- Nasi praprzodkowie wiedzieli świetnie co to dobra zabawa, imprezy, a nawet narkotyki - twierdzi Adam Wawrusiewicz, archeolog, który odkrywa tajemnice ludów zamieszkujących północno-wschodnią Polskę przed tysiącami lat. Okazuje się, że ulubionym miejscem ich spotkań były okolice obecnej miejscowości Grądy Woniecko, niedaleko Wizny.
- Naszych przodków warto zdjąć z marmurowego piedestału. Ludzie, którzy byli tu przed nami, bardzo nas przypominali w różnych zachowaniach. Nie byli modelowymi postaciami, tylko ludźmi z krwi i kości – przypomina Adam Wawrusiewicz, archeolog z Muzeum Podlaskiego w Białymstoku w rozmowie z portalem INNPoland.pl.
Według niego, nawet żyjąc w swoich rodzinach, wiedzieli o tym, że trzeba czasem wyjść na imprezę, znaleźć nową dziewczynę. Doskonale zdawali sobie też sprawę w z tego, czym są narkotyki.
Archeolog wziął pod lupę znane badaczom miejsce – okolice wsi Grądy – Woniecko. Zbadał m.in. znalezione tam eksponaty. Jak się okazuje, w kilku naczyniach badaczom udało się odkryć nawet pozostałości pochodnej morfiny. Okazuje się, że nasi przodkowie sięgali po narkotyki, a same spotkania u zbiegu dwóch rzek miały charakter zarówno religijny, jak i towarzyski. Podczas nich prawdopodobnie zawierano nowe znajomości, również o charakterze randkowym.
– Samo miejsce, czyli Grądy-Woniecko jest niesamowicie ciekawe. To nie była osada, ale punkt spotkań. Mówimy o czasach neolitu, czyli późnej epoki kamienia. W okolicach bytowały ugrupowania łowiecko-zbierackie, które teraz w archeologii określamy mianem kultury niemeńskiej. Chodzi nam o okres od połowy piątego tysiąclecia przed naszą erą, do przełomu trzeciego i drugiego tysiąclecia p.n.e. – mówi Adam Wawrusiewicz w rozmowie z INN:Poland.
Z badań wynika, że raz lub dwa razy do roku, prawdopodobnie przy okazji przesilenia letniego czy zimowego, spotykali się w większej grupie – właśnie w Grądach-Woniecku. Są dwie bardzo ważne przesłanki, które na to wskazują.
Pierwsza z nich to niebywała wręcz liczba skorup i wyrobów krzemiennych w tym miejscu.
– To fascynujące, że są to ilości niepowtarzalne w skali całej północno-wschodniej Polski. Wyszło nam, że jest ich 10 razy więcej, niż w przypadku wszystkich innych stanowisk łowców i zbieraczy - podkreśla naukowiec.
Skorupy oddano w ręce Anny Kałużnej-Czaplińskiej i Angeliny Rosiak z Politechniki Łódzkiej. Ich analizy miały polegać na wyselekcjonowaniu ze ścianek naczyń związków tłuszczowych, które przybliżyłyby nam dietę tych ludzi. Wielkim zaskoczeniem było to, że na dwóch z kilku analizowanych skorup odkryto związek zwany dihydromorfiną. Czyli narkotyk.
– Sądzimy, że chwytamy pewne ślady obrzędów o charakterze szamańskim, gdy szaman wprowadzał się w odmienny stan świadomości, by porozmawiać z bogami, siłami natury, zasięgnąć ich rady albo uzyskać akceptację przed zaślubinami. W tym celu musiał mentalnie wznieść się ponad życie codzienne. Nie jest więc tak, że oni wszyscy byli morfinistami, to jest raczej przesiąknięte płaszczyzną szamańsko-magiczną – twierdzi badacz.
Więcej w artykule opublikowanym w portalu INN:Poland: Prapolacy doskonale wiedzieli czym są narkotyki i podrywanie dziewczyn na imprezach. Byli... jak my