Reklama

[VIDEO+FOTO] Koniec pucharowej przygody ŁKS-u

18/07/2012 22:28

Runda przedwstępna Pucharu Polski okazała się jednocześnie ostatnią dla Łomżyńskiego Klubu Sportowego 1926 Łomża. Biało-czerwoni ulegli w niej na własnym boisku II-ligowemu Świtowi Nowy Dwór Mazowiecki 0:3 i w sezonie 2012/13 walczyć będą po raz kolejny w rozgrywkach na szczeblu okręgu.

ŁKS próbował od początku meczu dyktować rywalom swoje warunki gry, jednak faworyzowany zespół Świtu nie pozwolił podopiecznym trenera Kopczewskiego na rozwinięcie skrzydeł. Co prawda pierwszy strzał w meczu oddał już w 1 min. Mateusz Laskowski, jednak uderzenie napastnika biało-czerwonych było bardzo lekkie i nie miało prawa zagrozić bramce gości. Na tym niestety, na długi czas skończyły się "okazje" gospodarzy, którzy zmuszeni zostali przez rywali do oddania inicjatywy i cofnięcia się na własną połowę.

Przez kolejne pół godziny wyraźną przewagę w polu uzyskali piłkarze Świtu, jednak oni również nie potrafili stworzyć sobie żadnej klarownej sytuacji do zdobycia gola. ŁKS próbował grać z kontry, ale szybkie straty piłki na rzecz zdecydowanie grających w defensywie gości powodowały, że łomżyńscy piłkarze nie potrafili przedrzeć się nawet w pobliże pola karnego Świtu. Dopiero w 34 minucie udało się "oszukać" obronę II-ligowca i wchodzący z lewej strony Laskowski świetnym podaniem obsłużył Jakuba Ambrożewicza. Grający dziś na prawej pomocy napastnik trafił jednak z 6 metrów dokładnie w bramkarza i pierwsza w tym meczu "setka" zakończyła się fiaskiem.

Reklama

Niewykorzystana sytuacja zemściła się 5 min. później, kiedy pewnie wykonujący rzut karny Łukasz Sosnowski dał swojej drużynie prowadzenie. Nikt by nie miał pretensji gdyby nie to, że rzut karny i dodatkowo żółta kartka dla debiutującego w ŁKS-ie Marcina Truszkowskiego były mocno kontrowersyjnymi decyzjami arbitra. Truszkowski bowiem, co prawda uderzył piłkę ręką we własnym polu karnym, jednak stało się to na skutek popchnięcia go przez jednego z zawodników Świtu, w wyniku czego łomżyński napastnik zaliczył dość nieprzyjemny upadek. Naszym zdaniem sędzia powinien w tej sytuacji odgwizdać faul na Truszkowskim, jednak stało się inaczej i od 39 min. ŁKS przegrywał 0:1.

Na drugą połowę biało-czerwoni wyszli z zamiarem odrobienia strat z pierwszej odsłony meczu. Niestety, doświadczony zespół Świtu nie pozwolił na zbyt wiele naszym piłkarzom, którzy nie byli w stanie opanować środka pola i skonstruować składnej akcji w ofensywie.

Reklama

Choć przyjezdni mieli wyraźną przewagę w posiadaniu piłki i grali wyraźnie lepiej, to oni również nie potrafili zagrozić bramce strzeżonej przez Daniela Iwanowskiego. Podopieczni trenera Reginisa mieli jednak inną broń, którą już potrafili wykorzystać - stałe fragmenty gry. Właśnie po jednym z nich, a dokładniej po rzucie rożnym, w 55 min. Piotr Bajera uderzeniem głową tuż przy słupku umieścił piłkę w siatce i podwyższył wynik na 2:0 dla Świtu.

Od tego momentu trener Kopczewski nakazał swoim napastnikom nie wracać do obrony, bo jak krzyknął: "Nie mamy czego bronić!". Łomżyński szkoleniowiec liczył zapewne, że pozostawionym "na desancie" napastnikom uda się wykorzystać jakiś błąd nowodworskiej obrony i rzeczywiście mogło tak się stać choćby w 63 min., kiedy bliski strzelenia kontaktowej bramki był Truszkowski. Na końcu był jednak jeszcze świetnie dziś grający w bramce Świtu Michał Bigajski, który nie tylko obronił wszystko co powinien, to jeszcze znakomicie kierował grą swoich kolegów z defensywy.

Reklama

W 82 min. dzieła zniszczenia dokonał po raz drugi w tym spotkaniu Sosnowski, który wykorzystał kolejny rzut karny, podyktowany tym razem całkowicie słusznie za faul na napastniku gości, wychodzącym na czystą pozycję. W końcówce spotkania ŁKS wreszcie doszedł nieco do głosu i stworzył kilka groźnych sytuacji pod bramką Świtu, jednak żadnej z nich nie udało się zamienić na honorowe trafienie.

Choć II-ligowy Świt wyraźnie przeważał przez większość meczu i wygrał najzupełniej zasłużenie, to jednak wynik zupełnie nie odzwierciedla przebiegu spotkania. Przede wszystkim przyjezdni nie stworzyli ani jednej klarownej sytuacji z gry, a wszystkie gole zdobyli po stałych fragmentach (dwa karne i rzut rożny) w tym pierwszego, który ustawił dalszy przebieg meczu, po mocno kontrowersyjnej decyzji sędziego. Po drugie, to ŁKS miał dwie 100% sytuacje, których co prawda nie wykorzystał, ale pokazał, że obrona gości nie jest wcale monolitem.

Reklama

- Coż można powiedzieć po porażce 3:0 u siebie, bardzo nam przykro, tym bardziej, że z przebiegu gry widać było, że mieliśmy swoje sytuacje. Niestety piłka jest taka, że trzeba je wykorzystywać, bo jak się nie wykorzystuje, to się przegrywa. Możemy mieć pretensje tylko do siebie, bo mieliśmy dwie klarowne sytuacje w pierwszej połowie, dwie świetne interwencje Bigajskiego w bramce Świtu, a im dłużej ten mecz trwał, tym narastała przewaga Świtu. Wyszło doświadczenie, zresztą też bardzo dobre stałe fragmenty gry, które przesądziły o wyniku tego spotkania - podsumował mecz trener Sławomir Kopczewski.

ŁKS zakończył przygodę z Pucharem Polski i może skoncentrować się na przygotowaniach do rozgrywek ligowych. W ich ramach, oprócz treningów, przewidziane są również mecze kontrolne. Najbliższy z nich biało-czerwoni rozegrają w sobotę w Warce, a przeciwnikiem będzie ekstraklasowy GKS Bełchatów. Ciekawostką jest fakt, że Marcin Truszkowski, który po kilku latach powrócił do Łomży, występował w przeszłości w drużynie z Bełchatowa.

Reklama
ŁKS 1926 Łomża - Świt Nowy Dwór Mazowiecki 0:3 Bramki: Sosnowski 39"(k), 82"(k), Bajera 55" ŁKS: Iwanowski, Grzybowski, Tarnowski, Urban, Cychol, Ambrożewicz (59" Mleczek), Drągowski (59" Tadaj), Bernatowicz, Rydzewski, Truszkowski, Laskowski (67" Karwacki) Świt: Bigajski, Sosnowski, Zawadzki, Gmitrzuk, Enof, Kamiński, Makowski (73" Świderski), Drwędzki, Strzałkowski, Ziombski, Bajera (57" Zych).

 Wkrótce zapraszamy z relację wideo z meczu 

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości