Strasznie męczyli się dzisiejszego popołudnia piłkarze Łomżyńskiego Klubu Sportowego podczas inaugurującego rozgrywki sezonu 2012/13 III Ligi spotkania z zespołem Orła Kolno. Mimo zdecydowanej przewagi łomżan, grający u siebie podopieczni trenera Dariusza Narolewskiego dosłownie zamurowali dostęp do własnej bramki, na co biało-czerwoni nie mogli znaleźć recepty przez ponad 1,5 godziny. Dopiero w doliczonym czasie gry, a dokładniej w 96 min., gola na wagę trzech punktów dał swojej drużynie Tomasz Bernatowicz.
Spotkanie rozpoczęło się od zdecydowanych ataków zespołu z Łomży, który od samego początku dał do zrozumienia, że nie przyjechał do Kolna po nic innego, jak komplet punktów. Kolnianie bardzo szybko zepchnięci zostali do defensywy i choć zapewne liczyli na wyprowadzanie kontr, to jednak nawet to nie bardzo im wychodziło. Mimo, że gospodarze nie mieli dziś atutów w ataku, a gra niemal bez przerwy prowadzona była na ich stronie boiska, to i goście nie specjalnie byli w stanie zamienić swoją przewagę na bramki. Wszystko to raczej przypominało walenie głową w mur, a jeśli już udało się stworzyć dogodną do strzelenia gola sytuację, to ani Marcin Truszkowski, ani Mateusz Laskowski, ani aktywny dziś Jakub Ambrożewicz nie potrafili nieźle prezentującego się w bramce miejscowych Łukasza Łopatowicza. Mimo to, w 43 min. ŁKS powinien wyjść na prowadzenie, ale Truszkowski z najbliższej odległości trafił wprost w bramkarza, a Ambrożewicz, dobijając z ostrego kąta, nie trafił w bramkę.
Obraz gry po przerwie nie zmienił się nawet odrobinę. Wciąż, od pierwszych minut gry, do ataku ruszyli biało-czerwoni, a piłkarze Orła, cofnięci w okolice własnego pola karnego, bronili dostępu do własnej bramki. Jedyną zmianą było to, że kolnianie zaczęli wykorzystywać każdą chwilę przerwy by opóźniać wznowienie gry, co wyraźnie sygnalizowali sędziemu zawodnicy z Łomży. Arbiter nie reagował, jednak najwidoczniej miał swój plan, gdyż na koniec spotkania doliczył aż 7 minut, na co oprócz celowego opóźniania gry złożyły się również dwie kontuzje wymagające interwencji lekarza (m.in. rozbity w polu karnym gospodarzy łuk brwiowy Artura Urbana) i liczne zmiany. Na koniec okazało się, że gra gospodarzy na czas nie opłaciła im się zupełnie, gdyż właśnie w doliczonym czasie gry stracili bramkę. Z prawej strony pola karnego ambitnie powalczył o piłkę Robert Cychol, który jakby zupełnie nie miał w nogach ponad 90 minut gry pognał za nią i wygrał pojedynek z zawodnikiem gospodarzy, po czym jeszcze celnie dośrodkował w pole karne. Tam do piłki wyskoczył Bartosz Sulkowski, który futbolówki nie co prawda sięgnął, ale z lewej strony akcję zamykał Bernatowicz, który płaskim, technicznym strzałem umieścił piłkę w siatce, powodując wybuch radości wśród podopiecznych trenera Sławomira Kopczewskiego. W pozostałej minucie śpieszyć się zaczęło zawodnikom Orła, ale nie zdołali oni już nic zmienić w tym meczu i ŁKS wyzwiózł z Kolna straszliwie wymęczone 3 punkty.
- Trudno się przegrywa takie mecze w końcówkach. Trzeba jasno powiedzieć, że z gry ŁKS był dużo lepszym zespołem, ale nie przenosiło się to na sytuacje podbramkowe - stwierdził krótko trener Dariusz Narolewski, który miał również wiele wątpliwości, co do pracy sędziego.
- Nie wiem dlaczego mecz był przedłużony aż o osiem minut. Nie widziałem jeszcze meczu przedłużonego aż tyle w III Lidze - mówił Narolewski.
- Poza tym, ja znam ŁKS, znam tą drużynę i my składamy protest, bo ŁKS przez 20 minut grał z jednym młodzieżowcem, a w III Lidze obowiązuje dwóch młodzieżowców, także do tego musi się Wydział Gier ustosunkować. Ja przepisy i regulaminy zanam, także uważam, że ten mecz wygramy - zapowiedział szkoleniowiec Orła.
- Bardzo ciężkie spotkanie, ale tak jak powiedziałem wcześniej, nas nikt nie będzie rozliczał z tego, czy my gramy pięknie, czy my gramy skutecznie, czy nieskutecznie. Nas wszyscy będą rozliczali z punktów i z bramek zdobytych. Cieszę się z tych trzech oczek, dla nas bardzo ważnych, bo dobrze żeśmy zainaugurowali tą rundę jesienną, dobrze żeśmy weszli w sezon. Szkoda trochę Artura Urbana - rozcięty łuk brwiowy. Ale dla mnie jest ważne to, że zespół pokazał charakter, graliśmy do samego końca - podsumował spotkanie trener Sławomir Kopczewski.
Trener ŁKS-u odniósł się również do zarzutu skierowanego przez opiekuna gospodarzy.
- Proponowałbym gospodarzom zapoznać się z przepisami, bo jeżeli w wyniku czerwonej kartki zawodnik schodzi, możemy grać w dziesięciu całe spotkanie z jednym młodzieżowcem, tak jakby ten młodzieżowiec był na boisku. Każdy ma prawo do protestu. Ten protest będzie rozpatrywała Komisja Dyscyplinarna Wydział Gier, a nas to nie interesuje. My na boisku pokazaliśmy to, że walczymy, że gramy do końca i że przy wsparciu tak dużej i licznej grupy kibiców myślę, że do końca będziemy walczyli o jak największą liczbę punktów w tym sezonie.
Orzeł Kolno - ŁKS 1926 Łomża 0:1 Bramka: Bernatowicz (90+6) Kartki: Kotlewski (ż), Prusinowski (2ż=cz), Karpiński (ż), Zabłocki (ż) - Cychol (ż), Kacprzyk (2ż=cz) Orzeł: Łopatowicz, Ossowski, Grala, Kotlewski, Prusinowski, Brzeziński (82 Wszeborowski), Karpiński (90 Kosiński), Brandaogo (78 Grygoriew), Sadowski, Sałata (68 Kiciński), Zabłocki ŁKS: Rakowiecki, Tarnowski, Cychol, Urban (65 Kacprzyk), Sulkowski, Grzybowski, Bernatowicz, Ambrożewicz (75 Tadaj), Truszkowski, Mleczek, Laskowski (75 Olesiński)