W nocy z soboty na niedzielę (z 28 na 29 marca 2015) przestawiamy czas z zimowego na letni. Wskazówki przesuwamy o godzinę do przodu czyli np. z 2.00 na 3.00. Najbliższa noc będzie zatem o całą godzinę krótsza. Za to kolejne dni zrobią się dłuższe, bo zmrok zapadnie o godzinę później niż jeszcze dziś.
Zmiana czasu została wprowadzona, by lepiej wykorzystywać światło słoneczne. Dzięki temu teoretycznie oszczędzamy prąd, a na drogach jest bezpieczniej. Zaobserwowano również mniejszą liczbę włamań do domów - złodzieje lubią, kiedy po zmroku nie ma nikogo w domu. Ma to jednak też swoje wady. Dla osób o ustabilizowanym trybie życia zmiana czasu może być męcząca. To trochę tak, jak ze zmianą strefy czasowej - wtedy też potrzeba kilku dni, by dostosować zegar biologiczny do tego na ścianie. Z dotychczasowych doświadczeń wynika, że krótszy sen po zmianie czasu na letni może powodować wypadki drogowe, zawały serca czy depresję. Do tego dochodzi bałagan przede wszystkim w systemach teleinformatycznych, ale też w rozkładach jazdy pociągów i lotów.
Mimo wszystkich niedogodności czas jest zmieniany w prawie 70 krajach na świecie. W Europie wskazówek nie przesuwają jedynie mieszkańcy Rosji, Białorusi i Islandii. Dyrektywa unijna reguluje, kiedy dokładnie ma zostać zmieniony czas we wszystkich krajach członkowskich, czyli właśnie w ostatni weekend marca. W Polsce wskazówki przesuwamy z godziny 2.00 na 3.00. Ten sam termin zmiany czasu we wszystkich krajach członkowskich ma sprzyjać koordynacji sektorów przemysłu,głównie transportu i komunikacji.
W Polsce decyzję o zmianie czasu podjęto po raz pierwszy w 1919 r. Trend był wtedy ogólnoświatowy. Czas zmieniali w Ameryce, Niemczech, Wielkiej Brytanii i Austro-Węgrzech. W naszym kraju przesuwano wskazówki jeszcze kilka razy w trakcie i po II wojnie światowej. Na stałe zmianę czasu wprowadzono w 1977 r. Ustawowo sprawę uregulowano dopiero w 2003 r. Od tego czasu wskazówki przesuwamy zgodnie z rozporządzeniem Prezesa Rady Ministrów, które uwzględnia dyrektywę unijną.