Reklama

[VIDEO+FOTO] ŁKS przerwał złą passę

02/06/2012 10:16

Po trzech przegranych z rzędu meczach, piłkarze ŁKS 1926 Łomża spotkali się na swoim stadionie, wyjątkowo w piątek, ze spadającą z ligi Pogonią Łapy. Spadkowicz z ligi i najsłabsza drużyna wiosny, to wymarzony przeciwnik na przełamanie serii porażek. Jeśli jednak ktoś myślał, że biało-czerwoni wygrają gładko i wysoko, to się mocno pomylił. Co prawda bramek było sporo, bo aż pięć, ale dwie z nich strzelili goście, którzy nawet przez chwilę prowadzili w tym meczu. Ostatecznie ŁKS wymęczył zwycięstwo 3:2, ale chyba na większe pochwały zasługuje gra przyjezdnych, którzy potrafili stawić opór wyżej notowanym rywalom na ich terenie.

ŁKS rozpoczął mecz z dużym animuszem, próbując od pierwszego gwizdka sędziego zepchnąć zespół z Łap do głębokiej defensywy. Pogoń rzeczywiście cofnęła się, ale już w 2 min. drużynie z Łap udało się przeprowadzić szybką kontrę. W pole karne ŁKS-u wpadł z piłką Łukasz Minow, a za nim spóźniony Łukasz Tarnowski. Łomżyński obrońca sfaulował napastnika gości i sędzia bez żadnych wątpliwości wskazał na 11 metr. Rzut karny zdecydował się wykonać sam poszkodowany, jednak w tym momencie swoje doświadczenie pokazał Daniel Iwanowski. Bramkarz ŁKS-u najpierw zrobił co mógł, żeby nieco "zdenerwować" kapitana gości, po czy rozpoczął na linii bramkowej taniec, jakiego nie powstydziłby się sam Jerzy Dudek. W efekcie piłka uderzona z karnego poszybowała dobry metr nad bramką.

W 9 min. Tarnowski, który kilka minut wcześniej mógł być sprawcą utraty gola, po rzucie rożnym i interwencji bramkarza Pogoni Kamila Bujno, otrzymał piłkę na linii pola karnego. Nie zastanawiając się uderzył w kierunku bramki i ŁKS objął prowadzenie.

Reklama

W 17 min. powinno być 2:0 dla ŁKS-u. Znakomitą, prostopadłą piłkę w pole karne dostał Adrian Mleczek, ale w jej przyjęciu i uderzeniu przeszkodził mu kolega z drużyny, przez co jako pierwszy do piłki dopadł Bujno.

6 minut później okazało się, że niewykorzystana okazja zemściła się na ełkaesiakach. Silnym strzałem z dystansu próbował zaskoczyć Iwanowskiego jeden z zawodników Pogoni. Iwanowski obronił niebezpieczną piłkę, odbijając ją zgodnie z arkanami sztuki bramkarskiej do boku, tam jednak już czychał Minow, który tym razem nie pomylił się i umieścił futbolówkę w siatce.

Reklama

Do przerwy wynik już się nie zmienił, choć ŁKS wciąż próbował atakować. Głową strzelali Cychol i Ambrożewicz, jednak pierwszy niecelnie, a uderzenie drugiego wyłapał młody bramkarz Pogoni. Jeszcze w 45 min. silnym strzałem z dystansu popisał się Cychol, ale i tym razem piłka minęła bramkę gości.

Drugą połowę ŁKS rozpoczął podobną grą, co pierwszą część meczu, jednak trenerzy Lis i Mroczkowski postanowili nieco skorygować ustawienie. Po przerwie w składzie biało-czerwonych, w miejsce Roberta Cychola, pojawił się Mateusz Laskowski. Oznaczało to, że łomżyniacy zamierzają zagrać bardziej ofensywnie, na dwóch napastników i koniecznie wygrać to spotkanie.

Reklama

W 51 min. okazało się jednak, że każdy kij ma dwa końce. Po stracie piłki w środku pola trafiła ona do Dawida Ptaszyńskiego, który widząc daleko wysuniętego Iwanowskiego, bez zastanowienia uderzył z ponad 40 metrów w stronę bramki ŁKS-u. Piłka, lobując łomżyńskiego bramkarza, wpadła do bramki i Pogoń niespodziewanie objęła prowadzenie.

Goście z prowadzenia cieszyli się tylko 3 minuty, bowiem tylko tyle czasu potrzebował ŁKS by wyrównać. Strzałem sprzed pola karnego młodego bramkarza z Łap pokonał świętujący tego dnia urodziny Albert Rydzewski. Dwie minuty później powinno być 3:2, ale tym razem z dobrej strony pokazał się golkiper przyjezdnych, broniąc nie tylko bezpośredni strzał, ale również dobitkę ŁKS-u.

Reklama

Ale już w 64 min. okazał się on bezradny, gdy w zamieszaniu w polu karnym piłka trafiła do Laskowskiego, który sprytnym strzałem umieścił ją w bramce. Był to drugi gol zdobyty w tym tygodniu przez łomżyńskiego napastnika, który wrócił z testów u beniaminka I Ligi Miedzi Legnica. W zremisowanym 1:1 meczu sparingowym z drużyną Młodej Ekstraklasy Śląska Wrocław, Laskowski zaliczył trafienie dla Miedzi.

- Jestem w kontakcie z działaczami Miedzi Legnica, ale na dzień dzisiejszy nie wiem, czy dojdzie do transferu, bo kończy mi się wiek młodzieżowca. Wszystko zależy od tego, czy będą mnie widzieli w drużynie jako seniora - powiedział Laskowski.

Reklama

Po meczu trenerzy obu drużyn zwrócili uwagę na dobrą postawę drużyny z Łap, która mimo spadku nie "położyła się na murawie", tylko ambitnie walczyła próbując osiągnąć w Łomży korzystny rezultat, jakim byłby nawet remis.

- Przyjechaliśmy dzisiaj tutaj jak na pożarcie. Do 70 minuty jakoś to jeszcze wyglądało na boisku. Myślę, że sprawiliśmy Łomży nieco kłopotów i trzeba przyznać, że jestem dzisiaj bardzo zadowolony z drużyny, która pokazała dzisiaj charakter - chwalił swoich podopiecznych trener Grzegorz Niwiński.

Reklama

- Jeśli ktoś myślał, że dzisiaj łatwo wygramy, a słyszałem głosy "5:0", to mógł być troszeczkę rozczarowany. Widzimy, że do Łomży przyjeżdżają zespoły nawet już pogodzone ze spadkiem, ale grające ambitnie. Nie takie drużyny jak ŁKS gubią punkty ze słabszymi rywalami. Czasami gra się nie układa, ale dzisiaj też nasi zawodnicy grali ambitnie do końca i wygrali - stwierdził trener Marcin Mroczkowski.

ŁKS 1926 Łomża - Pogoń Łapy 3:2 Bramki: Tarnowski (9"), Rydzewski (54"), Laskowski (64") - Minow (23"), Ptaszyński (51") ŁKS: Iwanowski, Staniórski, Tarnowski, Urban, Cychol (46" Laskowski), Konopka (82" Pyko), Drągowski, Rydzewski, Szymański, Ambrożewicz (90" Maćkowski), Mleczek (75" Tadaj) Pogoń: Bujno, Minow, Demiańczuk, Ptaszyński, Grodzki, Marczuk, Jurczuk, Juźwa (90" Mikołajczyk), Markowski, Perkowski (86" Płoński), Brzozowski
Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości