Reklama

Przekaże tylko 50 tys. - rozszalała się burza

28/01/2011 08:56

Po programie "7420 Milion od zaraz", emitowanym na antenie Telewizji Polsat, rozszalała się burza. Łomżyniacy masowo wysyłali sms-y, by pomóc chorym dzieciom- Adrianowi i Kubie Mańczak, którzy chorują na pęcherzycę. Pieniądze- 330 tys. złotych oficjalnie, w imieniu dzieci, wygrał Henryk Korolczuk, lekarz-radiolog z Łomży. Miał przekazać całą sumę na leczenie chłopców. Wiadomo już, że zdecydował przekazać tylko część wygranej.

"Święty Pan Henryk, który zarzekł się, że przekaże połowe kwoty na leczenie chłopców zadecydował jednak, że da jedynie 50 tys !!! SKANDAL!!! Nie da się tego nazwać inaczej...:" - wpis o takiej treści na naszym forum pojawił się już 24. stycznia o godz. 17.57.

Mieszkańcy Łomży są zbulwersowani. Po programie, w którym rodzice chorych chłopców płakali ze szczęścia i dziękowali ludziom za wysłane sms-y, okazało się, że lekarz nie chce wywiązać się z obietnicy.

Henryk Korolczuk tłumaczy, że jeszcze przed programem zaproponował państwu Mańczak część wygranej. Pomocą chciał wesprzeć także inne chore dzieci z regionu, a resztę pieniędzy przeznaczyć na realizację swoich marzeń, m.in. o kształceniu swoich dzieci.

Reklama

Łomżyniacy, którzy oddali głosy na pana Korolczuka, są jednak oburzeni. Z programu wynikało bowiem, że cała wygrana kwota ma być przekazana na leczenie Adriana i Kuby. To dla nich walczyli o milion złotych... Po komunikatach o rzeczywistym celu wygranej, na naszej stronie pojawiły się m.in. takie komentarze:

Zawiedziona: "Panie doktorze wszyscy wiemy że kasa może uderzyć do głowy ,ale proszę zajrzyj do swojego sumienia bo chyba o nim zapomniałeś.Od Ciebie dużo zależy czy chłopcy podadzą Ci otwarto dłoń..."

Reklama

Franciszek: "Proszę oddać całą wygraną Państwu Mańczak. Wszyscy znajomi tej rodziny zrobiliśmy akcję na całą Polskę. Wysłaliśmy kilka tysięcy sms. Nie dla Pana doktorku, tylko i wyłącznie dla chorych chłopców. To co Pan zrobił to podłe. Naraził Pan na dodatkowy stres te biedne dzieciaki dla własnych korzyści. Trzeba było uczciwie wystąpić tylko ze swoją rodziną i powiedzieć, że pieniądze są potrzebne na wykształcenie własnych dzieci..."

- Nigdy nie wysłałabym sms-a po to, by "dorobić" lekarza. Standardowe zarobki, przynajmniej kilka tysięcy złotych, to nie jest tak mało, by kogoś wspomagać. Z całą rodziną byliśmy przekonani, że lekarz jest tylko przedstawicielem chorych dzieci. Wysłaliśmy kilkanaście sms-ów, w sumie okazuje się, że to był niepotrzebny wydatek. A tak chcieliśmy pomóc... - komentuje Monika, 25-letnia łomżynianka.

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama