Reklama

[VIDEO+FOTO] To był prawdziwy pech! ŁKS przegrywa w Grajewie

13/10/2012 19:24

Prawdziwy pech prześladować zaczął piłkarzy ŁKS 1926 Łomża. Po ubiegłotygodniowych wyczynach sędziego i przegranym u siebie meczu z Wissą Szczuczyn, dziś grający w osłabieniu po dwóch czerwonych kartkach ełkaesiacy, ulegli na wyjeździe Warmii Grajewo 1:0. Warto jednak podkreślić, że biało-czerwoni nawet grając w 10 byli lepsi od rywali i dopiero mając dwóch zawodników mniej zaczęli stopniowo ulegać przewadze liczebnej gospodarzy. Nawet wówczas jednak, dość długimi fragmentami, podopieczni trenera Mariusza Bekasa potrafili zepchnąć piłkarzy Warmii do defensywy i zamknąć ich we własnym polu karnym.

ŁKS rozpoczął spotkanie z jedną myślą. Do Grajewa biała-czerwoni przyjechali po komplet punktów i żadna inna opcja nie była brana pod uwagę. Widoczne to było od pierwszego gwizdka sędziego. Łomżanie natychmiast ruszyli do ataku i bardzo szybko osiągnęli przewagę w każdym elemencie gry.

W 11 min. miała miejsce pierwsza kontrowersyjna sytuacja w polu karnym Warmii. Po uderzeniu Mateusza Laskowskiego piłka trafiła w rękę jednego z obrońców gospodarzy, jednak sędzia uznał, że nie było w tej sytuacji celowego zagrania piłkarza z Grajewa i nie podyktował rzutu karnego. Odległość rzeczywiście była niewielka i nawet gdyby zawodnik gospodarzy chciał cofnąć rękę, którą w naturalny sposób miał w górze będąc w wyskoku, to nie miał na to szansy. Nie mniej jednak była to pierwsza klarowna sytuacja do objęcia prowadzenia przez ŁKS.

Reklama

Za to w 27 min. powinno być 1:0 dla łomżan. Rzut rożny wykonywał Karol Drągowski. Wrzucona przez niego w pole karne piłka trafiła wprost na głowę Cychola, który skierował ją w stronę bramki strzeżonej przez Krzysztofa Gieniusza. Kiedy łomżyńscy kibice, których ok 150 dopingowało swój zespół, już mieli krzyknąć "jeeeeest!", okazało się, że piłka trafiła jedynie w poprzeczkę i wynik meczu pozostał bez zmian.

W 37 min., nie po raz pierwszy już w tym spotkaniu, z dobrej strony pokazał się Jakub Ambrożewicz. Tym razem znakomitym zagraniem "wypuścił" Marcina Truszkowskiego, który znalazłby się w idealnej sytuacji do pokonania Gieniusza gdyby nie to, że sędzia liniowy podniósł chorągiewkę sygnalizując spalonego naszego napastnika.

Reklama

Chwilę później jednak na wyżyny swoich umiejętności musiał wznieść się dobrze dziś grający w bramce Warmii Gieniusz. Obronił on kolejno strzały Truszkowskiego i Ambrożewicza w sposób, jakiego nie powstydziłby się zapewne żaden golkiper grający w wyższej lidze.

Do 40 min. przewaga ŁKS-u nie podlegała dyskusji. Gospodarze do tego momentu nie stworzyli nawet jednej sytuacji bramkowej, podczas gdy biało-czerwoni mogli już prowadzić nawet kilkoma bramkami. Mogli, gdyby nie brak szczęścia (poprzeczka) i świetna postawa bramkarza Warmii. W 40 min. jednak dotychczasowy brak szczęścia zamienił się w pecha. Oto drugą żółtą kartką i w konsekwencji czerwoną, co ciekawe po drugim faulu na tym samym zawodniku gospodarzy (Chylińskim), z którym najwyraźniej sobie nie radził, ukarany został... Tomasz Bernatowicz. Dość niespotykana sytuacja, bo jak wszyscy wiedzą "Berni" nie zwykł łapać zbyt wielu żółtych kartek, a już dwóch w jednym meczu w barwach ŁKS chyba jeszcze nie było. Tak się jednak stało i łomżanie od tego momentu musieli grać w osłabieniu.

Reklama

Chwilę po tej sytuacji, nim jeszcze gra została wznowiona, skoczyli do siebie piłkarze obu drużyn. Oczywiście po stronie ŁKS-u nie mogło w tej sytuacji zabraknąć Roberta Cychola, który znany jest z tego, że chętnie bierze udział w boiskowych "zadymach". Sędzia w tej sytuacji po równo "obdarował" kartkami zawodników obu drużyn: wspomnianego Cychola z ŁKS-u i Kosińskiego z Warmii. Nie wspominalibyśmy o tej sytuacji gdyby nie to, że miała ona wpływ na dalsze losy całego spotkania. Oto bowiem zaledwie 4 min. później brutalnym faulem na bramkarzu grajewian "popisał się" właśnie Cychol, za co obejrzał po raz drugi żółty kartonik (w konsekwencji czerwony) i musiał opuścić plac gry, a ŁKS przez całą drugą połowę musiał grać w dziewiątkę.

