Reklama

[VIDEO+FOTO] Rozczarowani wynikiem. Liczyli na zwycięstwo

28/08/2013 22:32

- Myślę, że wszyscy jesteśmy, ja i chłopaki, rozczarowani wynikiem, bo na pewno nie takiego oczekiwaliśmy, to jasne - przyznał po meczu trener ŁKS-u Krzysztof Przytuła. Piłkarze Łomżyńskiego Klubu Sportowego 1926 Łomża zremisowali 1:1 spotkanie piątej kolejki III ligi z Turem Bielsk Podlaski. Mimo niewielu bramek w meczu były jednak emocje, walka i kontrowersyjna decyzja sędziego, który zdaniem wielu obserwatorów sprezentował gościom rzut karny.

Od pierwszych minut spotkania widać było nastawienie obu drużyn. Drużyna Tura najwyraźniej przyjechała do Łomży po remis nie śmiąc marzyć nawet o czymkolwiek więcej. Podopieczni Grzegorza Pieczywka od samego początku wycofali się na swoją połowę i całą drużyną bronili dostępu do swojej bramki. ŁKS natomiast, nastawiony na grę ofensywną długimi fragmentami nie schodził z połowy przeciwnika, zmuszony do gry w ataku pozycyjnym. Trzeba przyznać, że ta gra całkiem nieźle biało-czerwonym wychodziła. Długo rozgrywali oni piłkę zmuszając rywali do biegania za nią, a w sprzyjających momentach próbowali zagrać kilkoma szybkimi podaniami na jeden kontakt i wymanewrować defensywę Tura. Ełkaesiacy próbowali też strzałów z dystansu. Już w 11 minucie mocnym uderzeniem z 20 metrów strzegącego bramki gości Łukasza Szczepanika próbował zaskoczyć Marcin Gałązka. Ta pierwsza próba była minimalnie nieudana, a piłka o centymetry minęła spojenie słupka z poprzeczką.

Co mogło się podobać kibicom zgromadzonym na stadionie przy ulicy Zjazd 18, to ogromne zaangażowanie całej łomżyńskiej drużyny, jej ambicja i wola walki. Po każdej stracie piłki od razu kilku ełkaesiaków doskakiwało do rywala i najczęściej ten natychmiastowy pressing przynosił efekt w postaci odzyskania piłki i kolejnego ataku. Po jednym z takich odbiorów niepilnowany z lewej strony pola karnego gości został Maciej Malinowski, którego szybkim, prostopadłym podaniem uruchomił Robert Cychol. Młody obrońca zachował się w tej sytuacji jak rasowy napastnik. Spokojnie wyczekał aż bramkarz zrobi ruch w kierunku wbiegającego środkiem Mateusza Laskowskiego i kiedy już to nastąpiło, strzelił w sam środek bramki wyprowadzając ŁKS na zasłużone prowadzenie.

Reklama

Po stracie gola piłkarze Tura wcale nie rzucili się do odrabiania strat. W dalszym ciągu próbowali jedynie przeszkadzać grającym piłką gospodarzom, którzy niepodzielnie panowali na boisku. Przed przerwą nie udało się jednak podwyższyć wyniku i zawodnicy zeszli z murawy przy stanie 1:0 dla ŁKS-u.

Na drugą połowę zespół z Bielska Podlaskiego wyszedł jakby odmieniony. Najwyraźniej w szatni musiało wydarzyć się coś takiego, co zdopingowało gości do walki o korzystny rezultat. Zaraz po gwizdku arbitra rzucili się oni wręcz na gospodarzy chcąc jak najszybciej doprowadzić do wyrównania. Okazało się to jednak bardzo trudnym zadaniem dla podopiecznych trenera Pieczywka, bo obrona ŁKS-u była świetnie dysponowana, a jeśli już popełniała błędy, to piłkarze Tura nie potrafili ich wykorzystać strzelając Panu Bogu w okno. Gra jednak wyrównała się i już nie było mowy o takiej dominacji ŁKS-u jak w pierwszych 45 minutach.

Reklama

Większe zaangażowanie przyjezdnych w ofensywie stwarzało jednak okazje do kontrataków i to w nich swojej szansy na podwyższenie wyników upatrywali zawodnicy ŁKS-u. W 68 minucie po takiej szybkiej akcji w doskonałej sytuacji do zdobycia bramki znalazł się Laskowski. Łomżyński napastnik przyjął piłkę na klatkę piersiową na piątym metrze od bramki Szczepanika i gdyby mimo asysty obrońcy uderzył od razu na bramkę, prawdopodobnie zdobyłby gola. Laska jednak pozwolił piłce spaść na murawę i jeszcze chwilę przy niej "zatańczył" zanim oddał strzał. Ta chwila pozwoliła bramkarzowi lepiej się ustawić i bez problemu złapał on zbyt lekko zresztą uderzoną piłkę.

W 74 minucie nastąpiła sytuacja, po której neutralni dotąd wobec sędziego kibice, zmienili swoje nastawienie i to na pewno nie na lepsze. Delikatny kontakt obrońcy ŁKS-u z napastnikiem gości sprowokował tego ostatniego by jak rażony piorunem padł na murawę w polu karnym, a sędzia bez chwili wachania gwizdnął i wskazał "na wapno". Minutę później było już 1:1, a skutecznym egzekutorem "jedenastki" okazał się Mateusz Jakubowski. Trzeba jednak przyznać, że Łukasz Łopatowicz wyczuł doskonale intencje strzelca i miał piłkę na rękawicach. Uderzenie było jednak mocne i precyzyjne, dlatego łomżyński bramkarz nie miał szans na jego obronę.

Reklama

Po stracie gola ŁKS rzucił się wręcz do gardeł rywalom. Do końca meczu pozostał kwadrans i podopieczni trenera Przytuły koniecznie chcieli wykorzystać ten czas, by ponownie objąć prowadzenie. W 79 minucie mocnym strzałem z linii pola karnego popisał się Gałązka, ale równie efektowną paradę zaprezentował bramkarz Tura i na tablicy świetlnej nadal widniały dwie jedynki. Zaledwie minutę później indywidualnym rajdem środkiem boiska wpadł w pole karne Rafał Maćkowski. Strzał młodego pomocnika ŁKS-u minimalnie jednak minął słupek zaczepiając po drodze boczną siatkę, co wzbudziło aplauz na trybunach, gdyż kibice myśleli, że piłka wpadła do bramki. W 88 minucie na uderzenie z dystansu zdecydował się jeszcze Laskowski, ale choć z problemami, również to uderzenie obronił golkiper przyjezdnych.

W doliczonym czasie gry zadrżały jednak serca fanów biało-czerwonych. Niewiele brakowało, aby zdecydowanie słabsza w tym meczu drużyna Tura zdołała wygrać to spotkanie. Jeden z zawodników gości zauważył, że daleko przed bramkę wysunięty jest Łopatowicz. Bez namysłu uderzył z dużej odległości próbując przelobować bramkarza ŁKS-u i zrobił to na tyle dobrze, że piłka zmierzała tuż pod poprzeczkę. Cofając się Łopatowicz zdołał jednak przerzucić piłkę nad bramką i mecz skończył się remisem, który bardzo ucieszył trenera gości.

Reklama

- Dzisiaj zdobyliśmy jeden punkt na trudnym terenie. Wiedzieliśmy jak Łomża gra dobrze w piłkę, wszyscy dokoła to mówią i nie było dzisiaj łatwo ale walką i zaangażowaniem nadrobiliśmy inne braki, które mamy i udało się ten punkt wywieźć - mówił po meczy trener Grzegorz Pieczywek.

- Od strony taktycznej źle to dzisiaj wyglądało w mojej opinii, w szczegóły nie chcę tutaj wchodzić, myślę, że to sobie spokojnie wyjaśnimy już jutro. Być może to ja gdzieś popełniłem błąd w treningach, bo dzisiaj pierwsza połowa była słaba jeżeli chodzi o parametry fizyczne. Muszę sobie to przemyśleć, co było nie tak. Martwi na pewno kolejny rzut karny, bo to już chyba trzeci. Brak agresji w polu spowodował, że ta agresja pojawiła się w końcówce w polu karnym - komentował spotkanie trener Przytuła.

Reklama

ŁKS 1926 Łomża - Tur Bielsk Podlaski 1:1 (1:0)

Bramki: Malinowski Maciej 22" - Jakubowski Mateusz 75" (k)

ŁKS: Łopatowicz - Malinowski Maciej, Malinowski Marcin (45" Lelujka), Kacprzyk, Cychol - Gałązka (83" Lemański), Speichler, Rydzewski, Kraska Marcin (65" Maćkowski) - Laskowski, Olesiński (77" Kraska Daniel)

Tur: Szczepanik - Marcinkiewicz, Gudewicz, Naliwajko, Kulikowski, Car, Lewczuk, Karwacki, Kosiński, Kesler, Daniłowski

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości