Ten sukces zapisze się na kartach historii piłki nożnej w naszym regionie i nie tylko. To bodajże pierwszy taki przypadek, że ten sam klub zdobywa trzeci rok z rzędu Puchar Polski na szczeblu województwa. Mowa oczywiście o dzisiejszym sukcesie piłkarzy Łomżyńskiego Klubu Sportowego, którzy kolejny raz obronili zdobyty dwa lata temu i obroniony przed rokiem Puchar.
Wielka radość na twarach łomżyńskich zawodników i nie mniejszy zawód na obliczach piłkarzy Dębu Dąbrowa Białostocka, zagościły po gwizdku kończącym finałowy mecz Okręgowego Pucharu Polski. Zespoły, które się w nim zmierzyły miały dodatkowo swoje rachunki do wyrównania. ŁKS przed rokiem wywiózł puchar z Dąbrowy, wygrywając tam z gospodarzami 2:1. Z kolei Dąb kilka tygodni temu pokonał biało-czerwonych na ich terenie 3:0 w lidze. Podtekstów i dodatkowej motywacji zatem nie brakowało. Lepszy w tej rywalizacji okazał się zespół z Łomży, który bardzo pewnie pokonał gości 4:1 i po raz trzeci z rzędu sięgnął po pucharowe trofeum.
Pierwsza połowa spotkania w żaden sposób nie zapowiadała, że w tym meczu może paść aż pięć goli. Obie drużyny od początku starały się przejąć inicjatywę i objąć prowadzenie. Jako pierwszy wyśmienitą okazję do otwarcia wyniku miał już w 2 minucie Mateusz Laskowski, który w sytuacji sam na sam z bramkarzem gości nie zdołał jednak umieścić piłki w siatce. Niecelne strzały Cychola (głową w 8 minucie i z dystansu w 22) nie mogły zrobić krzywdy Dębowi, a uderzenie głową Tomasza Bernatowicza z 27 min. padło łupem Pawła Bondziula.
ŁKS osiągnął w tym czasie wyraźną przewagę, będąc stroną atakującą i dłużej posiadającą piłkę. Niewykorzystane sytuacje mogły jednak zemścić się na biało-czerwonych w 34 minucie. Na szczęście dla podopiecznych Marcina Mroczkowskiego nieatakowany w polu karnym ŁKS-u Piotr Bondziul niedokladnie dograł do swojego kolegi i niefrasobliwość łomżyńskiej defensywy nie została ukarana. Za to trzy minuty później powinno być 1:0 dla ełkaesiaków. Znakomite dośrodkowanie Georgi Jinikashvili, do jakich Gruzin w krótkim okresie gry w biało-czerwonych barwach zdołał już przyzwyczaić łomżyńskich kibiców, trafiło wprost na nogę Jakuba Ambrożewicza, który miał przed sobą pustą bramkę. W tym momencie jednak zdołał jakimś cudem wyciągnąć nogę obrońca Dębu i piłka zablokowana przez niego wyszła tylko na rzut rożny.
W 44 minucie indywidualną akcją i silnym, celnym uderzeniem ponownie popisał się najniższy na boisku Jinikashvili, który zdążył już otrzymać od łomżyńskich kibiców przydomek "Mały", jako że praktycznie w każdym meczu jest najniższym zawodnikiem na murawie. Uderzoną przez niego futbolówkę z najwyższym trudem zdołął odbić bramkarz Dębu, a przy dobitce fatalnie skiksował Ambrożewicz.
Pierwsza połowa spotkania zakończyła się zatem bezbramkowym remisem, ale szybkie tempo rozgrywanych akcji, liczne zwroty sytuacji i sam poziom spotkania mogły zadowolić zgromadzonych przy ulicy Zjazd 18 około 250 - 300 kibiców, wśród których znalazł się również prezydent Łomży Mieczysław Czerniawski, który objął to wydarzenie swoim patronatem.
Drugie 45 minut mocnym akcentem zaczęli biało-czerwoni. Ledwie zdążyła upłynąć niewiele ponad minuta gry, za sprawą Alberta Rydzewskiego ŁKS objął prowadzenie. Popisał się on doskonałym uderzeniem bezpośrednio z rzutu wolnego i pokonał Pawła Bondziula. Natychmiast po wznowieniu gry piłkarze Dębu próbowali odrobić stratę, ale strzał jednego z nich pewnie obronił Rafał Rakowiecki.
ŁKS, choć wyszedł na prowadzenie, nie zamierzał się jednak cofać, świadom zapewne swoich niedostatków w grze defensywnej. Piłkarze trenera Mroczkowskiego w dalszym ciągu dążyli do strzelenia gola na 2:0, który dałby im nieco więcej pewności. W 56 minucie celnym uderzeniem z 30 metrów popisał się Daniel Kacprzyk, a pięć minut później kwalifikacje golkipera Dębu sprawdził Mateusz Laskowski. Z obu tych sprawdzianów wyszedł on obronną ręką, jednak okazał się bezradny przy uderzeniu głową własnego obrońcy, po który w 66 minucie musiał po raz drugi wyciągać piłkę z siatki. ŁKS wykonywał drugi z rzędu rzut rożny. Piłka, wrzucona przez Rydzewskiego za plecy bramkarza na piąty metr zmierzała wprost na głowę Łukasza Tarnowskiego, który nie miałby najmniejszej szansy, by przestrzelić w tej sytuacji. Można by powiedzieć, że obrońca Dębu wyręczył w tej sytuacji kapitana ŁKS-u zupełnie niepotrzebnie. Tak czy inaczej wynik zmienił się ponownie na korzyść biało-czerwonych.
Dziesięć minut po podwyższeniu prowadzenia było już 3:0. Tym razem szybką kontrę gospodarzy pewnym uderzeniem obok wychodzącego z bramki Bondziula na gola zamienił Laskowski. Po kolejnych trzech minutach, fetujący już na trybunach zwycięstwo kibice, obejrzeli kolejną bramkę dla swojej drużyny. Jej autorem był Wprowadzony kwadrans wcześniej w miejsce Jinikashvili Przemysłąw Olesiński, a przebieg akcji bardzo podobny do tej zakończonej golem na Laskowskiego. Warto dodać, że Olesiński strzelił swojego szóstego gola w tej edycji Okręgowego Pucharu Polski, dzięki czemu został najlepszym strzelcem tych rozgrywek w sezonie 2012/13. Gratulujemy!
Kiedy wydawało się, że wszystko jest już jasne i wszyscy na stadionie oczekują już tylko na ostatni gwizdek sędziego, honorową bramkę w 89 minucie strzelił dla Dębu Piotr Bondziul. To oczywiście nie miało już wpływu na końcowych efekt tej rywalizacji i to ŁKS po raz trzeci z rzędu zdobył Puchar, a piłkarze wraz z kibicami mogli zaśpiewać jak rok i dwa lata wcześniej: "Puchar jest nasz, ten puchar do nas należy! Nie damy nikomu, nikomu nie damy, ten puchar do nas należy!".
Po zakończeniu finałowego meczu medale obu drużynom oraz puchar kapitanowi zwycięzców Łukaszowi Tarnowskiemu wręczyli prezes Podlaskiego Związku Piłki Nożnej Witold Dawidowski, prezydent Łomży Mieczysław Czerniawski i prezes Łomżyńskiego Klubu Sportowego 1926 Łomża Jarosław Kulesza, a tańcom na murawie i oblewaniu się szampanem nie było końca...
- Wierzyliśmy w nasze zwycięstwo, ale że będzie ono tak okazałe, to nie do końca, bo jeśli chodzi o drugą część sezonu, to Dąbrowa ma bardzo dobrą wiosnę, a my niestety, wiadomo, gramy w kratkę. Ale tak jak mówiliśmy sobie przed tym meczem, że to jest finał i szanse są 50 na 50. To jest jeden mecz, wszystko się może zdarzyć, także myślę, że zagraliśmy niezłe spotkanie, daliśmy z siebie dużo serca, dużo walki, do tego doszła koncentracja i dyscyplina taktyczna. Oczywiście jako trener mam zawsze jakieś zastrzeżenia, nie wszystko do końca też wyglądało dobrze ale myślę, że wygraliśmy dzisiaj zasłużenie. Cieszymy się bardzo, bo ten sezon niestety nie jest dla nas udany - mówił po spotkaniu trener biało-czerwonych Marcin Mroczkowski.
W drodze do finału ŁKS pokonał Orła Kolno (4:1), Spartę 1951 Szepietowo (2:1), Magnata Juchnowiec Kościelny (5:1) oraz Wissę Szczuczyn (5:0).
Piłkarze z Dąbrowy we wcześniejszych spotkaniach Pucharu pokonali Piast Białystok (4:1), Gieret Giby (6:0), Gryfa Gródek (2:1) oraz aktualnego już mistrza III ligi - Olimpię Zambrów (1:0).
ŁKS 1926 Łomża - Dąb Dąbrowa Białostocka 4:1 (0:0)
Bramki: Rydzewski, samobójcza, Laskowski, Olesiński - Piotr Bondziul
ŁKS: Rafał Rakowiecki - Łukasz Tarmowski, Robert Cychol, Maciej
Malinowski, Adam Święćkowski, Daniel Kacprzyk, Albert Rydzewski, Mateusz Laskowski, Georgi Jinikashvili, Jakub Ambrożewicz, Tomasz Bernatowicz.
Trener: Marcin Mroczkowski.
Dąb: Paweł Bondziul - Michał Łabieniec, Paweł Chańko, Jacek Markiewicz, Michał Kossyk, Krzysztof Biernacki, Adrian Citko, Piotr Bondziul, Mariusz Łapiński, Maciej Orpik, Ernest Konnon.
Trener: Jacek Markiewicz.
Spotkanie prowadzili sędziowie Kolegium Sędziów Podlaskiego ZPN:
Sędzia główny: Konrad Kiełczewski.
Asystenci: Wojciech Pawilcz i Krzysztof Jabłonowski.