Choć od wyburzenia charakterystycznej nastawni przy ul. Piłsudskiego 111 w Łomży minął już miesiąc, dopiero teraz do internetu trafił film Mateusza Gierlaka, znanego szerzej jako Raptus MG, który pokazał kulisy tej operacji „od kuchni”. Kiedy budynek znikał z powierzchni ziemi, mieszkańcy zmagali się z dotkliwymi mrozami, a relacja popularnego traker-influencera uświadamia, w jak ekstremalnych warunkach pracowała ekipa dostarczająca ciężki sprzęt do miasta.
Wszystko zaczęło się nocnym kursem z Tarnobrzega, skąd 510-konny Mercedes Arocs, prowadzony przez Raptusa i doświadczonego kierowcę Staszka, musiał dowieźć maszyny na rano do Łomży. Na naczepie niskopodwoziowej podróżował potężny Caterpillar 320E oraz koparka kołowa, które miały stać się głównymi aktorami rozbiórki. Transport przebiegał w cieniu walki z temperaturą spadającą do -11°C i sypiącym śniegiem, co na miejscu w Łomży przełożyło się na prawdziwy poligon doświadczalny.
Na placu przy ul. Piłsudskiego kierowcy zastali warstwę lodu sięgającą niemal kolan, co sprawiło, że nawet tak mocny zestaw jak Mercedes miał ogromne problemy z manewrowaniem. Rozładunek stał się walką z fizyką – koła buksowały na śliskiej nawierzchni, a żeby bezpiecznie zjechać z naczepy, konieczna była pomoc innej koparki, która najpierw musiała „odgruzować” teren i zerwać lód. Cała akcja wymagała od ekipy nie tylko precyzji, ale i sporej dawki odporności na mróz przy demontażu łańcuchów i poszerzeń naczepy.
Dla Łomży wyburzenie tego obiektu to nie tylko kwestia uprzątnięcia terenu, ale przede wszystkim symboliczne pożegnanie z erą „wajch” i mechanicznego zarządzania koleją. Era tradycyjnych nastawni dobiegła końca, ustępując miejsca nowoczesnym systemom komputerowym, które docelowo będą sterowane z regionalnych centrów w Białymstoku lub Ostrołęce. Dzięki nocnej determinacji ekipy transportowej i sprawnym operatorom, budynek z lat 60. został szybko zrównany z ziemią, otwierając drogę do nowoczesnej infrastruktury kolejowej.