Po słabym, sennym spotkaniu, ŁKS 1926 Łomża 3:0 zwyciężył dziś Orła Kolno. Wynik, choć dość wysoki, mógł być dwukrotnie wyższy, gdyby nie rozregulowane celowniki biało-czerwonych. Również zaangażowanie ełkaesiaków w grę w tym meczu pozostawiło wiele do życzenia.
- Popełnialiśmy karygodne błędy w obronie, a zawodnicy grający w ofensywie również dzisiaj nie błyszczeli. Mam do nich o to pretensję, bo kibice dopiero wtedy zaczną do nas przychodzić, kiedy ta gra będzie z pasją, będziemy zdobywali bramki i będzie widać, że chcemy to robić. Niestety ta gra, szczególnie w drugiej połowie, była senna i nie dziwię się, jeżeli niektórzy na trybunach mogli zasnąć - skrytkował poczynania swoich podopiecznych w dzisiejszym meczu trener Mariusz Bekas.
Trudno odmówić racji szkoleniowcowi biało-czerwonych, bo przy większej chęci do gry w piłkę, ŁKS mógł dziś wygrać nawet dwucyfrowo i nie ma w tym żadnej przesady. Warto przypomnieć, że całkiem niedawno tę samą ekipę z Kolna, zespół rezerw ŁKS-u pokonał w meczu pucharowym 4:1 i wówczas Orzeł wystąpił nawet w mocniejszym składzie niż dziś, gdzie brakowało im aż trzech podstawowych zawodników.
Od początku spotkania inicjatywę na boisku przejęli gospodarze i wiadomo było, że to oni będą dyktować warunki gry. Zespół Orła, który w tym sezonie nie zdobył nawet jednego punktu, z góry skazywany był na porażkę i już od pierwszych minut nie było wątpliwości, że inny scenariusz nie wchodzi w grę.
Pierwszy strzał na bramkę Łukasza Łopatowicza oddał w 7 min. Łukasz Grzybowski. Łomżyński pomocnik ładnie przymierzył z 20 metrów, ale bramkarz Orła był na posterunku i odbił piłkę na rzut rożny. Chwilę potem, kolejny rzut rożny z prawej strony boiska wykonywał Robert Cychol. Piłka wrzucona na 5. metr wywołała spore zamieszanie pod bramką, strzału przewrotką nieudanie próbował Przemysław Olesiński, w końcu jednak futbolówka trafiła pod nogi Mateusza Laskowskiego, który bez zastanowienia z 3 metrów umieścił ją w bramce i ŁKS objął prowadzenie. Była to 8. min. meczu i do tego momentu ŁKS grał ofensywnie i gra ta mogła się podobać niezbyt licznie zgromadzonej publiczności.
Okazja do podwyższenia wyniku pojawiła się 5 min. później. Z prawej strony dośrodkował Laskowski, wprost pod nogi wbiegającego w pole bramkowe Jakuba Ambrożewicza. Grający dziś na szpicy napastnik nie zrobił jednak właściwego użytku z dokładnie zagranej piłki i zamiast lekko, technicznie przerzucić ją nad leżącym już bramkarzem do pustej bramki, uderzył na siłę trafiając wprost w golkipera Orła.
W 16 min. ładnym uderzeniem z dystansu popisał się Arian Mleczek, jednak równie ładną, jeśli nie ładniejszą paradą błysnął Łopatowicz i wynik nie uległ zmianie.
W ciągu trzech minut, pomiędzy 22 a 25 minutą, mogły paść kolejne trzy gole dla ŁKS-u. Najpierw, po dośrodkowaniu Olesińskiego głową uderzał Grzybowski. Strzał ten obronił golkiper gości. Minutę później Mleczek trafił w poprzeczkę, a w 25 min. nieudane dośrodkowanie Cychola z rzutu wolnego kompletnie zaskoczyło bramkarza przyjezdnych. Z pomocą jednak kolejny raz przyszła mu poprzeczka.
Ten okres gry ŁKS-u mógł się nawet podobać, gdyby nie tragiczny wręcz brak skuteczności, ponieważ w pierwszych 25 minutach powinno już być przynajmniej 3:0 i zawodnicy Orła mogliby jedynie dziękować, że tylko tyle. W końcu jednak wynik uległ zmianie za sprawą Ambrożewicza. W 28 minucie znalazł się on na drodze piłki uderzonej przez Grzybowskiego. Ambrożewicz zdołał odwrócić się w stronę bramki i płaskim uderzeniem z pola karnego pokonał Łopatowicza.
