Na brak „życia” w mieście narzekają głównie młodzi. A że nie ma gdzie wyjść. A że nudzi się im wieczorami. A że nie ma miejsca do rozrywki. Ostatnio dosłownie rozerwać mogła się nie tylko młodzież, ale i dużo starsi. We środę bombowa atmosfera na ul. Broniewskiego była na szczęście szybko usuniętym niewypałem. Jednak wtedy zapłonął we mnie lont myślowy. Co zrobić, by ludzie bez przymusu, młodsi i starsi wybuchnęli wspólnym śmiechem, a nie ledwo żarzyli się z narzekactwa?
Po bujnej czuprynie drepcze mi pytanie. Czy w Łomży naprawdę nie ma co robić? Z mojej perspektywy młodego chłystka widać kilka klubów i barów. No i niezawodna dyskoteka w Jeziorku do której zawsze można się wybrać, bo niedaleko. W zasadzie nie jest źle. Ale ok. Jeśli ktoś chce czegoś więcej niż techno łupany, żłopania piwa i disco polo, może być zawiedziony. Fakt, była „Walizka”. Festiwal dzięki, któremu na ulicach przez całą dobę było jasno od blasku uśmiechniętych twarzy. To mimo wszystko za mało. W ciągu roku więcej walizek razem z ich właścicielami ucieka poza bramy naszej miejscowości. Większość mieszkańców powie – A bo miasto nic nie robi. Ratusz odpowie – Nie stać nas. Ja uważam, że stać nas na zrobienie czegoś. I tu nie chodzi o pieniądze.
Mój serdeczny przyjaciel powiedział mi kiedyś bardzo mądre słowa - Biedny nie jest ten który nie ma, a ten któremu brakuje. Jako mieszkańcy jesteśmy biedakami, czasem wręcz żebrzącymi o rozrywkę. Skoro naszym zdaniem w Łomży panuje posucha „życiowo – dzięjoco się – kulturalna”, i wyraźnie brakuje w niej elementów radości, stwórzmy tę radość sami. Parafrazując słynną sentencję jednego z amerykańskich prezydentów – Nie pytaj co Twoje miasto może zrobić dla Ciebie, ale o to co Ty możesz zrobić dla swojego miasta. W tym sęk. Ruszmy zardzewiałe od korozji bezruchu cztery litery. Nie trzeba zbawiać świata. Choć można zbawić swój mały łomżyński glob.
Dlatego zachęcam do pisania komentarzy w których zawarte będą różne koncepcje akcji, reakcji itd. Napiszcie co chcielibyście zrobić w Łomży, dlaczego i z kim. Podajcie również maila. Na pewno się z Wami skontaktuję.
Nie liczę na Hiroszimę bombowych pomysłów. Mam jednak nadzieję, że chociaż jeden, niczym saper, rozbroi mnie pozytywnie. Warto zaryzykować, i być może, wejść na minę? Czy robić dobrą minę do złej gry i stworzyć z siebie niewypał zapału? Jestem pewny, iż lepsza jest pierwsza opcja.
_ _ __ _ _ _ _ __ _ _ _ _ __ _ _ __ __ _ _ __ _ _ _ _ _ _ _ __ _ _
Młody
Treści prezentowane w tej publikacji nie są oficjalnym stanowiskiem portalu MyLomza.pl, ani nie mogą być z nim utożsamiane. Całkowitą odpowiedzialność za treść ponosi autor (do wiadomości red.).