ŁKS 1926 Łomża wykorzystał potknięcie dwójki wyprzedzających go w tabeli III Ligi rywali i zmniejszył dzielący go od nich dystans do trzech punktów. W rozegranym dziś przy ulicy Zjazd w Łomży spotkaniu, podopieczni trenera Sławomira Kopczewskiego pewnie pokonali 2:0 zespół MKS-u Korsze.
Zarówno kibice, jak i część występujących w obecnej drużynie ŁKS-u zawodników, mieli dość nieciekawe wspomnienia ze spotkania z Korszami rozegranego w Łomży w poprzednim sezonie. Przypomnijmy, że wówczas to, z powodu gęstej mgły, spotkanie tych drużyn zostało przerwane w 39 min. przy stanie 1:0 dla ŁKS-u i dokończone następnego dnia. Dwie minuty wcześniej czerwoną kartkę obejrzał kapitan biało-czerwonych Łukasz Adamski, przez co do rozegrania pozostałej części meczu, podopieczni trenera Kopczewskiego przystąpili w dziesiątkę i przegrali go 1:2, grając w zdecydowanej większości opinii swoje najsłabsze spotkanie w sezonie. W dodatku Korsze "zwiedzały" wówczas dno tabeli. Spowodowało to wszystko decyzję zarządu łomżyńskiego klubu o rozstaniu z trenerem Mirosławem Dymkiem.
Dzisiejszy mecz miał więc dodatkowy "smaczek" i piłkarzom wyraźnie zależało, by zamazać złe wspomnienie. Widoczne to było już od pierwszego gwizdka arbitra. ŁKS, jak to ma ostatnio w zwyczaju, zaatakował by jak najszybciej objąć prowadzenie. Cel ten udało się zrealizować już w 10 min., choć sam gol wyglądał raczej dość niecodziennie. Znakomitym podaniem do Łukasza Grzybowskiego popisał się Marcin Truszkowski. Pomocnik ŁKS-u oddał strzał i w tym samym momencie został sfaulowany przez bramkarza, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, że uderzona przez niego piłka wciąż toczy się do bramki. Ostatecznie przekroczyła ona linię i sędzia odgwizdał gola, a po chwili ukarał bramkarza gości żółtym kartonikiem.
Zaledwie 3 min. czekali zgromadzeni na stadionie kibice, na kolejną bramkę. Uderzoną przez Tomasza Bernatowicza wysokim lobem piłkę przyjął Maciej Malinowski i strzałem z półwoleja umieścił ją w bramce Kotowskiego. Warto dodać, że dzisiejszy mecz był dopiero drugim spotkaniem rozegranym przez młodego wychowanka ŁKS-u w tym sezonie i zaliczył on już drugie trafienie do bramki rywali! Udowodnił tym samym, że decyzja trenera o daniu mu szansy nie była bezpodstawna, a gol strzelony w poprzednim meczu - nie był przypadkiem.
Po podwyższeniu wyniku ŁKS zrobił nieco miejsca gościom, nie na tyle jednak, by mieć specjalne powody do obaw. Mądra gra w destrukcji, skracanie pola gry i szybkie kontry, to strategia przyjęta na dalszą część spotkania. Po przerwie jednak biało-czerwoni postanowili chyba jednak spróbować postawić kropkę nad "i". Po powrocie na boisko ponownie zaatakowali przyjezdnych chcąc powiększyć przewagę o kolejną bramkę. Mogło się to udać w 56 minucie, kiedy po zamieszaniu w polu karnym i zablokowanym przez obrońców strzale, piłka trafiła do Bartosza Sulkowskiego. Pomocnik gospodarzy nie zastanawiając się huknął jak z armaty, jednak strzał był minimalnie niecelny i piłka trafiła tylko w boczną siatkę.
Z kolei w 62 min. przed okazją pokonania Kotowskiego stanął Truszkowski. Widząc, że bramkarz gości wyszedł dość daleko z własnej bramki spróbował, mimo ostrego kąta, technicznym uderzeniem przelobować go. Strzał okazał się jednak mało precyzyjny i piłka minęła bramkę MKS-u.
W dzisiejszym spotkaniu z dobrej strony pokazali się również wprowadzeni w końcówce rezerwowi. Choć weszli zaledwie na kilka minut, zdołali ożywić grę drużyny w końcowych minutach i zbudować akcję, po której Adrian Mleczek mógł w doliczonym czasie gry przypieczętować zwycięstwo swojego zespołu. Niestety, ostatnie podanie do Mleczka było na tyle mało dokładne, że piłkę spod jego nóg zdołali wybić obrońcy gości. Chwilę później sędzia zakończył spotkanie, a ŁKS zmazał plamę z meczu rozegranego w poprzednim sezonie.
- Nie ukrywam, że chcieliśmy osiągnąć tutaj nieco lepszy wynik, choć przyjechaliśmy w mocno okrojonym składzie. Przestrzegałem zespół przed tym, że musimy wytrzymać te pierwsze 15 minut, a wtedy być może będzie szansa na osiągnięcie remisu. To się jednak nie udało i ten początek ustawił całe spotkanie - skomentował mecz trener MKS-u Mirosław Miller.
- Cieszymy się, że udało nam się podtrzymać tutaj zwycięską passę po dobrym spotkaniu w Dąbrowie Białostockiej. Odnieśliśmy kolejne zwycięstwo, chociaż trzeba przyznać, że to było bardzo trudne spotkanie. Szybko strzeliliśmy bramkę i prowadziliśmy 1:0, ale goście też mieli swoje sytuacje i dzisiaj bardzo dobra dyspozycja Rafała Rakowieckiego w bramce pomogła nam w tym, żeby ten wynik z tyłu był na zero - mówił po spotkaniu trener Sławomir Kopczewski.
ŁKS 1926 Łomża - MKS Korsze 2:0 (2:0)
Bramki: Grzybowski 10, Malinowski 13
ŁKS: Rakowiecki, Tarnowski, Cychol, Urban, Kacprzyk (38 Laskowski, 87 Stachelski), Sulkowski, Grzybowski, Drągowski, Malinowski (89 Mleczek), Bernatowicz (80 Olesiński), Truszkowski Marcin
MKS: Kotowski, Piwiszkis, Suchodolski (37 Mikołajczyk), Sawicki, Branicki, Fedczak (45 Sawicki), Bukowski (37 Czyrski), Kozłowski (52 Solecki), Roksela, Miłoszewski, Miller