Damian Olender ma za sobą kolejne podejście do rekordu Polski. Po czterech godzinach postanowił zrezygnować.
Po raz pierwszy przegrałem. Po nieco ponad trzech godzinach miałem na liczniku 19 kilometrów. Szedłem po rekord. Niestety, sam jestem winny. Źle przygotowałem się do bicia rekordu. Na placu była górka. Co więcej, w miejscu gdzie skręcałem, więc i tak musiałem zwalniać. Pojawił się ból pleców, który tylko narastał. Postanowiłem nie ryzykować. Zapewne mógłbym walczyć do końca, ale później nie podniósłbym się z łóżka - mówi 31-latek z Nowogrodu.
Olender musiał ciągnąć samochód - Fiata 126p. Aby zostać rekordzistą, Damian musiał pokonać 42 195 m w czasie poniżej 7 godzin 43 minut 50 sekund.
Tym razem się nie udało, ale nie poddam się. Spróbuję jeszcze raz. Muszę również zadbać o lżejsze auto. W regulaminie jest samochód o wadze powyżej pół tony. "Maluch" ważył około 750 kilogramów, więc zdecydowanie więcej niż musiał - dodaje.
W trakcie bicia rekordu odbyła się zbiórka pieniędzy na leczenie Tadzia, którego Damian jest wujkiem. Chłopiec pomyślnie przeszedł bardzo poważną, kilkugodzinną operację serca. Nadal potrzebuje jednak środków na rehabilitację.
Każdy może dołączyć do zbiórki środków na pomoc Tadziowi. Więcej informacji TUTAJ.