Reklama

[VIDEO+FOTO] Zły początek wiosny w wykonaniu ŁKS-u

20/04/2013 20:20

Od dotkliwej porażki w meczu z Dębem Dąbrowa Białostocka rozpoczęli rundę wiosenną III ligi piłkarze ŁKS-u 1926 Łomża. Trzy stracone gole i zero strzelonych to słabej gry obronnej i niewiele lepszej ofensywy przy całkowitym braku skuteczności. Niestety, ale po znacznym osłabieniu drużyny w przerwie zimowej, nic nie zapowiada, by była ona w stanie walczyć o zapowiadany przed sezonem awans.

Aż siedmiu podstawowych zawodników opuściło przed rundą wiosenną pierwszy zespół ŁKS-u. Przy braku odpowiednich możliwości finansowych, klub nie był w stanie zastąpić ich przynajmniej równorzędnymi zawodnikami, nie wspominając o jakichkolwiek wzmocnieniach. Mimo to udało się dołączyć do składu błyskotliwego pomocnika z Gruzji Georgi Jinikashvili"ego, czy utalentowanych braci Kraska. Zwłaszcza młodszy z nich, Marcin, całkiem obiecująco zaprezentował się w środowym meczu pucharowym. W meczu ligowym już tak nie błyszczał, ale nawet na tle tak doświadczonych zawodników Dębu jak grający trener Jacek Markiewicz, Ernest Konon, czy znany z krótkiej przygody w ŁKS-ie przed kilku laty Adrian Citko, widać było, że to jest naprawdę obiecujący materiał na zawodnika.

ŁKS rozpoczął spotkanie z wysokiego "C" - od szybkich i dynamicznych ataków. Natychmiast zapachniało bramką, ale obrona Dębu kierowana przez Markiewicza grała bezbłędnie i nie pozwoliła ełkaesiakom na zbyt wiele. Tym ostatnim zapału wystarczyło na niecałe 10 minut po czym do głosu doszli goście i gra się wyrównała. Niestety, w 19 min. łomżyńska obrona zagapiła się na tyle, że do prostopadle uderzonej piłki dopadł Piotr Bondziul, który bez większego kłopotu pokonał Rafała Rakowieckiego i otworzył wynik spotkania.

Reklama

Od momentu straty gola ŁKS powinien ruszyć do zmasowanych ataków by jak najszybciej odrobić straty. Tak się jednak nie stało, a dokładniej nie pozwolili na to przyjezdni, którzy dusili wszelkie próby zawiązania akcji w zarodku. Inna sprawa, że i biało-czerwoni nie atakowali z takim zapałem w pierwszych minutach meczu.

Mimo to na 7 min. przed przerwą mogło dojść do wyrównania. Do piłki wybijanej z rogu najwyżej wyskoczył Łukasz Tarnowski, ale futbolówka skierowana przez kapitana ŁKS-u w stronę bramki minął ją jakieś pół metra nad poprzeczką.

Reklama

Druga połowa meczu nie odbiegała za bardzo swoim przebiegiem od pierwszej. Podopieczni trenera Mariusza Bekasa próbowali atakować, jednak były to próby na tyle nieporadne, że obrona Dębu, wspierana przez bramkarza, radziła sobie z nimi bez większych problemów nie dopuszczając do poważnego zagrożenia własnej bramki. Mimo to w 57 min. ponownie udało się dojść do strzału głową Tarnowskiemu po wrzucie piłki z autu przez Roberta Cychola. Tym razem strzał był celny, ale strzegący bramki Dębu Grzegorz Nowajczyk popisał się efektowną paradą i obronił to uderzenie.

Cztery minuty później, za sprawą doświadczonego Ernesta Konona,było już 0:2. Wykończył on wrzutkę z rzutu wolnego. Stałe fragmenty gry okazały się zresztą mocną stroną Dębu, gdyż w 72 min. po rzucie rożnym swoje drugie trafienie zaliczył Piotr Bondziul.

Reklama

Swoją szansę na honorowe trafienie miał ŁKS 80 min. W sytuacji sam na sam znalazł się wprowadzony na boisko po przerwie Mateusz Laskowski. Niestety, w tym pojedynku górą okazał się golkiper z Dąbrowy. "Laska" miał zresztą w tym meczu swoją drugą szansę, już w 90 min. Uderzona przez niego z pola karnego piłka była celna, jednak strzał był bardzo lekki i w dodatku wprost w ręce bramkarza, który nie miał żadnego problemu z jego obroną. Dodać wypada, że w doliczonym czasie gry piłka jeszcze jeden raz zatrzepotała w siatce bramki ŁKS-u, ale gol ten nie został uznany przez arbitra (spalony). Sytuacja ta potwierdziła jednak to, że Dąb ma świetnie wyćwiczone stałe fragmenty, bo wydarzyła się ona po dośrodkowaniu z rzutu wolnego.

- Zespół pokazał dzisiaj dojrzałość na tle przeciwnika. Mieliśmy dzisiaj okazje do strzelenia bramki i ta skuteczność była niezła, chociaż można się było pokusić o nieco większą ilość strzelonych bramek, ale cieszmy się z tego co jest. Myślę, że zaskoczyliśmy zespół z Łomży dobrą grą, dobrym wejściem w mecz, gdzie pojawiło się jakiekolwiek zagrożenie, to zostało zgaszone, a z przodu mieliśmy na tyle dobrze dysponowanych ofensywnych zawodników, że potrafili piłkę utrzymać i rozprowadzić akcję - powiedział po meczu trener Dębu Jacek Markiewicz.

Reklama

- Gratuluję trenerowi zwycięstwa, które jest jak najbardziej zasłużone, a mogło być wyższe, bo my tych sytuacji mieliśmy niewiele. Zagraliśmy tylko dobrze pierwsze 15 minut do utraty bramki. Następnie katastrofalne błędy w defensywie i gra defensywna, która wołała o pomstę do nieba. Niestety, te błędy były tak olbrzymie, że napędzały całą grę. Każda formacja łamała schematy, które powinna wykonywać i nic z tego nie wychodziło - przyznał trener ŁKS-u Mariusz Bekas.

ŁKS 1926 Łomża - Dąb Dąbrowa Białostocka 0:3

Reklama

Bramki: Bondziul 19", 72", Konon 61"

ŁKS: Rakowiecki - Tarnowski, Tadaj, Malinowski, Cychol, Rydzewski, Bernatowicz, Olesiński, Kraska Daniel, Kraska Marcin, Ambrożewicz (na zmiany wchodzili: Gałązka, Laskowski, Stachelski, Mleczek)

Dąb: Nowajczyk, Łabieniec, Chańko, Markiewicz, Biernacki, Łapiński, Citko, Toczydłowski, Orpik, Bondziul, Konon

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości