Reklama

[WIDEO+FOTO] Blamaż przy Zjeździe

18/08/2012 20:49

Wstyd, blamaż, kompromitacja i jeszcze kilka nieco mniej cenzuralnych słów przychodzi do głowy na określenie tego, czego świadkami byli łomżyńscy kibice podczas dzisiejszego meczu ŁKS-u 1926 z drużyną Płomienia. Skazywany na pożarcie beniaminek z Ełku, choć po 11 minutach gry, "zgodnie z planem" przegrywał 1:0, w drugiej połowie spotkania pokazał charakter i wykorzystał okazane przez biało-czerwonych lekceważenie, strzelając dwa gole i wywożąc z Łomży komplet punktów!

ŁKS był murowanym faworytem tego spotkania i nikomu nawet do głowy nie przychodziła inna możliwość niż wysokie zwycięstwo gospodarzy. Początek meczu również wskazywał na to, że przyjezdni zabiorą w powrotną drogę pokaźny bagaż goli. Już w 1 min. głową na bramkę Andrzeja Szyszki strzelał Łukasz Grzybowski, a chwilę później przed pierwszą swoją szansą stanął Marcin Truszkowski, minął już nawet bramkarza gości, ale piłkę po jego uderzeniu wybili z bramki obrońcy. Zawodnicy Płomienia próbowali kontrować, ale na posterunku był Rafał Rakowiecki, który bez problemu obronił dwa strzały z dystansu.

 W 11 min. świetną akcją na lewym skrzydle popisał się Tomasz Bernatowicz, który ograł dwóch obrońców i podał do Bartosza Sulkowskiego. Obrońca ŁKS-u dokładnie dograł w pole karne, gdzie wbiegał już Grzybowski, który rzucił się "szczupakiem" i strzałem głową umieścił piłkę w bramce Szyszki. Wymarzony początek meczu dla podopiecznych trenera Sławomira Kopczewskiego!

Reklama

 Po zdobyciu gola ŁKS nie cofnął się i atakował w dalszym ciągu, chcąc podwyższyć prowadzenie. Niestety, w grę biało-czerwonych zaczęło się wkradać lekceważenie. Podania stawały się coraz mniej dokładne, goście coraz dłużej zaczynali utrzymywać się przy piłce i najwyraźniej zaczęli nabierać przekonania, że jeszcze tego meczu nie przegrali. To przekonanie wzmocniły jeszcze niewykorzystane przez łomżyńskich piłkarzy okazje do zdobycia kolejnych bramek: Truszkowskiego z 14 min., Bernatowicza z 21 min. i ponownie Truszkowskiego z 29, 43 i 44 min. meczu.

 Na drugą połowę piłkarze obu drużyn wyszli już całkiem odmienieni. Ełkaesiacy, nie wiadomo na jakiej podstawie, najwyraźniej już w szatni dopisali sobie komplet punktów i doszli do wniosku, że nie ma co się wysilać, bo przecież beniaminek krzywdy im nie zrobi. Natomiast podopieczni trenera Przemysława Kołłątaja, przekonani o tym, że ŁKS nie jest taki groźny, jak im się wydawało przed meczem i można w Łomży powalczyć o korzystny rezultat. To przekonanie wzmocnić jeszcze musiała kolejna niewykorzystana okazja Truszkowskiego z 48 min., kiedy strzelił prosto w ręce bramkarza gości. I wkrótce okazało się, że zaangażowaniem i walką o każdą piłkę można nadrobić różnicę w umiejętnościach zwłaszcza, jeśli rywal próbuje przejść obok meczu. W 56 min., po rzucie rożnym dla ŁKS-u, z szybką kontrą wyszli piłkarze Płomienia i zdobyli wyrównującą bramkę. 3 minuty później niewiele brakowało, by goście cieszyli się z prowadzenia, ale piłka uderzona z rzutu wolnego o centymetry minęła bramkę Rakowieckiego.

Reklama

 W 75 min. ŁKS powinien ponownie wyjść na prowadzenie. Być może tak by się stało, gdyby na miejscu Truszkowskiego znalazł się jakikolwiek inny zawodnik. Niestety, napastnik ŁKS-u najwidoczniej nie miał dziś swojego dnia, gdyż seryjnie marnował stuprocentowe okazje, w jakich się znajdował. Tak było i tym razem, po idealnym podaniu Bernatowicza, któremu chyba jako jedynemu zawodnikowi w biało-czerwonej koszulce chciało się dzisiaj grać w piłkę. Sam "Berni" jednak meczu nie wygra, chyba że w reklamie pewnej sieci supermarketów...

 To, że w piłce nożnej niewykorzystane okazje się mszczą, jest banałem, ale nie da się inaczej określić tego, co stało się kilka minut później. Po faulu naszego obrońcy na szarżującym w polu karnym ŁKS-u Michale Twardowskim sędzia bez namysłu wskazał na "wapno", a rzut karny bardzo pewnie wykorzystał sam poszkodowany, dając swojej drużynie w 81 min. prowadzenie, o którym nawet nie śnili przed tym spotkaniem!

Reklama

 5 min. później przed kolejną okazją stanął Truszkowski i choć tym razem uderzył bardzo ładnie z rzutu wolnego, a co naważniejsze celnie, to znakomitą interwencją popisał się Szyszko i na kilka minut przed końcem Płomień wciąż prowadził przy Zjeździe 2:1.

 Nie jest naszym celem znęcanie się nad Marcinem Truszkowskim, który mimo całego swojego pecha obok Bernatowicza był dzisiaj jednym z najaktywniejszych piłkarzy ŁKS-u, ale musimy odnotować jeszcze jedną, ostatnią już, zmarnowaną szansę na pokonanie golkipera gości. Mijała już 3 minuta doliczonego czasu gry, kiedy po błędzie obrony Płomienia i niepewnej interwencji Szyszki, 3 metry przed pustą bramką znalazł się zawodnik z numerem 7 i choć nie da się wymarzyć lepszej sytuacji, nasz napastnik najzwyczajniej w świecie... nie trafia w piłkę! Tuż po tym dało się słyszeć ostatni gwizdek sędziego.

Reklama

 Przy takiej krytyce Marcina Truszkowskiego, który kreowany był na nową-starą "gwiazdę" ŁKS-u, nie sposób nie wspomnieć o drugim napastniku biało-czerwonych, Mateuszu Laskowskim. Jego grę podsumować można jednak bardzo krótko, nawet nie pełnym zdaniem, a jego równoważnikiem. Był na boisku. To wszystko, gdyż tak skuteczny niegdyś "Laska" nie dał żadnego powodu, by cokolwiek więcej o nim napisać. Nawet krytykować nie ma za co...

 Przy takiej grze i takim wyniku z takim przeciwnikiem mocno ironicznie zabrzmiały kilkukrotne zaproszenia spikera meczu na kolejne spotkanie ŁKS u siebie w przyszłą sobotę. Wcześniej jednak biało-czerwoni zagrają w Zambrowie Z Olimpią, gdzie po tym, co pokazali nasi kopacze w Kolnie i dziś można w ciemno obstawiać, jaką różnicą goli przegrają i obym był złym prorokiem...

Reklama

 - Bardzo mnie cieszy zwycięstwo w tym meczu, bo przyjeżdżaliśmy tu z dużymi obawami. Wiedzieliśmy, że jest tu dobry trener, jest dobra drużyna i to było widać od pierwszej minuty, gdzie graliśmy trochę asekurancko. Ale im dalej w mecz, tym trochę lepiej to wyglądało. Strzeliliśmy dwie bramki i wygraliśmy mecz, w którym mieliśmy też dużo szczęścia, bo chociażby ostatnia sytuacja po niepewnej interwencji bramkarza też nam pomogła - podsumował mecz trener Przemysław Kołłątaj.

 - My niestety nie możemy być zadowoleni po takim spotkaniu, bo nasz zespół zbyt szybko uwierzył w to, że mamy już 3 punkty. Koncentrowaliśmy się w przerwie spotkania, kiedy prowadziliśmy 1:0 po dobrej grze, natomiast na drugą połowę wyszedł już całkiem inny zespół. Dwa indywidualne błędy, które niestety przełożyły się na stratę dwóch bramek. Wszyscy sobie zdajemy sprawę, że w każdym kolejnym spotkaniu ŁKS będzie grał jako faworyt, ale chyba nie wszyscy potrafią to udźwignąć i to było dzisiaj widać - skomentował mecz trener Sławomir Kopczewski.

Reklama

 ŁKS 1926 Łomża - Płomień Ełk 1:2 (1:0)

 Bramki: Grzybowski (11") - ??? (56"), Twardowski (81")

 ŁKS: Rakowiecki - Kacprzyk (76" Maćkowski), Cychol, Tarnowski, Sulkowski - Grzybowski, Ambrożewicz (66" Rydzewski), Mleczek (83" Remez), Bernatowicz - Truszkowski, Laskowski (66" Karwacki)

 Płomień: Szyszko - Mirva (90+1" Komorowski), Koszycki, Szaraniec, Molski - Safaryan, Janik, Sklarzewski, Niedzwiecki (82" Stankiewicz) - Trzaskalski (71" Popławski), Twardowski

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości