- Żadna z drużyn nie może czuć się skrzywdzona tym remisem - twierdzili zgodnie trenerzy ŁKS-u i Motoru Lubawa na pomeczowej konferencji prasowej. Zdaniem naszym i wielu obserwatorów meczu, było nieco inaczej, a przez trenera gości przemawiała duża doza kurtuazji. Powinien on bowiem czuć duży niedosyt przy takim wyniku tego spotkania. ŁKS 1926 Łomża zremisował we wtorek 1:1 spotkanie 23. kolejki III ligi z zajmującym przedostatnie miejsce w tabeli Motorem Lubawa. I trzeba jasno powiedzieć, że był to szczęśliwy remis, a uratowała go tylko doskonała postawa Rafała Rakowieckiego w bramce łomżyńskiej drużyny.
Podopieczni trenera Mariusza Bekasa dobrze zaczęli wtorkowe spotkanie. Potrafili utrzymać się przy piłce i byli stroną atakującą. To jednak goście jako pierwsi oddali strzał na bramkę, jednak uderzenie z 3 minuty było niecelne, a piłka poszybowała nad bramką Rakowieckiego. ŁKS odpowiedział już w kolejnej minucie strzałem Georgi Jinikashvili. Gruzin ładnie uderzył piłkę z woleja z 18 metrów, ale podobnie jak przed minutą, ten strzał również był niecelny. Chwilę później piłkę z rzutu wolnego wrzucał Robert Cychol, a najwyżej do tego dośrodkowania wyskoczył Łukasz Tarnowski. Jego strzał głową był pierwszym celnym uderzeniem w tym meczu, ale strzegący bramku Motoru Paweł Osasiuk nie miał żadnego problemu z jego obroną.
Trzy minuty później mogło być 1:0 dla przyjezdnych. Bardzo mocnym uderzeniem z dystansu popisał się Piotr Piceluk, a piłka po tym strzale zmierzała tuż pod poprzeczkę. I tu po raz pierwszy znakomitą interwencją zaimponował Rakowiecki, który z trudem, ale przeniósł futbolówkę nad bramką. Trzeba przyznać, że pomógł mu fakt, iż piłka zmierzała w środek bramki, nie mniej jednak była to interwencja dużej klasy, wymagająca bardzo dobrego refleksu.
W 14 min. indywidualną akcję lewym skrzydłem przeprowadził Przemysław Olesiński. Ograł dwóch obrońców, bramkarza i z bardzo ostrego kąta zmuszony był oddać strzał na bramkę, nie widząc żadnego wsparcia od kolegów. Piłka po tym uderzeniu zmierzała już do bramki, ale tu pojawiłsię kolejny obrońca gości i wybił ją z linii wprost pod nogi Daniela Kacprzyka. Ten uderzył na bramkę, ale dobitka okazała się niecelna.
Kolejne minuty przyniosły wyrównanie gry, która toczyła się głownie w środku boiska, a jeśli już któraś z drużyn zbliżyła się w okolice pola karnego rywala, to żaden z zawodników nie potrafił wypracować sobie pozycji strzeleckiej. Wszystko jednak zmieniło się w 28 minucie. Piłkę wówczas przechwycili obrońcy gości, którzy dwoma podaniami uruchomili na prawym skrzydle Piceluka. Ten wyszedł sam na sam z Rakowieckim i płaskim strzałem tuż przy bliższym słupku bramki pokonał łomżyńskiego golkipera, wyprowadzając swój zespół na prowadzenie i wzbudzając głośne okrzyki radości na ławce swojej drużyny.
Dwie minuty po wznowieniu gry ze środka boiska przed swoją drugą szansą stanął jednak Olesiński. Odebrał on piłkę obrońcy gości na 25 metrze i ruszył w pole karne. Kiedy jednak miał już przed sobą tylko bramkarza i należało tylko dobrze przymierzyć, zawahał się, zrobił jeszcze trzy kroki, przez co zdążył wrócić jeden z obrońców Motoru, który zablokował uderzenie w stronę bramki.
W 34 minucie piłka jednak wpadła do bramki Osasiuka, chwilę wcześniej jednak zabrzmiał gwizdek arbitra, którzy zatrzymał grę po faulu na bramkarzu gości. Końcówka pierwszej połowy nie różniła się za bardzo od wcześniejszej fazy gry, choć w 45 min. mogło dojść do wyrównania. Lewą stroną wpadł w pole karne Jakub Ambrożewicz i dośrodkował piłkę na 10 metr, jednak najwyżej wyskoczył obrońca gości, który wybił futbolówkę w pole.
N drugą połowę ŁKS wyszedł wyraźnie zmotywowany by odwrócić losy tego spotkania. JUż w trzy minuty po wznowieniu gry w pole karne Motoru dośrodkował Cychol, po czym dobrym uderzeniem popisał się Ambrożewicz. I tym razem jednak strzał został zablokowany, a piłka wyszła na rzut rożny. Ten stały fragment o mało nie przyniósł jednak wyrównania, a jego autorem mógł być Jinikashvili. Najniższy na boisku Gruzin wyskoczył bowiem najwyżej do wrzucanej z rogu piłki, ale jego strzał głową był minimalnie chybiony.
