Reklama

[VIDEO+FOTO] Rozregulowane celowniki piłkarzy ŁKS-u

24/05/2013 06:45

Brak skuteczności to grzech, jakiego nie wybacza rywal pokroju Mrągowii Mrągowo. Piłkarze Łomżyńskiego Klubu Sportowego 1926 Łomża, po niezłej grze lecz zerowej skuteczności przegrali przed własną publicznością zaległy mecz 20. kolejki III ligi 0:3. Trudno odmówić podopiecznym Marcina Mroczkowskiego woli walki i zaangażowania w tym spotkaniu. Wyraźnie widać było, że zależy im na zwycięstwie. Często jednak zdarza się tak, że jak się bardzo chce, to właśnie wtedy nic nie wychodzi. Tak było w tym meczu, gdzie biało-czerwoni, choć przez cały czas prowadzili grę i stworzyli sobie kilka naprawdę dobrych sytuacji do strzelenia gola, tej sztuki nie zdołali dokonać. Trudno jednak strzelać gole, jeśli w całym meczu oddaje się zaledwie jeden celny strzał.

Od pierwszego gwizdka arbitra ŁKS ruszył do ataku. Już w 2 minucie na strzał z 20 metrów zdecydował się Łukasz Tarnowski, ale kapitan ŁKS-u uderzył niecelnie. Mrągowia tylko w pierwszych minutach spotkania próbowała dotrzymać kroku biało-czerwonym, szybko jednak została zepchnięta do defensywy. Nie była to jednak obrona rozpaczliwa lecz spokojna i przemyślana. Za każdym razem, kiedy udało się odebrać piłkę łomżyńskim zawodnikom następowała próba szybkiego kontrataku. Po jednym z nich i faulu w okolicach pola karnego ŁKS-u Mrągowia wykonywała rzut wolny. Piłka wrzucona na piąty metr wywołała duże zamieszanie, ostatecznie jednak została wybita przez łomżyńskich defensorów. Był to jednak pierwszy sygnał ostrzegawczy dla biało-czerwonych.

Reklama

W 10 minucie miało miejsce pierwsze i ostatnie w tym spotkaniu celne uderzenie na bramkę Piotra Osmańskiego, a jego autorem był Adrian Mleczek. Trzy minuty później ponownie odgryźli się goście strzelając tuż przy słupku bramki Rafała Rakowieckiego. Przewaga ŁKS-u, choć nie malała, nie była jednak na tyle duża, by broniąca się niemal całym zespołem Mrągowia nie była w stanie się jej oprzeć. Momentami w polu karnym gości robiło się tak gęsto, że piłka choćby nie wiadomo jak uderzona, musiał trafić w któregoś z zawodników gości. Tak właśnie zablokowane zostały strzały Tarnowskiego czy Ambrożewicza, po bardzo efektownej zresztą indywidualnej akcji, w której łomżyński napastnik ograł jednocześnie dwóch obrońców Mrągowii.

W 23 minucie kontuzji lewego kolana doznał Mleczek, który nie był w stanie kontynuować gry i chwilę później został zmieniony przez Mateusza Laskowskiego. W kilka minut po wejściu na murawę Laskowski stanął przez idealną okazją do zdobycia bramki i objęcia prowadzenia. Po dość przypadkowym zagraniu i odbicu piłki znalazł się on sam na sam z bramkarzem gości. "Laska" spróbował przelobować Osmańskiego i nawet mu się to udało... Gola jednak nie strzelił, bo wraz z bramkarzem przelobował również bramkę.

Reklama

W 35 minucie ładnym strzałem z rzutu wolnego popisał się Robert Cychol. Strzał, choć ładny, skierowany był jednak o pół metra za wysoko, przez piłka przeleciała nad poprzeczką. Podobnie zakończyła się dwie minuty później równie ładna próba uderzenia przewrotką w wykonaniu Przemysława Olesińskiego.

Kiedy już pierwsza połowa zbliżała się ku końcowi, ponownie w idealnej sytuacji znalazł się Laskowski. Otrzymał on doskonałe prostopadłe podanie, a przed sobą miał tylko bramkarza. Tuż zajego plecami był jednak obrońca, który nic nie robił sobie z tego, że łomżyński napastnik znajduje się w obrębie pola karnego i mocno popchnął Laskowskiego. Ten upadając zdołał jeszcze oddać niecelne uderzenie i kiedy wszyscy byli przekonani, że za chwilę obejrzą rzut karny a agresywny obrońca dodatkowo jeszcze czerwoną kartkę, sędzia nakazał wznowienie gry z 5 metra od bramki gości. Uczynili oni to bardzo szybko, co okazało się kluczowym momentem całego meczu. Gospodarze bowiem nie skończyli jeszcze protestować kiedy stracili pierwszego gola. Część z nich nawet pewnie nie zdążyła zauważyć jak się to stało. Po szybkim wznowieniu gry wystarczyło długie podanie, chwila gapiostwa łomżyńskich obrońców i Mariusz Machniak, który takich sytuacji nie zwykł marnować.

Reklama

Drugą połowę ŁKS rozpoczął tak samo jak cały mecz, a jej przebieg był bliźniaczo podobny do pierwszej. Już w 46 minucie lewym skrzydłem pod pole karne przedarł się Cychol i dośrokował piłkę na wbiegającego Laskowskiego. Ten jednak ledwie sięgnął futbolówki, która minęł bramkę Osmańskiego.

W kolejnych minutach nic specjalnego nie działo się na boisku. ŁKS atakował, Mrągowia dobrze się broniła i próbowała kontrataków, czyli wszyscy grali swoje. W 56 minucie po jednej z takich kontr mogło być 0:2, na szczęście strzał jednego z zawodników gości był lekki i w środek bramki, dlatego Rakowiecki nie miał problemu z jego obroną. Za to pięć minut później kolejna kontra przyniosła rzut rożny, po którym najwyżej do piłki wyskoczył Przemysław Kulig i strzałem głową umieścił piłkę w siatce podwyższając tym samym prowadzenie Mrągowii do dwóch bramek.

Reklama

Kolejne ataki ŁKS-u nie przynosiły nic nowego. Albo kończyły się na linii obrony gości, albo niecelnymi strzałami Tarnowskiego w 64 minucie czy Bartosza Stachelskiego kilka minut przed końcem. Mrągowia konsekwentnie się broniła licząc na szybkość i skuteczność swoich napastników i w doliczonym czasie gry doczekała się kolejnego gola. Kontra poszła lewym skrzydłem skąd jeden z zawodników gości postanowił dośrodkować piłkę w pole karne. Na drodze futbolówki znalazł się jednak wracający Konopka, a odbita piłka całkiem zmyliła Rakowieckiego i wpadła do bramki. Jako, że zawodnik gości nie strzelał a wyraźnie dogrywał, zmuszeni jesteśmy zaliczyć to trafienie Konopce jako "swojaka".

Kilka minut wcześniej sfrustrowany Ambrożewicz za głośną (bardzo głośną) dyskusję z sędzią na temat jego ostatniej decyzji ukarany został przez arbitra żółtą kartką. Był to już drugi żółty kartonik Ambrożewicza w tym meczu przez co po chwili ujrzał również czerwony i musiał przez końcem meczu zejść do szatni.

Reklama

- Nie wyszedł nam ten mecz, wynik mówi sam za siebie. Przegraliśmy, bo byliśmy dzisiaj zespołem gorszym. Gra się tak, jak przeciwnik pozwala. Dzisiaj Mrągowia nie pozwoliła nam na zbyt wiele. Mieliśmy dwie stuprocentowe sytuacje sam na sam, nie wykorzystaliśmy ich i niestety. W drugiej z nich Mateusz był pchnięty przez obrońcę, nie mnie jednak oceniać decyzję sędziego. Ja wiem, że na Mateusza wywierana jest presja. Napastnika rozlicza się z bramek, a on dzisiaj nie strzelił żadnej, trudno więc uznać, że zagrał dobry mecz. Czasem tak jest, że ma się w meczu jedną czy dwie sytuacje i trzeba je wykorzystać. W meczu z Granicą miał ich więcej i jedną bramkę strzelił - podsumował grę swojej drużyny Marcin Mroczkowski.

ŁKS 1926 Łomża - Mrągowia Mrągowo 0:3 (0:1)

Reklama

)ŁKS: Rakowiecki - Tadaj, Tarnowski, Konopka, Cychol - Olesiński, Malinowski (58" Bernatowicz), Kacprzyk (76" M. Kraska), Mleczek (26" Laskowski) - D. Kraska (58" Stachelski), Ambrożewicz

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości