Podobnie jak Julia, która do ośrodka w Czerwonym Borze trafiła z Doniecka.
- U nas na Ukrainie jest bardzo ciężka sytuacja. Ja jestem z Doniecka i tam teraz jest wojna, przez co życie tam jest bardzo trudne. Ja przyjechałam do Polski, bo mam polskie korzenie i chcę tutaj zamieszkać i zostać na zawsze - tłumaczy powody swojej decyzji Julia Jakh.
Z kolei Włodzimierz Styfanek uciekł przed wcieleniem do armii, gdzie musiałby walczyć w wojnie, na co jako pacyfista i członek kościoła ewangelicznego nie mógł się zgodzić. On jednak, jako jeden z nielicznych, chciałby wrócić do swojego kraju jak tylko zapanuje w nim pokój. Do Polski przyjechał z rodziną, z dziećmi, które uczą się w polskiej szkole.
Uchodźcy z Czeczenii zdążyli już w Polsce i w Łomży także zapuścić korzenie. Jednym z nich jest Islam Mayrasultanov, chłopach nie całkiem w Łomży anonimowy, który postawił na karierę sportową i chciałby, wzorem swojego sławnego już rodaka Mameda Khalidova, zrobić karierę w MMA.
- Przyjechałem z Czeczenii w 2007 roku. Chciałbym zrobić tutaj karierę w MMA i o to się staram - mówi Islam, który jest zawodnikiem Fight Club Łomża i ma za sobą już kilka wygranych walk, na razie amatorskich.
Uchodźcy nie znaleźli się w naszym kraju dlatego, że tak chcieli. Zmusiła ich do tego sytuacja w ich krajach, najczęściej wojna. Choć początkowo przyjmowani z nieufnością, a nawet czasami wrogością przez niektóre osoby, teraz wrośli już w nasze społeczeństwo i akceptacja dla ich obecności jest dużo większa. Jak wiemy, sytuacja polityczna w Europie nie jest już tak stabilna, jak jeszcze kilka lat temu i kto wie, czy kiedyś my sami nie znajdziemy się w podobnej sytuacji do nich. Warto więc wobec uchodźców zachowywać się tak, jak chcielibyśmy, aby ktoś zachował się wobec nas samych jeśli, odpukać, znaleźlibyśmy się w takim położeniu, jak oni.