Rozpoczął się proces ws. zabójstwa byłego wiceprezydenta Łomży Krzysztofa Choińskiego. Do Sądu Okręgowego w Łomży zostało doprowadzonych pięciu oskarżonych, od pół roku przebywających w areszcie tymczasowym. Mężczyźni przyznali się do winy, zaznaczając, że brali udział w biciu wiceprezydenta, bez zamiaru zabójstwa. - Każdy z oskarżonych przyznał się do zarzucanego czynu, każdy też stara się umniejszyć swoją winę, zrzucając ją na pozostałych- mówił po odczytaniu aktów oskarżenia prokurator Janusz Sobieski.
Oskarżeni to mężczyźni między 23. a 44. rokiem życia: 29-letni Grzegorz O., 24-letni Marcin S., 25-letni Sławomir C., 44-letni Andrzej K. i 23-letni Grzegorz B. Wszyscy poza ostatnim byli już karani, głównie za kradzieże, żaden nie miał też stałej pracy i dochodów.
Dziś oskarżeni składali wyjaśnienia i odpowiadali na ewentualne pytania sędziego Stanisława Guziejko i prokuratora.
Grzegorz O., uznany w toku śledztwa za najbardziej agresywnego, próbował łagodzić swoją rolę w śmiertelnym pobiciu wiceprezydenta.
- Nie biłem pana Choińskiego pogrzebaczem. (...) W pewnej chwili poszedłem do kuchni po czajnik z wodą, bo chciałem umyć mu twarz z krwi. Nie wiedziałem, że woda jest gorąca. Polałem ją na twarz pana Choińskiego i dopiero wtedy zorientowałem się, że to wrzątek- mówił oskarżony, jednocześnie przepraszając rodzinę byłego włodarza za to, co się stało.
Z zeznań pozostałych oskarżonych wynika, że to Grzegorz O. zainicjował złożenie przysięgi.
- Powiedział, że nikomu nie powiemy, co się stało. Jeśli ktoś nie dotrzyma słowa, dostanie "kosą". Uklękliśmy i obiecaliśmy- mówił Sławomir C.
Decyzję o wywiezieniu Krzysztofa Choińskiego do Rybna podjął Andrzej K. Twierdził, że był przekonany o tym, że Choiński już nie żył, kiedy mężczyźni przenieśli go do samochodu.
- Zdałem sobie sprawę z tego, co się stało. Nie wiedziałem, co robić. Przyszła mi do głowy rzeka i Rybno, może dlatego, że trochę znam tamte tereny- opowiadał oskarżony. Na pytanie sędziego Guziejko, czy brał pod uwagę wrzucenie pobitego wiceprezydenta do rzeki przyznał, że "pewnie był taki zamiar".
W czasie zabójstwa, do którego doszło w nocy z 18. na 19. października ubiegłego roku, oskarżeni byli pod wpływem alkoholu i amfetaminy. Wątpliwości i rozbieżność w wyjaśnieniach pojawiła się jedynie wobec 23-letniego Grzegorza B., który kierował fordem escort, którym sprawcy najpierw pojechali do bankomatu przy ul. Dwornej, gdzie próbowali wypłacić pieniądze z konta Krzysztofa Choińskiego, a potem ofiarę wywieźli do Rybna.
Przed kolejnym posiedzeniem Sąd zdecyduje m.in. o konieczności powołania biegłych i dodatkowych świadków. Oskarżonym grozi od 12 do 25 lat pozbawienia wolności lub dożywocie.