Ponownie palą się bagienne tereny w Biebrzańskim Parku Narodowym. Ogień trawi ogromne przestrzenie terenów chronionych. Pożar jest stopniowo opanowywany, ale trwa nadal.
W pożare, który rozpoczął się w niedzielę wieczorem, spłonęło ok. ok. 1,3 tys. ha powierzchni łąk i lasów. Akcja zakończyła się we wtorek nad ranem. Nowe zgłoszenie o "zadymieniu i zarzewiach ognia" straż pożarna otrzymała dzisiaj (21.04) rano.
Prawdopodobnie najbardziej niebezpiecznie jest w rejonie pomiędzy lasem wroceńskim a Wilczą Górą. Pracownicy Biebrzańskiego Parku Narodowego przekazują ,że Straż Pożarna stara się docierać tam jak najbliżej, ale palą się nieużytki, zarośla wierzbowe i trzcinowiska, do których nie ma dróg dojazdowych. Strażacy muszą pokonać Biebrzę w miejscu, gdzie nie ma mostu. Prom we Wroceniu od rana przewozi auta z ludźmi za rzekę. Potem pieszo docierają do pożaru i gaszą go tłumicami.
- Nawet po powierzchownym ugaszeniu płomieni, na torfowiskach, podmuchy wiatru mogą rozdmuchać ogień na nowo. Najgorszym niebezpieczeństwem jest to, że może zająć się torf pod powierzchnią. Dlatego od wczoraj pracownicy Parku włączyli się bezpośrednio w akcję. Tam, gdzie tylko da się dojechać dogaszają cały czas pożarzyska wodą z beczkowozu - przekazują pracownicy BPN.