Choć to jeszcze jesień, to dla trzecioligowych piłkarzy Łomżyńskiego Klubu Sportowego 1926 Łomża zaczęła się dziś wiosna. Niestety, zaczęła się od porażki. W pierwszym meczu rundy rewanżowej sezonu 2014/15 biało-czerwoni przegrali na własnym stadionie 1:2 z Olimpią Olszynek.
Mecz lepiej rozpoczęli łomżanie, którzy od samego początku zepchnęli przyjezdnych do defensywy i już w trzeciej minucie oddali pierwszy strzał na ich bramkę. Był to strzał niecelny, ale zwiastował, że ŁKS chce w tym meczu powalczyć o pełną pulę. I rzeczywiście już w ósmej minucie, po ładnej, szybkiej akcji podopieczni trenera Roberta Speichlera objęli prowadzenie. A wystarczyły do tego raptem trzy dobre podania. Olimpia próbowała zamknąć naszych zawodników wysokim pressingiem w okolicach pola karnego. Zapomniała jednak nieco o bronie. Kiedy piłka po zmianie strony trafiła do Kamila Stankiewicza, ten błyskawicznie i bardzo dokładnie zagrał ją do przodu, do Rafała Maćkowskiego, który również szybko i dokładnie podał do wychodzącego sam na sam Mariusza Baranowskiego. "Baranek" dopełnił formalności i było 1:0 dla ŁKS-u.
Niestety, z prowadzenia nasi zawodnicy cieszyli się niecałe trzy minuty. Już w 11 minucie bowiem, po długim krossie piłka trafiła do Mateusza Różowicza, który wbiegł z nią w pole karne i wykorzystując niezdecydowanie dwóch (!) naszych obrońców, którzy byli obok niego, z ostrego kąta pokonał Adriana Jędraszczaka.
Po stracie gola gra ŁKS-u wyraźnie "siadła". Co prawda w dalszym ciągu to biało-czerwoni więcej czasu spędzali przy piłce, ale właśnie tylko spędzali, bo nic konkretnego z tego nie wynikało. Przyjezdni nie przeszkadzali ełkaesiakom w rozgrywaniu piłki na ich stronie boiska, ale już po przejściu przez linię środkową bardzo szczelnie bronili całą drużyną dostępu do swojego pola karnego. W tej sytuacji ełkaesiacy próbowali strzałów z dystansu ale przeważnie były one niecelne lub dobrze radził sobie golkiper Olimpii. Jeszcze w 38 minucie była szansa na ponowne objęcie prowadzenia, ale po świetnym, płaskim dośrodkowaniu Kevina Ipiny fatalnie skiksował Brzozowski.
W drugiej połowie gra wyglądała podobnie jak przez ostatnie pół godziny przed przerwą. ŁKS był częściej przy piłce, równie często jednak oddawał ją rywalom po niedokładnych zagraniach. Wreszcie w 61 minucie stało się to, co musiało się stać. Długie podanie z rzutu wolnego, kolejne już w pole karne ŁKS-u i Karol Narojczyk po konał po raz drugi w tym meczu Jędraszczaka.
ŁKS, choć do końca meczu atakował, to nie potrafił odwrócić jego losów. Rywale natomiast mieli jeszcze jedną sytuację w drugiej połowie, której nie wykorzystali i spotkanie zakończyło się wynikiem 1:2. Przykro się przegrywa mecze, w których jest się drużyną lepszą, bo ŁKS, choć zagrał słaby mecz, to i tak wyglądał lepiej od przyjezdnych, których jedyną taktyką była długa piłka do przodu i czyhanie na błędy obrony. Niestety, na te błędy się doczekali, na co nie bez wpływu zapewne był brak w formacji defensywnej Joao Carlosa.
Za tydzień ŁKS wybiera się na ostatni w tym roku mecz do Zambrowa, gdzie czekać na biało-czerwonych będzie wicelider rozgrywek, tamtejsza Olimpia. W tym sezonie w III lidze występują trzy zespoły o tej nazwie i ze wszystkimi biało-czerwoni mają ujemny bilans. Miejmy nadzieję, że nasi zawodnicy należycie podejdą do tych derbów, które jak wiemy, po meczach z Jagiellonią i Warmią Grajewo, dla łomżyńskich kibiców są naważniejsze. Z pewnością do Zambrowa wybierze się ich liczna grupa. My też tam będziemy, y zrelacjonować ostatnie w tym roku spotkanie.
ŁKS 1926 Łomża - Olimpia Olsztynek 1:2 (1:1)
Bramki: Mariusz Baranowski (8.) - Mateusz Różowicz (11.), Karol Narojczyk (61.).
ŁKS 1926: Jędraszczak - Staniórski, Stankiewicz, Kraska, Sanni (46. Kasprzyk), Ipina, Marcin Malinowski (61. Rodier), Brzozowski, Maciej Malinowski, Baranowski, Maćkowski.