Wczoraj o siedemnastej w 67. rocznicę Powstania Warszawskiego na terenie całego podlaskiego decyzją wojewody miały zawyć syreny alarmowe. Z Łomżą był problem!
Miasto zarządza 23 syrenami należącymi do systemu wykrywania i alarmowania oraz systemu wczesnego ostrzegania o zagrożeniach. Wczoraj w godzinę „W”, czyli o siedemnastej uruchomiło się zaledwie kilka.
-To złośliwość rzeczy martwych. Dziesięć minut przed siedemnastą testowałem syreny i wszystko było dobrze. Zawiniła elektronika stertująca pracą systemu alarmowego, która jest wrażliwa na wszelkie wahania napięcia w sieci. Już kilka minut po 17.00 mogłem syreny uruchomić, ale nie miałoby to sensu – tłumaczy Krzysztof Wróblewski, kierownik biura zarządzania kryzysowego w łomżyńskim ratuszu.
- Punktualnie o godz. 17.00 zostały uruchomione syreny alarmowe. Tego dnia (jak również dzień wcześniej) w mieście miały miejsce zaniki napięcia. Syreny uruchamiane są drogą radiową, dlatego zmiany napięcia prądu spowodowały, że nie wszystkie zadziałały prawidłowo. Pragnę jednak nadmienić, że w wielu częściach miasta były one słyszane – to odpowiedź rzecznika prasowego prezydenta - Anny Sobocińskiej.
Zgodnie z decyzją Wojewody Podlaskiego Macieja Żywno oprócz upamiętnienia 67. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego włączenie syren miało być praktycznym sprawdzianem działania systemu alarmowania.