Kamery wizyjne, zainstalowane kilkanaście dni temu w Lasku Jednaczewskim, przynoszą już pierwsze efekty- śmieci jest mniej, Straż Leśna nie zanotowała też przypadku kradzieży drewna. - Ludzie widzą tabliczkę informująca o monitoringu i zastanawiają się nad swoim zachowaniem- przyznaje Kazimierz Muczyński, komendant Straży Leśnej łomżyńskiego Nadleśnictwa. Wybierając się na pierwsze czerwcowe grzyby musimy pamiętać, że las jest monitorowany "na żywo".
- Do tej pory notowaliśmy przypadki kradzieży drewna, nielegalnie wywiezione śmieci odkrywaliśmy praktycznie po każdym weekendzie, podobnie jak ślady ognisk rozpalanych w miejscach niedozwolonych- przyznaje komendant Muczyński.
Nadleśnictwo Łomża rocznie musiało wydawać ok. 50 tys. złotych na sprzątanie lasu i wywóz śmieci wyrzuconych przez nieodpowiedzialnych spacerowiczów.
Odkąd pod koniec maja w Lasku Jednaczewskim zaczął działać monitoring, problem znacznie się zmniejszył.
- Do tej pory nie zanotowaliśmy przypadku kradzieży drewna lub wywozu śmieci. Informacja o działających kamerach rozszerza się, ludzi zastanawia też tabliczka informująca o monitoringu. To daje efekt- przyznaje Kazimierz Muczyński.
Ilość kamer i ich rozmieszczenie pozostaje tajemnicą. Wiadomo jednak, że "oko" patrzy na najbardziej uczęszczane miejsca, m.in. w pobliżu pomnika Stacha Konwy. Kamery działają przez całą dobę, a strażnicy leśni mają możliwość oglądania obrazu przez nie rejestrowanego na żywo.
Za złamanie prawa obowiązujacego w lesie grożą zaś surowe kary. Wyrzucenie śmieci lub rozpalenie ogniska to wykroczenie karane mandatem w wysokości nawet 500 złotych. Kradzież drewna wiąże się zaś ze skierowaniem wniosku do sądu.