W bardzo ostry sposób zaprotestowali zawodnicy ŁKS-u 1926 Łomża przeciwko zaległościom finansowym, jakie wobec nich ma klub. Podjęli oni decyzję, że nie rozegrają dzisiejszego meczu z Granicą Kętrzyn i opuścili łomżyński stadion nie wychodząc nawet na rozgrzewkę. W zgodnych komentarzach nielicznie zgromadzonych kibiców i działaczy ŁKS-u obecnych na stadionie, takie postawienie sprawy na ostrzu noża jest zupełnie nieodpowiedzialne.
Dziś o godzinie 13.00 ŁKS miał rozegrać awansem pierwsze spotkanie rundy wiosennej III Ligi z Granicą Kętrzyn. Okazało się, że spotkanie się nie odbędzie, ponieważ łomżyńscy piłkarze odmówili gry i opuścili stadion. Ponieważ nie otrzymaliśmy ani żadnego oświadczenia zawodników, ani żaden z nich nie pozostał na stadionie, żeby wytłumaczyć motywy takiego zachowania, siłą rzeczy nasza relacja musi być jednostronna. W tej sytuacji nasza redakcja również powstrzyma się czasowo od własnego komentarza do zaistniałej sytuacji i zaprezentuje jedynie punkt widzenia działaczy i zarządu ŁKS-u.
- Kondycja łomżyńskiego sportu jest chyba wszystkim znana. Po wszystkich debatach o sporcie, wszystkich prośbach, jakichś apelach ludzi związanych ze sportem, na dzień dzisiejszy my nie czujemy jako klub sportowy i myślę, że inne kluby też nie czują, jakiegoś większego wsparcia finansowego. Brakuje nam pieniędzy, żeby dokończyć rundę, która została przedłużona o dwa mecze, dodatkowo mieliśmy dwa spotkania pucharowe i środki finansowe już się wyczerpały. W związku z tym zalegamy piłkarzom pewną kwotę pieniędzy no i postanowili oni zademonstrować to w formie takiej, że nie wyszli na dzisiejszy mecz. Myślę, że jest to niefortunne podejście, jeżeli chodzi o dzisiejszy mecz, bo jest to mecz z Granicą Kętrzyn, drużyną bezpośrednio sąsiadującą z nami w tabeli i oddaliśmy punkty walkowerem nie w tym momencie, co trzeba. Ale cóż, taka była ich decyzja, mamy prawa demokracji w tym kraju, nikt nikogo nie może zmusić do grania. Wybrali sobie tą ścieżkę, formę protestu, uważam że najgorszą z możliwych - skomentował dzisiejszą sytuację prezes ŁKS-u 1926 Łomża Jarosław Kulesza.
Zapytany o ewentualne konsekwencje wobec piłkarzy, prezes Kulesza odparł, że w tym momencie odbywa się spotkanie zarządu klubu (prezes wyszedł do nas na chwilę właśnie z tego zebrania) i do poniedziałku zapadną decyzje w tej sprawie, o czym media zostaną poinformowane.
- Jeszcze mamy jeden mecz do rozegrania, po czym rozpoczną się przygotowania do rundy wiosennej. Na pewno trzeba kadrę na rundę wiosenną przygotować. Jeśli chodzi o konsekwencje indywidualne wobec osób, które przewodzą temu protestowi, na pewno wyciągniemy wobec nich konsekwencje, bo klub nie może pozwolić sobie na to, żeby jedna osoba czy dwie próbowały zaprzepaścić pracę wielu ludzi, którzy wiele serca, pracy i pieniędzy wkładają w rozwój ŁKS-u. Jeżeli będzie taka konieczność, to nie odżegnujemy się wcale od takiego rozwiązania, że wiosna może zostać rozegrana praktycznie samymi czy niemal samymi młodzieżowcami lub juniorami starszymi. Jeżeli nie będzie finansów na to, żeby wzmocnić drużynę doświadczonymi zawodnikami, to może tak być. Mamy z trenerem taką wspólną wizję, że dopóki nie pospłacamy tych zaległości finansowych, które klub ma, dopóty nie będziemy wchodzili w nowe wydatki czyli transfery, na które nie będzie pieniędzy - zapowiedział prezes Kulesza.
Jarosław Kulesza zdaje sobie również sprawę, że w takiej sytuacji ŁKS-owi może zajrzeć w oczy widmo spadku z ligi.
- To by była najgorsza wizja dla tego klubu, bo po cóż było walczyć dwa lata o wejście do trzeciej ligi, żeby teraz z niej odejść. Ja jestem jednak optymistycznie nastawiony do możliwości łomżyńskich piłkarzy i myślę, że w jakiś sposób pobudzi to osoby, które powstrzymywały się ze wsparciem tego klubu, że jest to ostatni dzwonek, kiedy można ten klub wesprzeć. Jeżeli rzeczywiście taka sytuacja nastąpi, być może ŁKS stanie się takim ośrodkiem sportowym dla młodzieży, kończącym swoją pracę na juniorze starszym na przykład. Są takie przypadki w Polsce, są klubu z tradycjami, które tak robią i tylko tak pracują. Szkoda tylko wtedy tego obiektu, bo nie został on zbudowany tylko dla piłki juniorskiej. Dobrze jest, że mamy warunki do szkolenia, ale trzeba również zapewnić mieszkańcom i kibicom w okolicy walkę na wyższym poziomie, bo prawdą jest też, że każdy z tych chłopców tu się szkolących będzie chciał dalej grać w seniorskim klubie tu w Łomży, a nie gdzieś za rzeką - przedstawił swoją opinię na temat ewentualnej przyszłości ŁKS-u prezes Kulesza.
Jak zapowiedzieliśmy, powstrzymamy się od własnego komentarza. Przypomnimy jedynie, że zaczął się właśnie bardzo ważny okres dla każdego klubu w Łomży, nie tylko dla ŁKS-u. Prezydent Mieczysław Czerniawski przekazał radnym projekt budżetu na 2014 rok, w którym zaplanowana została co prawda wyższa kwota przeznaczona na dotacje dla klubów, to nawet w małym stopniu nie zbliża się ona do postulatów środowiska. W tej sprawie wszystko jest w rękach radnych, którzy mogą zawnioskować i przegłosować zwiększenie nakładów na sport w Łomży. Czy podczas sesji budżetowej podtrzymają swoje deklaracje w tej sprawie? Jeśli chodzi natomiast już o sam ŁKS, to w lutym ma się odbyć walne zgromadzenie członków klubu, które może stanąć przed podobnym problemem, jak ostatnio, kiedy to prezes Kulesza zrezygnował z dalszego kierowania klubem i dopiero po wielu prośbach i deklaracjach wsparcia zdecydował się jeszcze "na trochę" pozostać prezesem klubu. Obie te sprawy są bardzo ze sobą powiązane i będą miały bardzo duży wpływ na to, jak potoczą się dalsze losy ŁKS-u 1926 Łomża. W takim momencie protest piłkarzy w takiej formie może przeważyć szalę. Pytanie, czy podejmując swoją decyzję, brali oni pod uwagę tak daleko idące, możliwe konsekwencje swojego dzisiejszego kroku. Tych pytań jest zresztą więcej. Niestety dziś, nie było komu ich zadać.