Kolejne minuty upływały pod znakiem huraganowych ataków biało-czerwonych. Efektów bramkowych to jednak wciąż nie przynosiło, choć dwukrotnie próbował zaskoczyć bramkarza przyjezdnych wprowadzony od początku drugiej połowy w miejsce Kacprzyka Mateusz Laskowski.
Za to w 64 minucie mogło być 2:0. Piłka uderzona z rzutu wolnego trafiła bowiem w słupek bramki Rakowieckiego i była to jak dotąd najlepsza okazja gości w drugiej połowie. Niewykorzystane okazje lubią się jednak mścić i tak też było tym razem. Dwie minuty po słupku przyszło wyrównanie. Piłkę z rzutu wolnego wrzucał w pole karne Albert Rydzewski. Błąd popełnił bramkarz gości, który podczas interwencji minął się z futbolówką i w konsekwencji trafiła ona do Ambrożewicza. Napastnik ŁKS-u, choć stał odwrócony tyłem do bramki, zdołał obrócić się i strzelił gola na 1:1.
Kilka minut później napór ŁKS-u zaczął słabnąć i na 10 minut przed końcem trener Bekas zdecydował się postawić wszystko na jedną kartę. W miejsce Macieja Malinowskiego wprowadził starszego z braci Kraska - Daniela, przechodząc tym samym do gry trójką w obronie i wzmacniając ofensywę. Był to wyraźny sygnał, że trener chce ten mecz wygrać. Niestety, choć wcześniejsze zmiany ożywiły grę ełkaesiaków, czego efektem było wyrównanie, to ta ostatnia roszada w składzie nie wniosła zbyt dużo dobrego. Skutkiem ubocznym postawienia na zmasowany atak było otwarcie tyłów na groźne kontry i gra, zamiast koncentrować się wokół pola karnego Motoru, przeniosła się na przewległy kraniec boiska. Tam jednak niepodzielnie rządził Rafał Rakowiecki, który obronił wszystkie, bardzo groźne strzały gości i uratował biało-czerwonym remis.
- Nie ukrywam, że przyjechaliśmy tutaj po jakieś punkty. Wiedzieliśmy, że będziemy grać z mocną drużyną i staraliśmy się grać jak najlepiej. Już ostatni mecz w Lubawie potwierdził jakiś progres i zwyżkę formy w naszej grze. Tym bardziej, że te punkty są bardzo potrzebne w sytuacji w jakiej się znajdujemy. Udało nam się dosyć szybko strzelić bramkę, która też ustawił dalszy przebieg meczu. Po przerwie, tak się spodziewaliśmy, drużyna gospodarzy zdominowała środkową strefę boiska i stwarzała sobie, szczególnie z bocznych sektorów, jakieś sytuacje do zdobycia bramki. Udało nam się przetrzymać ten okres. W końcówce mieliśmy kilka sytuacji po kontrach, ale nie udało się strzelić bramki. Myślę, że remis, w kontekście sytacji jakie stworzyliśmy, nie jest krzywdzący dla żadnej ze stron - podsumował spotkanie trener Motoru Marek Olejniczak.
- Zgadzam się z trenerem gości, że ten remis nie jest krzywdzący. Te sytuacje wynikały oczywiście z przebiegu meczu. W pierwszej połowie popełniliśmy katastrofalny błąd w defensywie i to dwóch bardzo doświadczonych zawodników. Nie powinno się tak zdarzyć, żeby padła taka bramka. Mieliśmy swoje szanse w tej pierwszej połowie, ale ta gra nam się nie zazębiała. W drugiej połowie zmiennicy wnieśli dużo świeżości i było widać, że z minuty na minutę się rozpędzamy. Zdobyliśmy bramkę, była szansa by zdobyć drugą i wtedy byłaby szansa na zwycięstwo. Wiadomo, że w ostanich minutach odkryliśmy się aby do końca walczyć o zwycięstwo. Niestety nie udało się, a swoje wysokie umiejętności pokazał w tym momencie Rakowiecki i tutaj duże słowa uznania, ale widomo, że jest on dużej klasy specjalistą w tej lidze. Duże słowa uznania dla wszystkich zawodników, bo ten mecz został bardzo mocno wybiegany - mówił trener Mariusz Bekas, po którym nie było jednak widać nawet cienia zadowolenia z uzyskanego rezultatu.
ŁKS 1926 Łomża - Motor Lubawa 1:1 (0:1)
Bramki: 28" Piceluk - 66" Ambrożewicz
ŁKS: Rakowiecki, Tadaj, Malinowski (81 Daniel Kraska), Tarnowski, Cychol, Kacprzyk (46 Laskowski), Rydzewski, Marcin Kraska (61 Mleczek), Olesiński, Ambrożewicz, Jinikashvili (50 Stachelski)
Motor: Osasiuk, Kowalski, Waląg, Wiełecha, Dymowski, Jabłonowski, Piceluk, Rzeźnikiewicz, Śnieżawski, Lipowski, Licznierski