Uczniowie i rodzice, którzy protestują w Gimnazjum im. Bogdana Jańskiego wciąż czują się zagrożeni, a dodatkowo wzmacniają to odczucie incydenty, jakie miały miejsce w sobotę. Rodzice poskarżyli się na różne drobne złośliwości, które ich zdaniem mają na celu skłonienie ich do opuszczenia budynku.
Najpierw odebrano protestującym krzesła, na których mogli siedzieć. Później pani rektor zamknęła na klucz pomieszczenie socjalne, gdzie znajduje się lodówka i drobny sprzęt AGD. Jak podkreśla jedna z matek, jedna uczennica przechowuje w lodówce leki, które musi zażywać codziennie i są jej niezbędne. Przechowywana jest w niej także żywność. Również wczoraj doszło do wyłączenia prądu na piętrze, na którym przebywają protestujący. Prąd wyłączył konserwator pod pretekstem awarii. Wezwane przez rodziców Pogotowie Energetyczne stwierdziło, że żadnej awarii nie było i wszystko jest sprawne, po czym konserwator ponownie włączył bezpieczniki.
Rodzice poinformowali nas również o kolejnej wizycie dwóch mężczyzn, którzy nachodzili ich wcześniej nocą. Tym razem nie weszli oni jednak do budynku, a jedynie rozmawiali na zewnątrz z pracownikiem szkoły. Oczywiście nie miało tu miejsca łamanie prawa, ale można zrozumieć fakt, że osoby protestujące odczuwają niepokój przy takim łańcuchu wydarzeń. Ich zdaniem są to nieformalne naciski ze strony władz szkoły zmierzające do pozbycie się protestujących z budynku.
Więcej na ten temat w materiale video nagranym w sobotę wieczorem.