Sytuacja ta spowodowała, że nowy trener biało-czerwonych uznał za jeden z priorytetów swojej pracy w najbliższym okresie "okiełznanie" niektórych swoich podopiecznych.

Reklama

- W najbliższym czasie muszę położyć nacisk na to, żeby zawodnikom nie "grzały się" tak szybko głowy. Oczywiście walka sportowa musi mieć miejsce na boisku, ale nie możemy sami się osłabiać. Trzeba popracować nad tym, żeby te głowy spokojnie funkcjonowały w czasie meczu - zapowiedział Mariusz Bekas.

Zrozumiałym jest zatem, że na drugą połowę ŁKS wyszedł z zamiarem wywiezienia z Grajewa choćby remisu, co biorąc pod uwagę konieczność gry przez co najmniej 45 minut bez dwóch zawodników, byłoby całkiem niezłym wyczynem. Oczywiście również nastawienie zawodników Warmii zmieniło się. Zaczęli oni śmielej atakować i dążyć do strzelenia gola, okazało się jednak wkrótce, że nawet mając dwóch piłkarzy więcej na boisku, nie są oni w stanie poważnie zagrozić bramce Rafała Rakowieckiego. Po kilku minutach takiej gry biało czerwoni na nowo w przerwie ustawieni przez trenera zaczęli jakby oswajać się z całą tą sytuacją i coraz śmielej atakować. W pewnym momencie nawet (od 53 do 58 min.) zdołali zamknąć liczniejszą Warmię w obrębie własnego pola karnego wykonując w tym czasie kolejno rzut wolny i dwa rzuty rożne oraz groźnie, acz niecelnie, uderzając w kierunku bramki gospodarzy (strzał Truszkowskiego).

Reklama

Taka sytuacja mimo wszystko nie mogła trwać wiecznie. Przewaga dwóch zawodników musi prędzej czy później uwidocznić się na boisku i tak właśnie było również tym razem. Warmia, kiedy przetrwała ataki gości, sama ruszyła do ataku i w 61 min. bliska była objęcia prowadzenia. Tym, który o mało nie pokonał Rakowieckiego był niestety Łukasz Tarnowski, który po dośrodkowaniu jednego z gospodarzy fatalnie skiksował. Na szczęście bramkarz ŁKS-u wcale nie był dziś w gorszej formie od swojego vis a vis i niemal cudem odbił nad bramką piłkę skierowaną do niej przez własnego obrońcę.

W kolejnych minutach, mimo optycznej (i liczebnej) przewagi gospodarzy, piłkarze Warmii wciąż nie byli w stanie przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę. Im większą liczbą natomiast atakowali, tym bardziej narażali się na groźne kontry ŁKS-u, który skrzętnie starał się takie okazje wykorzystywać.

Reklama

W końcu przyszła jednak feralna 84 min., a z nią to, co wydawało się nieuchronne. Po kilkuminutowym oblężeniu bramki Rakowieckiego i rzucie rożnym najwyżej do piłki wyskoczył wprowadzony kilka minut wcześniej Konrad Kowalko i wpakował ją głową do siatki, wyprowadzając jednocześnie swój zespół na prowadzenie.

Po utracie gola w końcówce meczu biało-czerwoni rzucili się do ataku. W ostatnich minutach meczu, mimo gry w mniejszości i zmęczenia to ŁKS prowadził grę dążąc do strzelenia wyrównującej bramki. Ta sztuka podopiecznym trenera Bekasa jednak się nie udała i nowy szkoleniowiec ŁKS-u musiał w debiucie przełknąć gorycz porażki.

Reklama

- Niestety nie udało nam się zdobyć żadnego punktu w dzisiejszym meczu. Było to spowodowane tym, że praktycznie 70 minut graliśmy w dziewięciu przeciwko jedenastu. Dwa niefrasobliwe zachowania naszych obrońców spowodowały ukaranie ich najpierw żółtymi kartkami, a w następstwie czerwonymi. Muszę powiedzieć, że mimo osłabienia byliśmy zespołem, który troszeczkę próbował grać w piłkę. Widać było, że zespół gospodarzy przez cały mecz zagroził nam tylko raz, po stałym fragmencie gry i zdobył z niego bramkę. Chciałbym podziękować wszystkim zawodnikom, którzy dzisiaj byli na meczu, ponieważ włożyli mnóstwo energii, widać w nich było chęci zwycięstwa. Pomimo tak trudnej sytuacji byliśmy zespołem, który próbował zdobywać bramki i jest to optymistyczne, że chłopcy chcą grać w piłkę, a nie tylko ją wybijać po pobliskich zabudowaniach - podsumował spotkanie trener Bekas.

Warmia Grajewo - ŁKS 1926 Łomża 1:0 (0:0)

Reklama

Bramka: Kowalko (84)

Warmia: Gieniusz - Makowski (72 Kowalko), Domurat, Naliwajko, Randzio - Strzeliński (90 Mikucki), Arciszewski, Kosiński, Chyliński - Wierzbicki, Baczewski (65 Hudoń)

ŁKS: Rakowiecki - Malinowski, Tarnowski, Drągowski (88 Stachelski), Cychol - Bernatowicz, Grzybowski, Ambrożewicz (63 Olesiński), Mleczek - Truszkowski, Laskowski (77 Rydzewski)

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości