Minister Stefan Krajewski do kraju wrócił dziś o świcie. Kilka godzin później, pewnie jeszcze na solidnej dawce kofeiny i z jet lagiem po locie z Azji, stanął przed dziennikarzami, żeby wyłożyć karty na stół. A te wyglądają wyjątkowo mocno: polska wołowina i drób wchodzą na rynki, które przez lata były dla nas niemal zabetonowane.
Najważniejszy konkret przyjechał z Japonii. Od 14 kwietnia 2026 roku znika słynna bariera wiekowa, która była zmorą naszych eksporterów wołowiny. To nie są tylko urzędowe przepychanki – to realne pieniądze, które popłyną do polskich zakładów. Do tej pory Japończycy kręcili nosem na wiek zwierząt i restrykcje dotyczące przetworzonego mięsa. Teraz drzwi są otwarte na oścież, także dla drobiu po obróbce.
– To przełom, na który polscy producenci czekali od lat. Zniesienie bariery wiekowej w eksporcie polskiej wołowiny i otwarcie japońskiego rynku na przetworzone produkty mięsne to przełomowa decyzja, która istotnie zwiększy możliwości eksportowe polskich producentów – podkreślił minister Krajewski.
Reklama
Krajewski nie krył satysfakcji, bo ten przełom to efekt nie tylko jego wizyty, ale i obecności w regionie premiera Donalda Tuska. W Azji takie „polityczne podbicie bębenka” jest kluczowe, by urzędnicy w Tokio czy Seulu w ogóle chcieli usiąść do rozmów.
Z Koreą Południową sprawa jest nieco bardziej skomplikowana, ale też idzie do przodu. Tam procedury przypominają bieg z przeszkodami – jest ich osiem. Do tej pory dreptaliśmy w miejscu, ale teraz minister ogłosił, że wskoczyliśmy na piąty etap. Brzmi technicznie, ale w dyplomacji handlowej to sygnał, że najgorsze biurokratyczne zasieki mamy za sobą. Teraz czekamy już głównie na polityczne „tak” ze strony Seulu.
A gra jest warta świeczki. Choć Japonia kupuje od nas żywność za ponad 80 mln euro, to Koreańczycy już teraz dobijają do 110 mln. Cały polski eksport rolny w 2025 roku wystrzelił do niebotycznego poziomu 58 miliardów euro. To już nie są tylko „nadwyżki”, to potężny silnik naszej gospodarki.
Przy okazji tych azjatyckich sukcesów, minister musiał zmierzyć się z pytaniami o bezpieczeństwo jedzenia, które trafia do nas. I tu padła zapowiedź, która może mocno namieszać. Resort wyciąga z szuflady przepis, który kurzył się od 2006 roku – słynny art. 7 ust. 3 ustawy o bezpieczeństwie żywności.
– Lada dzień podpiszemy rozporządzenie o czasowym zawieszeniu importu produktów z substancjami niedopuszczonymi w UE. Żywność z państw trzecich, także z Mercosur, musi spełniać unijne normy – umowa nic tu nie zmienia – zadeklarował minister Krajewski.
Minister długo w domu nie posiedzi. W kalendarzu już ma wpisane kolejne kierunki: Maroko, Indonezja, Singapur i Brazylia.