W pierwszej odsłonie meczu zawodnicy Orła Kolno oddali zaledwie dwa strzały na bramkę Rafała Rakowieckiego, w tym jeden celny z rzutu wolnego, który jednak nie sprawił łomżyńskiemu bramkarzowi żadnych problemów.
W przerwie apetyty kibiców mocno się zaostrzyły, po takiej liczbie sytuacji bramkowych w pierwszej połowie. Wkrótce po rozpoczęciu drugiej części spotkania okazało się jednak, że biało-czerwoni nie zamierzają się przemęczać i chcą po prostu dograć ten mecz do końca jak najmniejszym nakładem sił. Taką postawę ełkaesiaków dość nieporadnie próbowali wykorzystać piłkarze z Kolna, jednak nie było ich stać na stworzenie realnego zagrożenia pod bramką ŁKS-u.
Po przeciwnej stronie boiska również niezbyt wiele się działo i na stadionie, oprócz zimnego wiatru, zaczęło również wiać nudą. Przykro to pisać, ale jeżeli tak mają wyglądać derby, choćby były one meczem przyjaźni między kibicami, to rzeczywiście dobrą decyzją wielu łomżyniaków było pozostanie w domu zamiast przyjścia na mecz.
Sytuację próbował zmienić trener Bekas, wprowadzając na boisko rezerwowych. Swoje szanse na grę w pierwszej drużynie dostali młodzi wychowankowie ŁKS-u Rafał Maćkowski i Adam Święćkowski.
Szczególnie ten pierwszy, który miał okazję nieco dłużej pograć (od 67 min.), kilkakrotnie pokazał się z dobrej strony, nieźle wychodząc na pozycję na prawym skrzydle i wprowadzając tam trochę zamieszania.
To jednak akcja innego rezerwowego przyniosła okazję do podwyższenia wyniku. W 79 min. lewym skrzydłem zaatakował Marcin Gałązka, przedryblował obrońcę Kolna i wbiegł z piłką w pole karne, aby za chwilę dogrywać do kolegów znajdujących się już przed bramką. W tym momencie jednak, ograny obrońca nie wytrzymał i sfaulował łomżyńskiego pomocnika, co spowodowało użycie przez sędziego gwizdka i wskazanie na 11 metr. Pewnym egzekutorem "jedenastki" okazał się Łukasz Tarnowski i gol ten ustalił wynik meczu na 3:0.
W 82 min. jeszcze raz przed szansą pokonania Łopatowicza stanął Olesiński, ale z 5 metrów posłał piłkę nad poprzeczką bramki i było jasne, że ŁKS nic już tego dnia więcej z siebie nie wykrzesze.
- Bardzo trudno nam się grało, tym bardziej że nie mieliśmy trzech podstawowych zawodników. Wiadomo, że ŁKS ma tutaj całkiem inne cele niż my i to ŁKS był zespołem przeważającym przez cały mecz. My praktycznie nie stworzyliśmy sobie sytuacji do zdobycia bramki. Myślałem, że to będzie trochę lepiej szło, ale się nie poddajemy - krótko podsumował mecz trener Dariusz Narolewski.
- Po dzisiejszym meczu mam taki bardzo duży niedosyt, ponieważ wiedzieliśmy, że drużyna gości ma swoje problemy i założeniem było zdecydowanie szybsza gra w piłkę, co niestety nam się nie udawało. Strzeliliśmy trzy bramki, raczej po błędach indywidualnych, a nie potrafiliśmy dość dobrze rozegrać piłki przed polem karnym rywala i tych sytuacji nie było za dużo. Piłka przelatywała po polu karnym, ale nie za dużo z tego wynikało. Uważam, że przy takiej dysproporcji między drużynami, powinniśmy grać dużo lepiej i myślę, że chłopcy otrzymają ode mnie trochę negatywnych informacji po tym meczu - powiedział niezbyt usatysfakcjonowany postawą swoich zawodników w dzisiejszym spotkaniu trener Mariusz Bekas.
ŁKS 1926 Łomża - Orzeł Kolno 3:0 (2:0)
Bramki: Laskowski 7, Ambrożewicz 28, Tarnowski 79 (k)
ŁKS: Rakowiecki - Tarnowski, Malinowski, Cychol, Bernatowicz (Święćkowski) - Grzybowski, Rydzewski, Mleczek (67 Maćkowski), Olesiński - Ambrożewicz (57 Gałązka), Laskowski (32 Drągowski)
Orzeł: Łopatowicz - Prusinowski, Kotlewski (82 Pikuliński), Grala, Kosiński, Sadowski, Grygoriew (65 Juśkiewicz), Kiciński (45 Karpiński), Brzeziński (45 Bandaogo), Ossowski, Sałata
Wkrótce relacja wideo z meczu