Gdyby w polskiej piłce przyznawano punkty za szczerość, Marcin Sasal właśnie zapewniłby sobie awans do Ligi Mistrzów. Po rozstaniu z ŁKS-em Łomża, szkoleniowiec opublikował wpis, który jest czymś więcej niż pożegnaniem – to gorzka diagnoza patologii zżerających nasz futbol od środka.
Wszystko zaczęło się dekadę temu. To wtedy Marcin Sasal w rozmowie z Tomaszem Ćwiąkałą – dziś czołowym dziennikarzem i youtuberem sportowym – rzucił pomysł, który wówczas mógł brzmieć jak żart, a dziś wydaje się koniecznością: wprowadzenie licencji dla prezesów klubów.
Sasal przypomniał o tym wczoraj, celnie uderzając w czuły punkt. Trenerzy muszą kończyć kursy, zdawać egzaminy i odnawiać uprawnienia UEFA. A prezesi? Często jedyną „licencją”, jaką posiadają, jest klucz do klubowej kasy, który – jak pokazuje przykład z Łomży – nie zawsze służy do wypłacania pensji na czas. A publicznych pieniędzy z dotacji rozliczyć nie trzeba?
„Dziś powiem, że trzeba rozliczyć oszustwa, kłamstwa i obietnice, również w piłce. Tylko kto to ma zrobić?” – pyta retorycznie Sasal.
Statystyki Marcina Sasala w Łomży są wręcz absurdalnie dobre w kontekście jego zwolnienia - średnia 2,04 pkt/mecz.
W normalnych warunkach takie liczby oznaczają walkę o awans i spokój pracy. W ŁKS-ie Łomża, targanym problemami finansowymi, stały się jedynie cyframi na papierze. Sasal w swoim wpisie użył genialnego w swojej prostocie porównania:
„Na stacji benzynowej tych punktów nie uznają, w sklepie też. Za rachunki za prąd i gaz nie chcieli też uznać”.
Reklama
To zdanie najlepiej oddaje dramat trenera fachowca, który wykonuje swoją robotę, ale ląduje w miejscu, gdzie sportowy profesjonalizm zderza się z organizacyjną amatorszczyzną. 1 kwietnia, kiedy ogłoszono jego odejście okazał się być ponurym żartem z wyników, jakie wypracował.
Zarząd ŁKS-u postawił na zmianę. Po krótkim epizodzie Tomasza Staniórskiego, stery przejął Maciej Tarnogrodzki. Debiut? Bolesne zderzenie z rzeczywistością. Porażka 0:1 z Wigrami Suwałki pokazała, że „impuls”, którego szukały władze klubu, na razie nie nadszedł.
Marcin Sasal kończy swój wpis pytaniem „NO I CO Z TEGO????”. To pytanie do nas wszystkich – kibiców, dziennikarzy i działaczy. Czy w piłce naprawdę liczy się wynik, czy może jednak ważniejsze są układy, obiecanki i „jakoś to będzie”?
Wydaje się, że Tomasz Ćwiąkała powinien już szykować mikrofony. Rozmowa o licencjach dla prezesów i rozliczaniu „oszustw” jest dziś potrzebna bardziej niż kiedykolwiek. Bo dopóki punkty zdobyte przez trenerów nie będą miały pokrycia w uczciwości działaczy, dopóty będziemy oglądać takie spektakle, jak ten w Łomży. #2ligana100lecie!