Bezbramkowym remisem zakończyło się rozegrane w sobotę 29 kwietnia na stadionie miejskim w Łomży spotkanie 25. kolejki III ligi pomiędzy ŁKS-em 1926 Łomża a Concordią Elbląg. Remis nie był wymarzonym wynikiem dla żadnej z drużyn, które walczą o utrzymanie w lidze, ŁKS-owi pozwolił jednak utrzymać trzypunktową przewagę nad dzisiejszym rywalem
Wynik dzisiejszego meczu miał dla biało-czerwonych naprawdę duże znaczenie. Ewentualne zwycięstwo pozwoliłoby dwukrotnie powiększyć przewagę nad depczącą naszym piłkarzom po piętach Concordią i prawdopodobnie wyprzedzić w tabeli Ursus Warszawa, który podejmował na swoim terenie znacznie wyżej notowany Widzew Łódź. Porażki nikt w Łomży nie brał pod uwagę, ale wiadomo było, że goście przyjadą z nastawieniem na ofensywną grę, bo dla nich z kolei zwycięstwo oznaczałoby zrównanie punktami z ŁKS-em. Wynik bezbramkowy spowodował zachowanie status quo w dole tabeli. Nie pozwolił ełkaesiakom ani powiększyć przewagi nad Concordią, ani "przeskoczyć w tabeli Ursusa, który nieoczekiwanie odebrał punkty Widzewowi remisując z jednym z kandydatów do awansu.
Piłkarzy ŁKS-u na boisko wyprowadził w roli kapitana Przemysław Olesiński, który w tej funkcji zastąpił kontuzjowanego przed tygodniem w meczu z Widzewem Rafała Maćkowskiego. Maćkowski niestety nie zagra już w tym sezonie. Czeka go wkrótce operacja bocznej łąkotki. "Rambo" czeka jeszcze tylko na wynik badania rezonansem magnetycznym, które wykaże, czy uszkodzeniu nie uległy również więzadła kolana.
W pierwszej połowie spotkania z boiska niestety wiało nudą. Choć usilne starania zarządu klubu przyniosły efekt w postaci około 600 widzów na trybunach, co jak na średnią frekwencję w okolicach 200 widzów i niezbyt sprzyjającą pogodę należy uznać za całkiem dobry wynik, to piłkarze niestety niezbyt dostosowali się do tego faktu. ŁKS nie zamierzał rzucać się na przeciwnika, a goście, choć próbowali atakować, byli skutecznie powstrzymywani przez podopiecznych trenera Miłoszewskiego. Przy takiej grze trudno więc było o sytuacje podbramkowe, które mogłyby spowodować większe poruszenie na trybunach.
Pierwszym wydarzeniem nadającym się do odnotowania była zmiana w ekipie biało-czerwonych dokonana już w 14. minucie spotkania. Konrad Kamienowski, który doznał urazu stawu skokowego musiał opuścić murawę, a jego miejsce z konieczności zajął Rafał Grabowski. Na szczęście uraz Kamienowskiego prawdopodobnie nie jest groźny, ale czeka go kilka dni odpoczynku.
Pierwszy strzał w meczu oddał dopiero w 27. minucie Marek Kaliszewski. Uderzenie pomocnika sprzed pola karnego było celne, ale zbyt lekkie i wprost w bramkarza Concordii, który nie miał problemu z jego obroną. Do zapisania w statystykach i zapomnienia. Za to tuż przed przerwą gospodarze powinni objąć prowadzenie, gdyby tylko Paweł Drażba, który znalazł się sam na sam z Oskarem Pogorzelcem, zdołał tę szansę wykorzystać. Niestety, napastnik ŁKS-u nie próbował technicznego uderzenia omijającego bramkarza gości tylko chciał pokonać go metodą siłową. Strzał, choć bardzo mocny, trafił wprost w golkipera przyjezdnych i wynik pozostał bez zmiany.
Początek drugiej połowy meczu nie przniósł znaczącej zmiany w nastawieniu piłkarzu żadne z drużyn. Choć jednym i drugim zależało na zwycięstwie, to chyba jeszcze bardziej zależało im na tym, by nie stracić gola. Gra więc toczyła się głównie w środkowej strefie boiska, a sytuacji podbramkowych było jak na lekarstwo.
Jako pierwsi bramce rywali zagrozili ponownie ełkaesiacy. W 68. minucie, po rzucie rożnym, jeden z zawodników ŁKS-u oddał strzał z bliska i wszyscy na stadionie już widzieli piłkę w siatce, ale z linii bramkowej wybił ją obrońca gości. Łomżyńscy piłkarze reklamowali co prawda u sędziego zagranie ręką w tej sytuacji, ale arbiter pozostał niewzruszony.
Od tego momentu jednak gra stawała się coraz bardziej otwarta. Dwie minuty później swojego pierwszego, celnego uderzenia doczekali się piłkarze Concordii. Strzałem z pola karnego Oliwera Wienczatka próbował pokonać Adam Duda, ale golkiper ŁKS-u był na posterunku. Kolejne okazje do zdobycia gola goście stworzyli sobie w 86. i 89. minucie meczu. Z obu sytuacji obronną ręką wyszedł jednak Wienczatek, który najpierw obronił strzał z dystansu, a trzy minuty później został trafiony futbolówką po uderzeniu głową piłki wrzuconej w pole karne z rzutu wolnego.
Ostatnim akcentem meczu był kolejna sytuacja sam na sam ŁKS-u, już w 90. minucie. Niestety, obsłużony prostopadłym podaniem Bartosz Kaszubowski posłał piłke tuż obok słupka bramki Pogorzelca.
Z przebiegu całego spotkania podział punktów jest sprawiedliwym wynikiem. Oba zespoły miały swoje sytuacje i żaden nie potrafił ich wykorzystać. Oba też dość uważnie zagrały w defensywie i uniknęły prostych błędów. Wynik, choć sprawiedliwy, nie jest jednak satysfakcjonujący nikogo, choć po meczu trener Miłoszewski przyznał, że jego zdaniem remis jest korzystniejszy dla jego drużyny, bo pozwolił na utrzymanie przewagi nad Concordią.
Kolejne spotkanie biało-czerwoni rozegrają już w najbliższą środę 3 maja na wyjeździe z Lechią Tomaszów Mazowiecki, a przed swoją publicznością zaprezentują się ponownie już za tydzień w meczu z rezerwami Legii Warszawa.
ŁKS 1926 Łomża - Concordia Elbląg 0:0
ŁKS: Wienczatek - Kamienowski (14. Grabowski), Melao, Cibulskas, Kaliszewski - Gałązka, Rydzewski (63. Brzozowski), Baranowski, Olesiński - Sadowski (75. Kaszubowski), Drażba (83. Tarnowski)
Concordia: Pogorzelec - Kopeć, Barros, Kiełtyka, Stawikowski, Burzyński, Lubiejewski, Pelc, Pietroń, Otręba, Duda