Reklama

Widać było nowy styl ŁKS-u. Budowa drużyny idzie w dobrym kierunku [VIDEO+FOTO]

14/08/2013 22:26

- Chciałbym nadać tej drużynie styl, który pozostanie tu długo po moim odejściu - mówił trener Krzysztof Przytuła krótko po przejęciu prowadzenia zespołu ŁKS-u 1926 Łomża. W rozegranym we środę wieczorem spotkaniu 2. kolejki III ligi widać było na pierwszy rzut oka, że trener wykonuje swoją pracę tak, jak deklarował.

Kibiców przyzwyczajonych do wcześniejszych poczynań ŁKS-u na murawie od pierwszych minut musiał zaskoczyć sposób gry łomżyńskiej drużyny przeciwko silnej Mrągowii. Dodajmy, że pozytywnie zaskoczyć. Zespół, złożony w dużej większości z wychowanków i w dodatku w połowie z juniorów, prezentował się naprawdę imponująco. Długie utrzymywanie się przy piłce, spokojne rozgrywanie, dokładne podania i od czasu do czasu nagłe przyspieszenie poprzez zagranie prostopadłej piłki lub mocnego, krzyżowego podania na skrzydło musiały się podobać. Musiało to również prowadzić i prowadziło do sytuacji pod bramką gości. Tym razem również skuteczność była na lepszym poziomie niż w sobotę, dzięki czemu niezbyt liczna grupa sympatyków zgromadzona na trybunach mogła cieszyć się z goli. Ostatecznie jednak to goście, mimo że byli drużyną słabszą w tym meczu, zabrali do domu komplet punktów.

- Nie zasłużyliśmy na to zwycięstwo, ale piłka nie zawsze jest sprawiedliwa - przyznał po meczu opiekun gości Zbigniew Marczuk.

Reklama

Spotkanie rozpoczęło się bardzo spokojnie. Obie drużyny badały się nawzajem, nie wiedząc na co stać przeciwnika. Jako piewsi strzał na bramkę rywali oddali w 6 minucie zawodnicy Mrągowii ale piłka poszybowała wysoko nad bramką Łukasza Łopatowicza. Młody zespół ŁKS-u nie wystraszył się tego strzału i spokojnie, cierpliwie realizował plan nakreślony przez swojego trenera. W 13 minucie szybką, prostopadłą piłkę otrzymał Mateusz Laskowski. Napastnik wpadł w pole karne i w zasadzie, mimo dość ostrego kąta, mógł kończyć akcję strzałem mając przed sobą jedynie bramkarza gości. Dostrzegł jednak wbiegającego środkiem w pole karne kolegą i postanowił dograć mu piłkę. Szybszy był jednak wracający obrońca, który wybił futbolówkę na rzut rożny.

Pięć minut później pierwszy celny strzał na bramkę Piotra Osmańskiego oddał głową Maciej Malinowski. Uderzenie to było jednak zbyt lekkie, by sprawić jakiekolwiek kłopoty bramkarzowi. Za to w 24 minucie musiał się on poważnie wysilić by odbić zmierzającą obok słupka do bramki piłkę po soczystym uderzeniu z co najmniej 30 metrów Marcina Kraski.

Reklama

W 43 minucie po raz pierwszy na łomżyńskim stadionie zapanował szał radości. Jego sprawcą został Robert Speichler, który uderzeniem z bardzo trudnej pozycji wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie. Doświadczony pomocnik, mając niemal zerowy kąt oddał strzał lewą nogą w stronę bramki. Piłka, choć podkręcona nieco "od bramki" zmierzała jednak do siatki i Osmański musiał interweniować. Interwencja ta była jednak na tyle nieudolna, że futbolówka odbita od rękawic bramkarza Mrągowii wpadła do bramki.

Druga połowa nie rozpoczęła się wcale od zmasowanego ataku gości. Nie pozwalali na to młodzi piłkarze ŁKS-u, którzy po powrocie na murawę w dalszym ciągu konsekwentnie grali swoje, podobnie jak w pierwszej połowie utrzymując się przy piłce, długo rozgrywając ją w linii obrony i dokładnie budując atak pozycyjny. Od czasu do czasu następowało nagłe przyśpieszenie, po którym w opałach byli obrońcy gości. Taktyka ta przyniosła efekt w 55 minucie, kiedy idealnym prostopadłym podaniem obsłużony został Laskowski. W sytuacji sam na sam nie dał on szans Osmańskiemu i podwyższył na 2:0.

Reklama

Po drugim golu dla ŁKS-u do głosu coraz bardziej zaczęli dochodzić goście. Było to efektem zwiększenia liczby zawodników biorących udział w grze ofensywnej, czego należało się spodziewać po Mrągowii, która na pewno nie przyjechała do Łomży w roli chłopców do bicia. Większe zaangażowanie z przodu, to jednak oczywiście większe ryzyko z tyłu, gdzie pozostawało mniej zawodników broniących dostępu do własnej bramki. Okazję by to wykorzystać miał w 64 minucie Przemysław Olesiński. Łomżyński napastnik dostał podanie niemal identyczne jak to, które niespełna 10 minut wcześniej na gola zamienił Laskowski. Tym razem jednak górą był bramkarz Mrągowii.

70 minuta meczu była kluczowa dla całego spotkania. W tym to bowiem momencie nieprzepisowo atakujący rywala spóźnionym wślizgiem z tyłu Artur Bajor został ukarany przez sędziego czerwonym kartonikiem. Zagranie to kwalifikowało się na najwyższy wymiar kary i młody zawodnik ŁKS-u słusznie został odesłany przez arbitra do szatni. Osłabiony brakiem jednego zawodnika zespół biało-czerwonych zaledwie dwie minuty wytrwał bez straty gola. W 72 minucie po serii błędów defensywy bramkę kontaktową dla przyjezdnych strzelił Kacper Rokicki.

Reklama

Tak szybka strata gola wynikała z braku doświadczenia bardzo młodej drużyny, która nie zdążyła się zorganizować do gry w dziesiątkę. Być może nie miałoby to wpływu na wynik końcowy, gdyby chwilę po wznowieniu gry ze środka boiska idealną sytuację do zdobycia trzeciego gola wykorzystał Olesiński. Napastnik jednak, idealnie obsłużony podaniem z prawej strony przez Laskowskiego, przestrzelił z 5 metrów. Cztery minuty później bliski podwyższenia prowadzenia i poprawy morale drużyny był również strzelec pierwszej bramki Speichler. Piłka uderzona przez niego z rzutu wolnego trafiła jednak tylko w słupek.

To wszystko spowodowało, że nie młodym zawodnikom nie udało się odzyskać wcześniejszej pewności siebie i w 83 minucie bezlitośnie wykorzystała to Mrągowia. Strzelcem gola wyrównującego był kat ŁKS-u z poprzedniego sezonu Mariusz Machniak. Jakby tego było mało, cztery minuty później sędzia dopatrzył się faulu w polu karnym ŁKS-u i podyktował jedenastkę. Kiedy już wydawało się, że za chwilę padnie gol i prysną marzenia o korzystnym wyniku, za jaki w tej sytuacji należałoby uważać nawet remis, niesamowicie w bramce ŁKS-u pokazał się Łopatowicz, który broniąc karnego przywrócił nadzieję kolegom z drużyny. Ledwie minęła jednak 90 minuta meczu stało się to, czego się wszyscy obawiali. Na 3:2 dla gości podwyższył Machniak i mimo doliczonych przez sędziego czterech minut wynik ten nie uległ już zmianie.

Reklama

- Tak to jest, kiedy głowa nie pozwala na to, żeby na chłodno ocenić pewne rzeczy, które się dzieją na boisku, a nie do końca są zgodne z planem. Do tej 70 minuty wszystko układało się tak jak mówiłem w szatni, tak jak trenujemy, tak jak wykonujemy pewne założenia. Zagrali chłopcy dzisiaj te 70 parę minut rewelacyjnie. Natomiast to jest drużyna, która jest budowana z zawodników młodych, w której nie ma być może zawodników, którzy mogliby wstrząsnąć innymi na boisku właśnie w momentach trudnych. Tworzymy drużynę od niedawna i trzeba zdać sobie sprawę, że nie zawsze będą w stanie podołać właśnie w takich sytuacjach. Przez jakieś 3/4 meczu chłopcy grali naprawdę świetnie, ale przegraliśmy mecz. Tak bywa. Mamy nad czym pracować - podsumował grę swoich podopiecznych trener Krzysztof Przytuła.

Reklama

ŁKS 1926 Łomża - Mrągowia Mrągowo 2:3 (1:0)

Bramki: Speichler 43", Laskowski 55" - Rokicki 72", Machniak 83", 90+1"

ŁKS: Łopatowicz - Kacprzyk, Malinowski Maciej, Malinowski Marcin, Bajor - Kraska, Speichler, Rydzewski, Maćkowski - Laskowski, Olesiński

Mrągowia: Osmański, Kulig, Miąsko, Wojnicki, Borowski, Grala, Niedźwiecki, Rusiecki, Rokicki, Nałysnyk, Machniak

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości