Choć dotykający Łomżę ogrom bezrobocia sprawia, że dla pracy gotowi jesteśmy poświęcić wiele, specjaliści nie mają wątpliwości- wypalenie zawodowe to najgorsza z pracowniczych przypadłości. Wbrew pozorom, zaczyna się niewinnie- od zostawania na coraz dłuższe nadgodziny. W efekcie traci i pracownik, i firma.
Ponad siedem tysięcy osób bez pracy, figurujących pod koniec lutego w rejestrze Powiatowego Urzędu Pracy w Łomży nie pozostawia złudzeń- pracy w mieście nie ma.
Dlatego ci, którym udało się zdobyć etat, bez wahania poświęcają na zadania związane z zatrudnieniem wolne soboty, niedziele, a nierzadko codziennie godzą się na nadgodziny.
Wbrew pozorom, takie rozwiązanie nie wróży nic dobrego- zwiększanie ilości godzin pracy kosztem odpoczynku, snu i życia rodzinnego to początek procesu wypalenia zawodowego. Kiedy dojdzie do tego presja otoczenia, stawianie sobie coraz wyższych wymagań i rutyna, kłopoty w zasadzie mamy murowane.
- Osoby dotknięte omawianą przypadłością często w pierwszej kolejności zmagają się z problemami z koncentracją. Później zaczynają obwiniać się za zbyt długie przebywanie w pracy, co skutkuje wyczerpaniem zarówno psychicznym, jak i fizycznym. Wypalenie nierzadko powoduje też huśtawki nastrojów, cynizm w kontaktach z innymi lub izolowanie się od otoczenia, brak życia prywatnego, nadużywanie alkoholu, zwiększoną ilość dni spędzanych na zwolnieniu lekarskim, a także problemy ze snem- wylicza specjalista zarządzania czasem Grzegorz Frątczak.
Z wyliczeń specjalistów wynika, że utrzymanie pracownika dotkniętego wypaleniem jest bardzo kosztowne, bowiem jego efektywność znacznie spada. W ciągu dwunastu godzin wykonuje to co, co zwykle zajęłoby mu dwa razy mniej czasu. Z czasem pracownik odchodzi na długotrwałe zwolnienie lekarskie, co znów pociąga za sobą koszty, lub rezygnuje z pracy, wymuszając nieopłacalny proces rekrutacji.
Zdaniem ekspertów nawet presja ogromnego bezrobocia (w Łomży stopa bezrobocia osiągnęła właśnie 18 proc.) nie powinna wymuszać pracy poza godzinami i stawiania jej ponad życie osobiste. W efekcie traci bowiem i pracownik, i firma.