Reklama

Powrót głośnej sprawy księgowej z Łomży. Sąd apelacyjny kończy postępowanie

17/11/2025 19:28

Po kilku latach proceduralnych zakrętów sprawa byłej głównej księgowej jednej z łomżyńskich uczelni znowu trafiła na wokandę Sądu Apelacyjnego w Białymstoku. W poniedziałek strony wygłosiły mowy końcowe. Za dwa tygodnie poznamy decyzję sądu.Kobieta była już raz skazana na trzy lata więzienia i obowiązek zwrotu około 1,2 mln zł. Sąd Najwyższy uchylił jednak tam wtedy prawomocny wyrok, co otworzyło drogę do ponownego rozpatrzenia apelacji.

Prokuratura opisuje lata 2011–2013 jako czas, w którym z kont uczelni miały znikać duże pieniądze. Zdaniem śledczych księgowa przelewała środki na swoje rachunki, ukrywając je pod różnymi tytułami. Sygnał o nieprawidłowościach wyszedł od pełnomocnika właściciela szkoły. Audyt wykazał zaburzony obieg dokumentów i operacje, które trudno było wyjaśnić.

Obrońcy przedstawiają zupełnie inny obraz. Twierdzą, że ich klientka wykonywała polecenia pełnomocnika uczelni, duchownego, który już nie żyje. Według niej gotówka trafiała właśnie do niego i była wydawana na potrzeby szkoły oraz związanej z nią sieci placówek. Obrona podkreśla, że bez zgody tej osoby nie podejmowano w uczelni żadnych decyzji finansowych. Problem w tym, że duchowny podczas śledztwa temu zaprzeczył.

Reklama

Kanclerz uczelni, działający jako oskarżyciel posiłkowy, stanowczo sprzeciwia się tezie, że pieniądze trafiły do kogokolwiek innego. Podaje konkretne liczby i powołuje się na opinie biegłych. Według tych wyliczeń tylko same nierozliczone zaliczki sięgały ponad 600 tys. zł, a fikcyjne ryczałty przez dwa lata dały ponad 100 tys. zł. Uczelnia podkreśla, że sprawa odbiła się nie tylko na jej finansach, ale też na zaufaniu, które budowała latami.

Prokurator zwraca uwagę na jedną rzecz: liczy się to, gdzie wylądowały pieniądze. Według niego fakt, że znalazły się na prywatnych kontach księgowej, wyczerpuje znamiona zarzutu.

Reklama

Oskarżona prosi o uniewinnienie. Powtarza, że nie przywłaszczyła żadnych środków i że cała odpowiedzialność za sposób prowadzenia finansów spoczywała na jej przełożonym. Nie kryje, że nie było zwyczaju brania od duchownego pokwitowań. Jak stwierdziła, „to było niewskazane”.

Za dwa tygodnie dowiemy się, czy sąd da wiarę prokuraturze i uczelni, czy też uzna, że działania księgowej były częścią wadliwego, ale przyjętego wówczas w szkole systemu.

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości