Zapach wigilijnej kapusty i gwar rozmów, który na kilka godzin zdominował serce miasta. W niedzielne popołudnie łomżanie tłumnie ruszyli na Stary Rynek. Nie tylko po to, by zrobić ostatnie świąteczne zakupy na jarmarku, ale przede wszystkim po to, by po prostu ze sobą pobyć.
Zanim na dobre łomżanie zasiedli do wspólnego stołu Stary Rynek opanował Korowód Świętego Mikołaja. Artyści z krakowskiego Teatru „Scena Kalejdoskop” zadbali o to, by nikt nie stał w miejscu z zimna, a harcerze tradycyjnie wnieśli między mieszkańców Betlejemskie Światło Pokoju. To właśnie od tego niewielkiego płomienia zapłonęło ognisko, które stało się centralnym punktem tegorocznej Łomżyńskiej Wieczerzy Wigilijnej.
– Łomżyńska Wieczerza Wigilijna to nasza piękna tradycja, którą pielęgnujemy od kilkunastu lat. To wyjątkowy moment, by przekazać sobie znak pokoju, przełamać się opłatkiem i poczuć, że tworzymy jedną wielką, lokalną rodzinę. Z okazji nadchodzących świąt życzę wszystkim dużo zdrowia oraz radości płynącej z narodzenia Bożego Dzieciątka. Niech będzie to czas wytchnienia spędzony wśród najbliższych, w kręgu rodziny i przyjaciół – mówił prezydent Mariusz Chrzanowski.
Reklama
Dla tych, którzy nie mogli być osobiście, przygotowaliśmy transmisję na żywo z Łomżyńskiej Wieczerzy Wigilijnej:
Z kolei biskup Janusz Stepnowski, nawiązując do płonącego ogniska, przypomniał o symbolice światła, które ma rozświetlać domy łomżan w nadchodzące święta. Biskup zaprosił też wszystkich na tegoroczną pasterkę do łomżyńskiej katedry.
Na scenie pojawiła się długa lista gości – parlamentarzyści, radni i samorządowcy. Każdy chciał dorzucić swoje „wszystkiego dobrego” dla miasta wchodzącego w 2026 rok.
Nie da się ukryć – Łomżyńska Wigilia to też ogromne wyzwanie logistyczne i kulinarne, za którym stoją nasi uczniowie i pracownicy burs. Liczby robią wrażenie, ale smak jeszcze większe. Na stoły trafiło dwa tysiące pierogów z kapustą i grzybami (dzieło Bursy nr 2) oraz kolejne dwa tysiące z cebulką od „Wety”.
Kto wolał łazanki, kierował się do stoiska Bursy nr 3, która przygotowała ich aż 50 kilogramów. Do tego 200 kilo kapusty z grzybami i 50 litrów barszczu od „Budowlanki” (ZSTiO nr 4). Nie zabrakło śledzi, świeżego chleba i słodkości. Patrząc na kolejki i uśmiechnięte twarze, widać było jedno: wspólne jedzenie „pod chmurką” ma w sobie magię, której nie zastąpią nawet najbardziej wystawne restauracje.
W międzyczasie, między jednym a drugim kolędowaniem z MDK-DŚT, można było zajrzeć do wystawców. W tym roku na Starym Rynku stanęło około 60 stoisk. Od ręcznie robionych bombek, przez regionalne wędliny i sery, aż po prezenty „z duszą”, których próżno szukać w galeriach handlowych. Dla tych, którzy zmarzli najbardziej, przygotowano strefę ciepła pod szyldem MPEC-u – miejsce, gdzie można było na chwilę usiąść i po prostu popatrzeć na rozświetlony rynek.
Gwar powoli cichł, a światła na stoiskach zaczęły gasnąć, ale atmosfera niedzielnego spotkania pewnie jeszcze długo będzie tematem rozmów przy rodzinnych stołach. Bo jak pokazała ta wspólna Wigilia – nieważne ile pierogów ulepią bursy, najważniejsze, że znów mieliśmy z kim się nimi podzielić.