- Nie chcę komentować listu, który jest aktem żalu i wyrazem rozgoryczenia jednostki a nie merytoryczną wypowiedzią reprezentanta załogi. Wiele w nim nieprawd i komentarzy rodem ze spiskowej teorii dziejów. Na problem Fabryki trzeba spojrzeć realnie a nie w duchu tęsknoty za czasami opiekuńczego socjalizmu. Na swą trudną sytuację Fabryka pracowała latami i nie ma mechanizmu, który by w kilka dni zmienił ją z Kopciuszka w piękną księżniczkę- mówi Witold Orcholski, prezes Zarządu Łomżyńskiej Fabryki Mebli, odnosząc się do wypowiedzi jednego z pracowników ŁFM, przesłanej do naszej redakcji na początku tygodnia. We wtorek w fabryce odbyło się kolejne spotkanie załogi i zarządu firmy. Wg relacji prezesa, pracownicy podjęli ryzyko związane z naprawą sytuacji w fabryce- przystali na udanie się na urlopy w czasie zimowego przestoju oraz na wypłatę pensji z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.
Sytuacja w powstałej w 1972 roku Łomżyńskiej Fabryce Mebli jest bardzo trudna. Spółka ma wielomilionowe długi. Pracownicy ciągle nie dostali jeszcze pełnych wypłat za przepracowany grudzień, a pensje za styczeń i luty zostaną wypłacone z FGŚP. W Sądzie Rejonowym został złożony wniosek o ogłoszenie upadłości naprawczej. Sąd zadecyduje, czy firma musi wyprzedać majątek i spłacić wierzycieli, czy może zawrzeć z nimi układy i nadal funkcjonować.
- Decydując się przyjąć stanowisko prezesa w Spółce wiedziałem, że jej sytuacja jest trudna. Nie sądziłem jednak, że problem dotyczy też struktury firmy i modelu jej funkcjonowania. Kiedy przejrzałem dokumenty, nie miałem wątpliwości, że ŁFM musi złożyć wniosek o upadłość, co nie oznacza, że nie będzie mogła pracować dalej. Firma nigdy nie była przygotowana do funkcjonowania na wolnym rynku. Wiele elementów koniecznych do zwykłej działalności Fabryki trzeba budować od podstaw i to robimy, ale to nie dzieje się z dnia na dzień. Do niedawna nie istniał nawet dział sprzedaży!- tłumaczy prezes Witold Orcholski, który swoje stanowisko objął pod koniec stycznia 2012 roku.
Jeśli sąd wyrazi zgodę na dalsze funkcjonowanie fabryki, pozycja i struktura firmy będzie musiała zostać zbudowana na nowo. Pomóc ma w tym utworzony niedawno dział sprzedaży, marketingu, projektowania czy design"u oraz obecność na Targach w Poznaniu. Mimo wszystko nawet taka reforma nie jest gwarancją sukcesu.
- Przy takim stanie zatrudnienia, którego na wniosek związków zawodowych i pracowników nie redukowano, potrzebujemy dużych zamówień- nie ukrywa Orcholski.
Pracownicy ŁFM przynoszących spore dochody zamówień nie widzieli jednak od dawna. Ci, którzy z początkiem marca wrócili z urlopów wynikających z braku zamówień i niskich temperatur panujących w hali produkcyjnej, pracują przy drobnych zleceniach.
Zdaniem prezesa Zarządu, pracownicy są świadomi, że planowana restrukturyzacja obarczona jest ryzykiem. Dlatego dziwi go list przesłany do naszej redakcji.
- Dziś mogę zapewnić, że wynagrodzenia zostaną wypłacone i o tym pracownicy wiedzą. Na bieżąco są informowani o sytuacji Spółki, dziwi podejrzliwy ton listu. Zostały zakupione materiały, w opracowaniu są dwa duże kontrakty, ale do ich realizacji potrzebna jest m.in. dobra wola załogi. Spotkałem się dziś z przedstawicielami związków zawodowych i z samą załogą; wszyscy wyrazili chęć dalszej współpracy. Nikt nie solidaryzował się z ocennymi wypowiedziami mrocznego listu- przekazuje prezes. - Kto kupowałby firmę po to, by przynosiła straty? Gdybym nie wierzył w powodzenie planu naprawczego, nie byłoby mnie tutaj- zapewnia prezes Witold Orcholski.
Pracownicy ciągle nie są jednak przekonani o „czystości intencji” właścicieli przedsiębiorstwa. W kolejnym liście przesłanym do naszej redakcji, pragnący zachować anonimowość pracownik ŁFM pisze: „Właścicielem firmy najprawdopodobniej nadal jest Jan Zawadzki zamieszkały na stałe w Anglii. Podejrzewamy, że "uzdrowiciele" zostali przez niego wynajęci w celu zamknięcia firmy po cichu, a także wstrzymania egzekucji długów zakładu. Dzisiaj otrzymaliśmy kpiącą z nas część wynagrodzenia za grudzień. Jak nietrudno obliczyć, do spłaty zobowiązań grudniowych pozostała jeszcze 1/12. Nasze "jałmużny" otrzymujemy nie z konta ŁFM, lecz firmy Ekoterm Inwestycje Sp. z o. o. z siedzibą w Toruniu”- czytamy w liście.